Pół wieku temu, dokładnie w 1969 r., wierność i uczciwość małżeńską ślubowało sobie 10 kolejnych par z terenu gm. Nurzec-Stacja. 50 lat później za ten wyczyn, a niewątpliwie jest nim przeżycie ze sobą takiego czasu, jubilaci odznaczeni zostali „Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie”, nadanymi przez Prezydenta RP.
Uroczystość złotych godów odbyła się 28 października w budynku Gminnego Ośrodka Upowszechniania Kultury w Nurcu-Stacji.
W obecności wójta Piotra Jaszczuka, kierowniczki USC Wioletty Liany, zespołu „Tęcza” oraz nielicznych członków rodzin jubilatów, świętowali: Irena i Zygfryd Filipiakowie, Zofia i Antoni Łożeccy, Nina i Konstanty Mielniczukowie, Maria i Michał Muczkowie, Raisa i Aleksander Pachwicewiczowie, Teresa i Jan Pizoniowie, Jadwiga i Tadeusz Sadowy, Helena i Fryderyk Weremczukowie, Bożena i Tadeusz Wierakowie oraz Raisa i Michał Zasieńczukowie.
Poprosiliśmy o garść wspomnień z przeszłości i rady dla przyszłych małżonków. 71-letni Jan Pizoń, pochodzący z Lublina, będąc kierowcą w wojsku, przywiózł do istniejącej jeszcze wtedy nurzeckiej jednostki wojskowej grupę żołnierzy na praktyki. Tu poznał swoją przyszłą żonę, panią Teresę:
- Przyjechałem tu na 3 miesiące. Poznaliśmy się na zabawie na tzw. deskach. Po tych 3 miesiącach wróciłem do siebie, potem przyjeżdżałem tu regularnie i po ponad roku byliśmy już małżeństwem. My się z żoną dobrze dobraliśmy, dwa odmienne charaktery. Ja trochę taki spokojniejszy, żona bardziej energiczna i dlatego wytrzymaliśmy ze sobą tyle czasu, bo gdybyśmy oboje mieli mocne charaktery, to pewnie byłoby trudno.
- Jak zdarzały się konflikty, oboje umieliśmy wyciągnąć rękę. Oczywiście, nie było jakichś wielkich awantur, żeby się od razu zabijać. Coś się tam czasem powiedziało. Ale na drugi dzień się rozmawiało i życie dalej płynęło – opowiada pani Teresa Pizoń.
- Prawda stara jak świat, dzień kłóci, noc godzi – dodaje żartobliwie mąż.
Państwo Pizoniowie mają jedną córkę i troje wnucząt.
Pani Raisa Pachwicewicz, emerytowana nauczycielka matematyki oraz przez dwie kadencje gospodyni nurzeckiej gminy, radzi wszystkim małżonkom:
- Zasadniczą sprawą według mnie jest szukanie kompromisu i możliwości pójścia na ustępstwa. Nie wolno stawiać wszystkiego na ostrzu noża i twierdzić, że ja jestem ważniejsza. Nie wolno się zacietrzewiać, bo czegoś ktoś nie zrobił czy zachował się nie tak. Trzeba rozumieć się, za 2 dni ostygają emocje i życie wraca do normy.
Pan Aleksander Pachwicewicz, przez ponad 40 lat pracownik przepompowni w Adamowie, zapytany o to, czy w jego małżeństwie istniał jakiś tradycyjny podział obowiązków, z ogromnym wzruszeniem i łzami w oczach mówił:
- Żona pomagała mi często w tych typowo męskich sprawach. Często przy takich ciężkich zajęciach, jak praca w lesie, przy drzewie, to drugiego takiego męskiego towarzysza nie wiem, czy bym znalazł.
Państwo Pachwicewiczowie mają dwoje dzieci i 4 wnuków.
Do ciepłych słów i życzeń pod adresem jubilatów dołącza się również nasza redakcja. Niech kolejne rocznice staną się Państwa udziałem.
Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze