Reklama

Dariusz Dziekanowski dla Głosu Siemiatycz

01/02/2011 20:04
63 mecze w reprezentacji Polski, 20 bramek w kadrze, król strzelców polskiej ligi w 1998 r., uczestnik mistrzostw świata w 1986 r. Zawodnik m.in. Polonii Warszawa, Legii, Widzewa, Celticu Glasgow, Bristol City, FC Koeln. Jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 80-tych. Asystent Leo Benhakkera w reprezentacji seniorskiej.

          To tylko niektóre osiągnięcia i epizody z piłkarskiej kariery Dariusza Dziekanowskiego. 23 stycznia były piłkarz zawitał do Siemiatycz, aby zagrać w turnieju oldbojów, tym samym wspomóc siemiatycki szpital.

          - Panie Darku, często jeździ pan po małych miasteczkach, by pograć w piłkę?
          - Rzadko. Brakuje na to czasu. Mimo, że obecnie mam mniej obowiązków niż 2-3 lata temu, to nadal tego czasu jest mało. Fakt, że dziś jestem akurat w Siemiatyczach, to zasługa przede wszystkim Roberta Podolińskiego, który stąd pochodzi. Znamy się od wielu lat. Poznałem go, jak zaczynał trenować w Legii drużyny młodzieżowe. Razem gramy teraz w warszawskiej lidze oldbojów. Poprosił nas jako drużynę, żebyśmy wzięli udział w tym turnieju. Cel jest szczytny, bo charytatywny. Ze względu właśnie na cel oraz Roberta, nie odmówiliśmy. Szkoda tylko, że nie każdy z naszej drużyny mógł do Siemiatycz tego dnia przyjechać.
          - A kogo zabrakło?

          - Z tych bardziej znanych nazwisk to Marka Jóźwiaka, Cezarego Kucharskiego, Piotrka Mosóra. Musieli odmówić ze względu na obowiązki służbowe i prywatne.
          - Czy to pierwszy pobyt w tych stronach?

          - Tak. Najbliżej Siemiatycz, z tego co pamiętam, to byłem chyba w Radzyniu Podlaskim. No i w Białymstoku. Jednak mile będę wspominał ten pobyt.
          - Co się do tego przyczyniło?

          - Mili ludzie, dobra organizacja turnieju, szczytny cel. No i postawa innych drużyn, szczególnie gospodarzy. Bo czasami, grając gdzieś, bywa tak, że zawodnicy za wszelką cenę chcą pokazać, że mogą ograć Dziekanowskiego. Faulują, popychają. Tutaj jest postawa fair.
          - Czy wcześniej słyszał pan o Cresovii Siemiatycze?

          - Robert wymieniał tę nazwę mówiąc o uczestnikach turnieju. Wcześniej raczej nie słyszałem tej nazwy, co wcale nie oznacza, że to słaba drużyna. Z tego co już się dowiedziałem, to od dawna macie trzecioligowe aspiracje. Życzę, aby udało się to osiągnąć.
          - Jakie cechy powinien mieć dobry piłkarz?

          - Dobry piłkarz, oczywiście uwzględniając jego dorobek sportowy, to taki, który – tak jak Robert Podoliński – nie zapomina o świecie, z którego pochodzi. Pamięta o pierwszych kolegach z boiska, trenerach, tych, którzy mu pomogli. Wraca do swojej małej miejscowości, nawet stara się jej pomóc. Nie każdego na to stać.
          - Jak dziś – z perspektywy czasu – podchodzi pan do przyśpiewek przez wiele lat śpiewanych przez kibiców: „
… bo najlepszy piłkarz to Darek Dziekanowski”?
          - To miłe, że ktoś jeszcze to pamięta. Kiedy to było… Owszem, pamiętam te słowa, głównie z warszawskich boisk. To niezapomniane chwile. Do dziś doceniam tych, którzy wtedy doceniali mnie. Jak mi przypomni to ktoś z kibiców, to podchodzę do tego poważnie, jak kolega z boiska, to zazwyczaj śmiejemy się.
          - Co pan teraz robi?

          - Po odejściu z pierwszej reprezentacji, gdzie pracowałem u boku Benhakkera, cały czas pracuję dla młodzieży, obecnie jako partner w programach realizowanych pod hasłami Orlika.
          - Czy pierwsza reprezentacja coś osiągnie na mistrzostwach Europy w Polsce?

          - Na to liczmy. Praktycznie mamy już stadiony, powoli mija bałagan w polskiej piłce, więc to najlepszy moment, aby osiągnąć sukces sportowy. Doceńmy wkład zawodników, trzymajmy za nich kciuk.
          - Dziękuję za rozmowę.


          Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz., fot. CK
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama