Reklama

Żery Pilaki - Konie pana Moczulskiego

17/03/2006 16:58
"Koń to przeżytek" - mówił Kargul w słynnym polskim filmie. Faktycznie, jakiś czas temu moda na hodowlę koni zanikła, będąc wypieraną przez rolniczą "mechanizację". Jednak powróciła i wygląda na to, że z co najmniej zdwojoną siłą, bo teraz hodowców koni przybywa i rosną w siłę.
          Pan Stanisław Moczulski, mieszkaniec wsi Żery Pilaki w gminie Grodzisk, konie trzyma już ponad 20 lat. Jest jednym z największych hodowców tych zwierząt w naszym powiecie. Z dumą podkreśla, że koń to absolutnie jeszcze nie przeżytek.

          Z panem Stanisławem rozmawiamy o jego koniach, hodowli i wystawach.
          - Od kiedy zaczęła się pana przygoda, a może pasja, z końmi?

          - Całość przejąłem po ojcu i stryju. I gospodarstwo i zamiłowanie do koni. To było jakieś dwadzieścia lat temu. Ale wtedy był taki okres, że konie były wpierane przez traktory. Udało się to przetrwać i teraz znowu mamy modę na konie. Wprawdzie już nie służą do pracy na roli, tylko do celów hodowlanych, na sprzedaż, do agroturystyki. Ale wracając do początków mojej hodowli, pierwszy zakup to był ogier. Drugi też, ale kupiony na naszym terenie - w Smorczewie. Teraz mam 21 koni.
          - Jak to wszystko się "rozrosło" przez te lata?
          - Głównie w wyniku własnego rozrodu. Systematycznie koni przybywało. Jak człowiek już w tym trochę posiedzi, to podejmuje różne decyzje i ruchy.
          - Jak wyhodować dobrego konia?
          - Teraz konie są z papierami, czyli muszą posiadać odpowiednią dokumentację. Podstawa to dobrzy rodzice. Wtedy koń będzie równie solidnej budowy, postawy. Będzie miał warunki do tego, żeby, jeśli rodzice mieli wyróżnienia na wystawach, osiągnąć podobne. Dobre geny robią w tym przypadku najwięcej.
          - Czy każdy pana koń posiada imię?
          - Tak. Imiona wszystkich koni zapisane są w dokumentacji. Czasami sami je wymyślamy, czasami ktoś podpowie. Jednak nie wszystkie nazywamy tak, jak jest to zapisane. Często bowiem w domu wołamy na konie w taki sposób, jak to się u nas przyjmie. Na przykład: "wysoka", "dzika", "kulawa". To się najczęściej bierze od tego, jak koń wygląda. Jak klacz jest dzika, mało okiełznana, to wtedy jest po prostu dzika.
          - Brał pan udział w ubiegłorocznej wystawie koni w Jesionówce.
          - Dwa razy organizowano wystawy w Jesionówce i dwa razy tam byłem z końmi. Ale równie ważna okazała się Ogólnopolska Wystawa Zwierząt Hodowlanych w Warszawie, w roku 1997. Tam byłem z ogierem o imieniu Cyrkor. Jury zdecydowało, że mój koń zajął tam trzecie miejsce w jednej z kategorii. Na tej wystawie było w sumie ponad sto koni. Głównym gościem był prezydent Kwaśniewski. Przed wystawą osobiście przywitał się z każdym hodowcą. Mam zdjęcie, jak uściska mi dłoń. A na tej wystawie, z Cyrkorem, zdobyłem nagrodę finansową.
          - Czy pan sam dogląda koni?
          - Wszyscy doglądamy. Przede wszystkim stryj, ja i moje dzieci. Przy koniach bardzo lubi "kręcić" się 10-letni syn Radek. A najbardziej to lubi im podawać.
          - Mówi się, że koń to bardzo rozumne zwierzę.
          - Czy rozumne? Najrozumniejsze. Uważam, że nie ma mądrzejszego zwierzaka od konia.
          - Wielu ludzi trzyma konie, ale, można powiedzieć, nie korzysta z nich. Jak jest z tym u pana? Siodło czy bryczka?
          - Głównym celem to jest chów sobie, na sprzedaż, do rozrodu. Ale wracając do sedna pytania, to i jedno i drugie. Dodam, że moje konie prawie wszystkie chodzą i w bryczce i w siodle. Są spokojne i obuczone.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama