Niedawno Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie podsumował tegoroczną edycję konkursu "Podlaska Agroliga". W kategorii "rolnicy" wyróżnienie otrzymało gospodarstwo państwa Jolanty i Waldemara Zdzichowskich ze wsi Krakówki Zdzichy, gm. Grodzisk. Za tytuł laureata oraz udział w konkursie państwo Zdzichowscy otrzymali kilka nagród, zostali zaproszeni na galę podsumowującą do urzędu wojewódzkiego w Białymstoku.
- To państwa pierwszy udział w takim konkursie?
- W Agrolidze pierwszy - mówi Waldemar Zdzichowski - chociaż były wcześniejsze i tegoroczny udział w regionalnej wystawie zwierząt hodowlanych w Szepietowie, z powodzeniem. W tym roku zdobyliśmy wicechampiona w kategorii jałowice w wieku 18-20 miesięcy i to jak na razie największa nasza zdobycz konkursowa. Wcześniej wystawiałem do oceny w konkursach i na wystawach konie. Jednak Agroliga to dla nas nowość.
- Jaka jest procedura udziału w Agrolidze?
- Udział proponuje ośrodek doradztwa rolniczego, w naszym przypadku siemiatycki oddział. W kwietniu skontaktowała się z nami pani kierownik Szeryńska z ODR w Siemiatyczach, powiedziała że chce nas zgłosić, po czym trochę zaskoczeni tym faktem daliśmy sobie z żoną trochę czasu do namysłu. Przemyśleliśmy propozycję i decyzja była na tak.
- Co miało największy wpływ na zgłoszenie państwa gospodarstwa?
- Na pewno wielkość gospodarstwa, poza tym estetyka i porządek obejścia. Może jeszcze wielkość produkcji mleka. Może i nowoczesność. Raczej te wszystkie elementy są brane pod uwagę. A co zdecydowało, że my zostaliśmy wybrani? Może wszystko po trochu? A może i nasze, a raczej żony malunki?
- Wyjaśnijmy czytelnikom, że elewacje państwa zabudowań w gospodarstwie pokrywają duże postaci z bajek. O tym kiedyś pisaliśmy. Ale te bajkowe postaci wyglądają jak nowe, a mają chyba sporo lat.
- Zgadza się - mówi Jolanta Zdzichowska. - Pierwsze namalowałam chyba z 15 lat temu. Dzieci mieliśmy jeszcze małe. Pamiętam, że przyszły do mnie z historyjką z gumy do żucia i poprosiły o taki rysunek. Takie były początki. Dziś mamy na ścianach i drzwiach smerfy, królika Bagsa, myszkę Miki i innych. A czy to też miało wpływ na propozycję? Być może. Na pewno te malunki dodają uroku obejściu, a okoliczni mieszkańcy do nich przywykli. Jest kolorowo.
- Wróćmy do Agroligi. Nie wygrali państwo tego konkursu, ale są laureatami. To tylko satysfakcja, czy coś więcej?
- Poza satysfakcją dyplom, puchar, nagrody rzeczowe od naszego urzędu gminy w Grodzisku, starostwa, i innych instytucji. A satysfakcja z tego, że ktoś nas dostrzegł, docenił i wyróżnił.
- Cel produkcji to mleko.
- Tak - mówi Waldemar Zdzichowski - W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy ok. 275 tysięcy litrów mleka.
- Teraz nie ma problemu z jego zbytem?
- Cena ustabilizowała się, a zbyt jest. Dodam, że nie zmieniałem odbiorcy mleka od początku naszej działalności. Mleko odbiera od nas "Mlekovita". Mamy jeden zbiornik, poza tym codziennie po mleko przyjeżdża cysterna. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy z tą firmą.
- Ile mają państwo ziemi, bydła, upraw?
- Około 40 hektarów, wszystko w gminie Grodzisk, kilkanaście hektarów dzierżawimy. Najwięcej siejemy kukurydzy na paszę. A krówek jest prawie sto, około połowa dojnych.
- Jak radzić sobie z gospodarowaniem na taką skalę? Czy mieli państwo ostatnio urlop, wakacje?
- Owszem, pracy jest dużo, ale jakoś sobie radzimy. Na przykład jeśli chodzi o zasiew i zbiór, to w większości korzystamy z najmu firm świadczących takie usługi oraz z okolicznych mieszkańców. Zamawiamy zasiew i jest na czas. Tak samo ze zbiorem. Postawiliśmy na wynajem, a nie na cały potrzebny do tego sprzęt. Poza tym, to zawsze mniej pracy, której i tak jest dużo. Co do wakacji - żonie udawało się wyjeżdżać na wycieczki i pielgrzymki. Razem wyjedziemy chyba dopiero może wtedy, kiedy dzieci dorosną i przejmą od nas gospodarstwo.
- Jakie były początki?
- Gospodarujemy z żoną od 1996 roku, gospodarstwo przejęliśmy od rodziny żony. Wtedy było to 10 hektarów, kilka krówek, kilka świnek. Po jakimś czasie rozbudowaliśmy i zmodernizowaliśmy oborę. Mamy nowoczesną dojarkę, inny potrzebny sprzęt.
- Dlaczego akurat krowy i mleko?
- Bo co miesiąc za mleko są pieniądze. A na przykład byczka to trzeba z półtora roku chować, by go sprzedać, a świnkę z pół roku. A tak jest stała wypłata co miesiąc.
- Ulubione zajęcia w gospodarstwie?
- Nie dzielę ich na ulubione czy mniej. Trzeba robić wszystko. Cały obrządek to konieczność.
- Czy dziś bez pomocy jest szansa na taki rozwój rolnictwa?
- Raczej mniejszy. Trudniej byłoby pozyskać to, co jest standardem przy takiej skali gospodarstwa - płyty gnojowe na składowanie obornika, szamba na gnojówkę, itd. Bardzo przydają się też dopłaty obszarowe oraz możliwość skorzystania z innych programów - środowiskowych, dopłat do materiału siewnego.
- A czy zmieniłby pan coś w rolnictwie?
- Na pewno dążyłbym do zmiany cen produktów i usług, oczywiście na niższe. Żeby ta opłacalność była wyższa, bo w tym gospodarowaniu nie jest tak różowo, jak to się wydaje. Większość rolników spłaca kredyty, pieniądze z dopłat obszarowych idą na nawozy, ropę. Poza tym zżera nas biurokracja. Żeby postawić lub dobudować budynek, trzeba wykonać mnóstwo papierkowej roboty, być w wielu urzędach. Czasami na jeden dokument czeka się kilka miesięcy. Dlatego dobrze byłoby, gdyby ci, którzy decydują o rolnictwie sami przez jakiś czas poprowadzili gospodarstwo.
- Plany? Jak pan sobie wyobraża przyszłość swojego gospodarstwa?
- Tak, samo jak dziś, czyli spokojnie prowadzić to, co mamy. Na razie większych ruchów i zmian nie planujemy. Oby nie było gorzej.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze