86 osób, dziś noszących różne nazwiska, przyjechało na zjazd rodziny Półtoraków, której korzenie wywodzą się z gminy Perlejewo.
Przyjechali z przeróżnych zakątków Polski. Tychy, Gdańsk, Olsztyn, Ciechanowiec, Perlejewo, Granne, Siemiatycze, Klukowo, Lubowicze to tylko nieliczne spośród miejscowości, w których dziś mieszkają potomkowie rodziny. W sumie 86 osób spotkało się na zjeździe rodziny Półtoraków, który odbył się w piątek, 3 maja. Korzenie tej rodziny wywodzą się z gminy Perlejewo, dlatego msza w intencji wszystkich uczestników zjazdu oraz ich przodków odprawiona została w kościele parafialnym w Grannem. Poprzedziło ją zapalenie zniczy na grobach potomków protoplastów, spoczywających na cmentarzu parafialnym w Grannem. Zaś wspólne spotkanie towarzyskie przy suto zastawionym stole odbyło się w sali bankietowej Kłosówka, w Bużyskach, gm. Drohiczyn.
86 osób noszących dziś takie nazwiska jak: Parcheta, Jewiak, Woźniak, Radziszewski, Frączek, Kupisz, Tarkowski, Nieć, Bączek, Wilk, Bals, Osiński, Maliszewski, Manowski, Gieros, Wiński, Olszewski i oczywiście Półtorak, z których większość się dotąd nie znała. Najstarszy uczestnik zjazdu – to jego współorganizator, Antoni Półtorak z Siemiatycz, najmłodszy to niespełna roczne dziecko.
- Podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, przy jednym z rodzinnych spotkań, mój siostrzeniec, Arkadiusz Parcheta, na co dzień mieszkający w Olsztynie, rzucił pomysł, by zorganizować taki zjazd. Powiedziałem róbcie, ja pomogę. Około 2 miesięcy zajęło mi zebranie informacji i ustalenie tego drzewa genealogicznego, które odczytałem w kościele. Oczywiście, pewnie nie wszystko jest dokładne. Wiadomo, że wojna zrobiła swoje. Nie wszystkie dane udało się odnaleźć, nie wszystkie archiwa są dostępne. Informacje, które ustaliłem pochodzą z ksiąg parafialnych, z danych urzędów gminy oraz archiwum diecezji drohiczyńskiej – opowiada Antoni Półtorak.
Historia 158 lat
A co udało się ustalić?
- Pamięcią sięgamy do przodka pokoleniowego, Bronisława Półtoraka, urodzonego w 1863 r., który był ojcem ośmiorga dzieci. Dwukrotnie żonaty. W czasie pierwszego małżeństwa z żoną Adelą na świat przyszły 3 córki – Zofia, Marianna oraz Anna. Po śmierci pierwszej żony Bronisław Półtorak, mając 54 lata, ożenił się ponownie z 17-letnią Józefą, z domu Bojar, która urodziła mu pięciu synów: Jana, Stanisława, Władysława, Stefana i Piotra. Każda z sześciu gałęzi drzewa rodzinnego symbolizuje jedno z dzieci Bronisława, które wydało na świat kolejne potomstwo. Natomiast mniejsze gałązki to wnukowie i prawnukowie – mówił po zakończonej mszy w kościele Antoni Półtorak.
Potem nastąpiło długie wyliczenie imion wszystkich potomków, z uwzględnieniem ich stanu cywilnego, a w przypadku osób nieżyjących, również daty śmierci. Jak wynika z informacji zebranych przez pana Antoniego, w okresie od 1863 r. (momentu urodzin dziadka Bronisława) do roku 2019 w rodzinie Półtoraków na świat przyszło 236 potomstwa.
Trzymać się razem
Siostrzeniec Antoniego Półtoraka, Arkadiusz Parcheta, który współorganizował zjazd, wspomina, że początkowo impreza miała być mniejszych rozmiarów, gdzieś na podwórku u cioci w Grannem czy w wiejskiej świetlicy. Ale kiedy informacja o zjeździe się rozeszła, m.in. za sprawą mediów społecznościowych, zgłaszali się kolejni chętni.
- Dużej części dziś tu obecnych nie znam, ale zamierzam ich poznać. Po to tu jesteśmy, żeby pokazać, że warto jest krzewić te więzi rodzinne i trzymać się razem – twierdzi Arkadiusz Parcheta.
- Starałam się męża wspierać w tym przedsięwzięciu. Ostatni tydzień kwietnia, tuż przed majówką, nastąpiło takie wielkie poruszenie. Kolejni chętni się odzywali, zgłaszali się kolejni krewni, w ogóle nieznani lub też kojarzeni gdzieś z dzieciństwa. Tworzyłam pierwsze drzewo genealogiczne, później mocno zaangażował się wuj Antoni, zdobywając informacje w parafiach. I tak dopisywaliśmy kolejne nazwiska, kolejnych potomków. W ostatnim tygodniu odzew był niesamowity. Ludzie zaczęli wrzucać stare zdjęcia, dzielić się wspomnieniami. Jednego wieczoru, oglądając i czytając to wszystko, mąż zwyczajnie się popłakał ze wzruszenia – dopowiada żona pana Arkadiusza, Alina Parcheta.
Aktualizacja na bieżąco
Każda z osób przybyłych na zjazd to kolejna porcja wiedzy, czasem wręcz unikatowej. Dlatego takie spotkanie to doskonała okazja do tego, by uzupełnić luki w rodzinnej biografii. Jedna z kuzynek moich rozmówców przywiozła duże, rozrysowane na papierze drzewo genealogiczne rodziny.
- To była dla nas wszystkich wielka niespodzianka. Mogliśmy wszyscy zapoznać się z tym, każdy mógł podejść, uzupełnić swoją gałąź, wpisać imiona i nazwiska kolejnych potomków – dodaje pani Alina.
- Jesteśmy tu po to, żeby zbliżyć się do siebie, a czasem zwyczajnie poznać. Ludzie się tak rozpierzchli po całym kraju, a nierzadko i za jego granice. Jak się zabawa trochę rozkręci, będziemy przedstawiać kolejne gałęzie rodziny i poznawać następne pokolenia. To ma sens. A jak dożyję, za 5 lat chciałabym zorganizować kolejny taki zjazd – zapowiada Antoni Półtorak.
Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze