63 mecze w reprezentacji Polski, 20 bramek w kadrze, król strzelców polskiej ligi w 1998 r., uczestnik mistrzostw świata w 1986 r. Zawodnik m.in. Polonii Warszawa, Legii, Widzewa, Celticu Glasgow, Bristol City, FC Koeln. Jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 80-tych. Asystent Leo Benhakkera w reprezentacji seniorskiej.
To tylko niektóre osiągnięcia i epizody z piłkarskiej kariery Dariusza Dziekanowskiego. 23 stycznia były piłkarz zawitał do Siemiatycz, aby zagrać w turnieju oldbojów, tym samym wspomóc siemiatycki szpital.
- Panie Darku, często jeździ pan po małych miasteczkach, by pograć w piłkę? - Rzadko. Brakuje na to czasu. Mimo, że obecnie mam mniej obowiązków niż 2-3 lata temu, to nadal tego czasu jest mało. Fakt, że dziś jestem akurat w Siemiatyczach, to zasługa przede wszystkim Roberta Podolińskiego, który stąd pochodzi. Znamy się od wielu lat. Poznałem go, jak zaczynał trenować w Legii drużyny młodzieżowe. Razem gramy teraz w warszawskiej lidze oldbojów. Poprosił nas jako drużynę, żebyśmy wzięli udział w tym turnieju. Cel jest szczytny, bo charytatywny. Ze względu właśnie na cel oraz Roberta, nie odmówiliśmy. Szkoda tylko, że nie każdy z naszej drużyny mógł do Siemiatycz tego dnia przyjechać. - A kogo zabrakło? - Z tych bardziej znanych nazwisk to Marka Jóźwiaka, Cezarego Kucharskiego, Piotrka Mosóra. Musieli odmówić ze względu na obowiązki służbowe i prywatne. - Czy to pierwszy pobyt w tych stronach? - Tak. Najbliżej Siemiatycz, z tego co pamiętam, to byłem chyba w Radzyniu Podlaskim. No i w Białymstoku. Jednak mile będę wspominał ten pobyt. - Co się do tego przyczyniło? - Mili ludzie, dobra organizacja turnieju, szczytny cel. No i postawa innych drużyn, szczególnie gospodarzy. Bo czasami, grając gdzieś, bywa tak, że zawodnicy za wszelką cenę chcą pokazać, że mogą ograć Dziekanowskiego. Faulują, popychają. Tutaj jest postawa fair. - Czy wcześniej słyszał pan o Cresovii Siemiatycze? - Robert wymieniał tę nazwę mówiąc o uczestnikach turnieju. Wcześniej raczej nie słyszałem tej nazwy, co wcale nie oznacza, że to słaba drużyna. Z tego co już się dowiedziałem, to od dawna macie trzecioligowe aspiracje. Życzę, aby udało się to osiągnąć. - Jakie cechy powinien mieć dobry piłkarz? - Dobry piłkarz, oczywiście uwzględniając jego dorobek sportowy, to taki, który – tak jak Robert Podoliński – nie zapomina o świecie, z którego pochodzi. Pamięta o pierwszych kolegach z boiska, trenerach, tych, którzy mu pomogli. Wraca do swojej małej miejscowości, nawet stara się jej pomóc. Nie każdego na to stać. - Jak dziś – z perspektywy czasu – podchodzi pan do przyśpiewek przez wiele lat śpiewanych przez kibiców: „… bo najlepszy piłkarz to Darek Dziekanowski”? - To miłe, że ktoś jeszcze to pamięta. Kiedy to było… Owszem, pamiętam te słowa, głównie z warszawskich boisk. To niezapomniane chwile. Do dziś doceniam tych, którzy wtedy doceniali mnie. Jak mi przypomni to ktoś z kibiców, to podchodzę do tego poważnie, jak kolega z boiska, to zazwyczaj śmiejemy się. - Co pan teraz robi? - Po odejściu z pierwszej reprezentacji, gdzie pracowałem u boku Benhakkera, cały czas pracuję dla młodzieży, obecnie jako partner w programach realizowanych pod hasłami Orlika. - Czy pierwsza reprezentacja coś osiągnie na mistrzostwach Europy w Polsce? - Na to liczmy. Praktycznie mamy już stadiony, powoli mija bałagan w polskiej piłce, więc to najlepszy moment, aby osiągnąć sukces sportowy. Doceńmy wkład zawodników, trzymajmy za nich kciuk. - Dziękuję za rozmowę.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz., fot. CK
Komentarze