Połamany betonowy słup, zwalone na pobocze długie kloce drzew, pozrywane druty energetyczne, taki widok można było zobaczyć w sobotę 5 marca w Drohiczynie, tuż przy wjeździe od strony Siemiatycz. Wśród tego bałaganu kilkunastoletni Dawid robiący zdjęcia.
- Jakiś samochód zgubił drzewo. Które zwaliło słup. Mieszkam kilka domów dalej i nie mam tak jak inni światła. Nie umiał odpowiedzieć na pytanie co się stało z samochodem prawdopodobnie wiozącym ciężki ładunek do tartaku. Więcej informacji udzielił Mieczysław Michalski. - Również mieszkam nieopodal. Jeszcze przed siódma rano oglądałem telewizję. Jakieś pięć minut po siódmej usłyszałem głuchy odgłos i w oknie zauważyłem samochód z naczepą i jednym drzewem na przyczepie. Pomimo, że zgasło światło, nie domyśliłem się od razu co mogło być tego powodem. Dopiero na ulicy widać było zwalone na pobocze drzewo i druty elektryczne na chodniku. A wiozący drzewo chyba uciekł. Zaraz ktoś zadzwonił do naszych elektryków, przyjechali wyłączyli światło i odjechali. Dzisiaj sobota i chyba do poniedziałku będziemy siedzieć przy świeczce. Bliżej miejsca zdarzenia mieszka Tadeusz Wołosiński. - Również nic nie widziałem, tylko odgłos uderzenia po którym zgasło światło. Gdy wyszedłem na dwór, to pojawił się krajobraz jak po wypadku. Zwalone drzewo i słup. Pozrywane druty. I nigdzie nie zauważyłem żadnego samochodu. Około 12.30 pan Tadeusz poinformował, że zjawiła się ekipa elektryków naprawiających uszkodzenia trakcji elektrycznej. Aspirant Jarosław Szymański, mający tego dnia dyżur na komendzie policji dodał: - Sprawca zdarzenia został ustalony. To mieszkaniec powiatu sokołowskiego. Został ukarany mandatem w wysokości 500 zł. Mogło być groźnie. Wystarczyłoby, aby ktoś przechodził lub przejeżdżał obok spadającego drzewa.
Jacek Piotrowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze