Tajemnicą poliszynela jest to, kim był pijany kierowca. Wracamy do tematu, by wyjaśnić niektóre kwestie, ale też zaprzeczyć plotkom:
Jak informowaliśmy w poprzednim numerze - 16 sierpnia, ok. godz. 15 na DW690 w okolicy Łopusza kierujący hyundaiem 60-letni mieszkaniec gm. Drohiczyn uderzył w tył belarki ciągniętej przez traktor. Traktorzyście nic się nie stało. Uszkodzona została tylko belarka, za to hyundai zygzakiem przejechał blisko 300 metrów, wpadł do rowu, uderzył przepust, przeleciał przez niego i ponownie wpadł do rowu. Kierowca sam wyszedł z rozbitego samochodu. Pomocy udzieliła mu ekipa pogotowia i, z lekkimi obrażeniami, zabrała go do szpitala. Niestety, był pijany - wstępne badanie wykazało 2,2 promila. Tyle ze wstępnych ustaleń policjantów. Dokładne okoliczności i przyczyny są ustalane.
Pisząc o zdarzeniu, nie informowaliśmy o funkcji, zawodzie kierującego. To kierowca brał udział w zdarzeniu, a kim jest z zawodu jest sprawą drugorzędną. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że pijanym kierowcą był ksiądz. Nasza lakoniczna notatka wzbudziła ogrom komentarzy. Wracamy do tematu, by wyjaśnić niektóre kwestie, ale też zaprzeczyć plotkom:
"To nie pierwszy raz! Około miesiąca temu był ślub w Śledzianowie ksiądz był tak pijany, że obrączki mu wypadły, stułę zawinął na swoich rękach. Ktoś to nagrał na komórkę, dostarczył do biskupa. Biskup zajechał niespodziewanie i zastał go pijanego"; "To pupil biskupa Dydycza i on go ciągle chronił. Tak samo jak i rada parafialna"; "Kiedyś był pogrzeb, proboszcz był pijany. Musieli go szukać, a jak znaleźli okazało się, że nie jest w stanie zmarłego pochować"; "W końcu biskup się wkurzył, nie posłuchał Dydycza, zdecydował się zabrać go z parafii. 15 sierpnia proboszcz zrobił pożegnanie z parafianami, dziękował i nawet się rozpłakał, a dzień później żegnał się z proboszczem w Ostrożanach, no i się stało"; "Był też kapelanem Sióstr Klarysek i Szpitala Powiatowego w Hajnówce i też tam siupy były, temu do Śledzianowa trafił"; "Wielokrotnie jeździł po pijaku, policja go zatrzymywała i nic z tym nie robiła. Teraz też bez prawa jazdy chyba był".
Rzeczywiście - wspomniany w plotkach ślub miał miejsce 9 lipca. Nowożeńcy nie chcieli komentować tego tematu.
Do uczestników pogrzebu nie usiłowaliśmy dotrzeć, mając na uwadze ogólnie trudne chwile, które ich wtedy spotkały.
Zdaniem policji
Zapytaliśmy policję o kwestie związane z prawem jazdy i ewentualnym zatrzymywaniem księdza prowadzącego auto pod wpływem alkoholu:
- Kierujący ze wspomnianego zdarzenia ma prawo jazdy - poinformował nas rzecznik siemiatyckiej policji, mł. asp. Kamil Jaroć. - W policyjnych systemach brak jest informacji, że miał zatrzymane prawo jazdy, czy że spowodował wypadek pod wpływem alkoholu, lub był zatrzymywany pod wpływem alkoholu. Owszem, figurują wykroczenia, punkty karne. Dementuję, że kierujący jeździ bez prawa jazdy.
Przepisy
Wykroczeniem jest jazda po użyciu alkoholu, kiedy jego poziom w organizmie nie przekracza 0,5 promila. Obecna kara to 10 punktów karnych i 2.500 zł. Od 17 września br. będzie to 15 punktów karnych i jeżeli dojdzie do recydywy (kierowca w ciągu 2 lat popełni to samo wykroczenia) minimalny mandat wzrasta do 5.000 zł.
Kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu (gdy zawartość promili we krwi przekracza 0,5) traktowane jest jako przestępstwo, za które grozi: grzywna uzależniona od dochodu (od 10 do 540 stawek dziennych; od 10 do 2.000 zł za stawkę dzienną); ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do 2 lat; zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 1 roku do 15 lat; od 5.000 do 60.000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu konsekwencje są różne, w zależności od tego, czy w wypadku są ofiary śmiertelne: bez ofiar śmiertelnych - kara więzienia do 4,5 roku; zakaz prowadzenia pojazdów od 3 do 15 lat; sankcja finansowa w wysokości od 10.000 do 60.000 zł; z uszczerbkiem na zdrowiu lub spowodowaniem śmierci - kara więzienia od 2 do 12 lat; dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów; sankcja finansowa w wysokości od 10.000 do 60.000 zł; z ofiarami śmiertelnymi - kara więzienia od 3 do 12 lat; dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów; sankcja finansowa w wysokości od 10.000 do 60.000 zł.
Trwa postępowanie.
Zdaniem biskupa
Z prośbą o informacje zwróciliśmy się również do Biskupa Drohiczyńskiego. Zapytaliśmy od kiedy wiedział o problemie alkoholowym proboszcza, czy wcześniej docierały do kurii informacje na ten temat (jeszcze z czasów pracy księdza w Hajnówce). Zapytaliśmy też gdzie, dokąd "biskup zabrał" proboszcza ze Śledzianowa, oraz czy wobec księdza będą wyciągnięte jakieś konsekwencje w związku z udzielaniem sakramentów pod wpływem alkoholu, czy ze spowodowaniem wypadku i kierowaniem pod wpływem alkoholu.
- Problemy, jakie pojawiały się w parafii Śledzianów, jeśli informacje o nich dochodziły do Kurii, były rozwiązywane na bieżąco. Ich rezultatem było nie "zabranie" księdza z parafii, a skierowanie go na odpowiednią terapię. Niestety, w przededniu jej rozpoczęcia ks. Krzysztof uległ wypadkowi. Mamy nadzieję, że szybko powróci do zdrowia i terapię rozpocznie. Parafii Śledzianów natomiast została zapewniona opieka duszpasterska do czasu mianowania nowego księdza proboszcza - odpowiedział ks. Marcin Gołębiewski, rzecznik prasowy Diecezji Drohiczyńskiej. Z racji lakoniczności tej odpowiedzi, poprosiliśmy o uściślenie.
- Jak wspomniałem we wcześniejszym mailu, jeśli dochodziły do Kurii informacje dotyczące wspomnianego Księdza, sprawy były rozwiązywane na bieżąco. Nie prowadzę kalendarza tego typu działań, żeby wskazać Pani konkretną datę. Jak też wspomniałem, Księdza nigdzie nie "zabrano", a skierowano na terapię. Zgodnie z przepisami RODO informacje dotyczące tej sprawy należą do danych wrażliwych, ponieważ są związane ze stanem zdrowia. Co do pozostałych kwestii na ten moment dla dobra sprawy nie udzielam innych informacji.
Obecnie administratorem parafii świętych Apostołów Piotra i Pawła w Śledzianowie jest ks. kanonik Wiesław Niemyjski, dziekan drohiczyński.
Ks. Krzysztof, były już proboszcz, zarządzał parafią od 2015 r. (11 czerwca zwolniony z funkcji kapelana sióstr klarysek i szpitala w Hajnówce). Od tego też roku pełnił funkcję... diecezjalnego duszpasterza trzeźwości. Był też dyrektorem Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu.
Pracował z grupami… anonimowych alkoholików, działaczami trzeźwościowymi, a także współpracował z instytucjami (m.in. z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie), które zajmują się szerzeniem trzeźwości oraz pomaganiem tym, którzy są uzależnieni i współuzależnieni.
Alkoholizm (jak każde uzależnienie) to poważna choroba, która dotknąć może każdego. Alkoholikiem jest nie tylko ten przysłowiowy żul, który spożywa alkohol w każdej postaci. Alkoholikiem jest również ten w drogim garniturze, pijący drogie wódki, koniaki. Alkoholizm to choroba, którą ciężko się leczy. Nie ma cudownej tabletki. Terapia nie polega na odtruciu. To dopiero pierwszy, malutki krok w leczeniu.
Trudno zarzucić obecnemu biskupowi (a przypomnijmy, że pracuje w Diecezji Drohiczyńskiej od 2019 r.), że nie zareagował. Zareagował odsunięciem księdza z funkcji proboszcza i skierowaniem go na leczenie. Jednak nie wiemy od jakiego czasu tę informację posiadał. Wnioskując z odpowiedzi rzecznika Kurii - wpływały już wcześniej, a "problem był rozwiązywany na bieżąco". Czy nie można było zareagować wcześniej? Całe szczęście, że w czasie zdarzenia z 16 sierpnia nikt nie został poważnie ranny.
Najważniejsze jednak pytanie, które się nasuwa: kto na to wszystko pozwalał? Kto tego dnia (i nie tylko) pozwolił księdzu (ale też każdemu innemu pijanemu kierowcy) usiąść za kierownicą auta? Kto nie zareagował, kiedy ksiądz pijany sprawował msze? Nadal, niestety, funkcjonuje społeczne przyzwolenie. "Bo to tylko dwa piwka były..."
Anna Kondraciuk
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
no a na podlasie24 nic nie wspomniane
kto nie jechal po pijaku niech pierwszy rzuci kamieniem, ksieza i policja sie nie liczy
no a na podlasie24 nic nie wspomniane
kto nie jechal po pijaku niech pierwszy rzuci kamieniem, ksieza i policja sie nie liczy