Mieszkanka Siemiatycz dostała mandat za jazdę bez biletu siemiatycką komunikacją miejską:
- Wkurzyłam się, bo po prostu nie zdążyłam skasować tego biletu. Nie było żadnej dyskusji - mandat i już. I wtedy sobie pomyślałam, że to niesprawiedliwe - przystanek MKS na Słowiczynie stoi na mojej działce. Działka jest zapisana na męża, ale nie mamy rozdzielności majątkowej, więc jest to tak samo moje, jak i męża. Na działce stoją też pojemniki do segregacji śmieci. I nikt nam za to nie płaci, nie dostaliśmy żadnego odszkodowania. Nawet nikt się nie zapytał, czy to wszystko może tam stać. Proszę nie zrozumieć mnie źle - nie przeszkadza mi ani przystanek, ani te pojemniki. Bo i tak zostałam zrozumiana przez naszego radnego (Osmólskiego - AK), który powiedział, że jak mi tak bardzo przystanek przeszkadza, to on może go sobie zabrać na swoją posesję, na końcu ulicy. Ale niech sobie stoją i pojemniki, bo widzę, że ludzie z nich korzystają, segregują śmieci, i przystanek też niech sobie będzie. Poczułam się tylko skrzywdzona. Ciężko mi to wytłumaczyć, to takie trochę niesprawiedliwie - jak ja na czas nie skasowałam biletu, to bez dyskusji muszę płacić, a tyle lat bezprawnie i bezpłatnie użytkuje się moją własność. Zadzwoniłam nawet do PKS, ale tam mi powiedzieli, że oni tylko świadczą usługę, a przystanek jest miasta. Nasza Czytelniczka twierdzi, że przystanek stoi na jej działce od czasu powstania Miejskiej Komunikacji Samochodowej. - Dwa lata temu zgłaszaliśmy z mężem tę kwestię i burmistrzowi Radomskiemu i panu Warpechowskiemu, ówczesnemu radnemu naszego okręgu. Przed wyborami każdy obiecywał, że załatwi sprawę naszej działki. Zresztą - za każdym razem przed wyborami słyszymy, jaką to super drogą będzie ul. Słowicza, że kanalizację nam zrobią, wodę podłączą. 2 lata temu dopiero podłączyli nam wodę. To też dziwna sprawa, bo dopiero teraz, po dwóch latach dostałam rachunek za wodę. Pan Leoniuk tłumaczył mi, że to dlatego, że ja niby mam wodę, ale w sumie to tak, jakbym jej nie miała. Okazuje się, że nasza Czytelniczka może dochodzić swoich praw, a przynajmniej urzędnicy przyznają się do jej „skrzywdzenia”. W urzędzie miasta przyjął ją burmistrz Fleks, który zaproponował... anulowanie mandatu i bezpłatne przejazdy do końca roku, gwoli ścisłości - raptem dwa tygodnie. - Zgodziłam się na te bezpłatne przejazdy i na „cofnięcie” mandatu, ale to nie rekompensuje mi tylu lat bezpłatnego wykorzystywania mojej własności. Zresztą miesięczny bilet dla syna już kupiłam, ja znów aż tak dużo nie jeżdżę. Nie wiem, całkiem niezły przelicznik - bilet miesięczny za 20 lat korzystania z cudzej własności.
Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Komentarze