W związku z tym, że działania władz w kwestii poprawy stanu zalewu w Siemiatyczach są niewielkie, postanowiliśmy zbadać wodę z pomocą najlepszych w Polsce fachowców od hydrologii. Próbki wody pobrane w sierpniu dopstarczyliśmy do Morskiego Pogotowia Ekologicznego w Słupsku. Zajmował się tym nasz dziennikarz Marek Malinowski. A oto pierwsze efekty badań.
Szanowny Panie Redaktorze
Potwierdzamy odbiór przesyłki z "sinicami" i Waszej gazety, która jest bardzo ciekawie, wielostronnie redagowana. Artykuły o sinicach były dobrze napisane i nic nie można im zarzucić. W ramach działalności Morskiego Pogotowia Ekologicznego przy Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku znaleźliśmy już trochę czasu żeby przyjrzeć się siemiatyckim glonom, które wywołały w obu zalewach katastrofę ekologiczna.
Z naszych badań wynika ze jest to niestety zakwit sinicowy, w którym dominują sinice z rodzaju Synechocystis sp., co jest zjawiskiem rzadkim w naszych wodach i mamy mało informacji na temat tych glonów. Drugim stwierdzonym gatunkiem glonów planktonowych występującym również masowo jest sinica Microcystis wesenbergii. Sinice z rodzaju Microcystis należą do najbardziej toksycznych sinic w naszej strefie geograficznej. Wydzielają w okresie życia egzotoksyny a po śmierci endotoksyny, które są zabójcze dla innych mieszkańców waszych zalewów, włącznie z rybami. Wśród kilkunastu izofor toksyn najniebezpieczniejsza jest microcystina LR. Ponadto obydwa gatunki omawianych sinic przy tak potwornym zagęszczeniu w procesie fotosyntezy, zabierając z wody dwutlenek węgla powodują jej bardzo silną alkalizację i mogą z obojętnego odczynu wody (pH około 7) doprowadzić do pH 11, co może przeżyć zaledwie kilka bardzo odpornych gatunków zwierząt. Z ryb najbardziej odporna na tak silnie zalkalizowaną wodę jest płoć (śnie przy pH powyżej 10,4). Inne gatunki np. szczupaki, okonie, jazgarze jak również raki pręgowate (Orconectes limosus), które zapewne były znajdowane martwe obumierają już po przekroczeniu pH 9,2. Ta choroba nazywa się alcalosis (choroba zasadowa) i stwierdzana była już w Polsce w Zalewie Szczecińskim w latach 80-tych, gdzie zginęły cierniki i jazgarze. Tak więc za przyczynę katastrofy w waszych zalewach, bez badań i z takiej odległości można ogólnie uznać: zatrucie toksynami sinic, niebezpieczne pogorszenie wartości odczynu wody (szkoda że nie udało się zmierzyć odczynu pH) przypuszczalnie na skutek obumieranie ogromniej biomasy sinic niewykorzystanych przez "podtruty" toksynami i pH zooplankton, i ich gnilnego procesu rozkładu na dnie, nastąpiło wyczerpanie zapasów tlenu, wystąpiła przyducha, która wywołała śmierć ryb (np. najbardziej wrażliwe na brak tlenu szczupaki obumierają już przy zawartości tlenu poniżej 4 mg O2
W dzień w związku z fotosyntezą i wydzielaniem tlenu przez sinice nie następowały śnięcia. Niestety ogromna masa sinic nocą zaczęła zużywać tlen do oddychania eliminując go z wody i to mogło być przyczyną tragedii ryb. Nie mamy żadnych danych oprócz waszych zdjęć i trudno nam jednoznacznie wypowiedzieć się na temat katastrofy zalewów. Nie znamy głębokości zbiorników, przepływu wody (retencji), zawartości soli biogenicznych (azotu i fosforu), pH, ilości i nasycenia tlenu itd. Musimy dopiero szukać w literaturze danych o dominującym Synechocystis i jego szkodliwości. Jak uruchomimy rok akademicki to powrócimy do sprawy. (...) Opracowaliśmy i częściowo wykonaliśmy program zwalczania sinic w jeziorze Trzesiecko w Szczecinku (Zachodniopomiorskie), jednak z wielu względów, w tym prawnych, wstrzymano nam program reanimacji jeziora - widać w Polsce jeziora muszą umierać zgodnie z naturą. Podobnie będzie w waszej sytuacji. Można by stosować wiele metod które mamy już sprawdzone, jednak budzą one sprzeciw paraekologow i innych ludzi (trzeba uzyskać operaty wodne, rybackie, pozwolenia na zastosowanie różnych metod, nie mogą one kolidować z ustawami np. międzynarodowa ustawa o bioróżnorodności gatunkowej itp.). Pocieszające jest ze Polska musi już, z prawnego punktu widzenia, reagować i wykonywać zabiegi mające doprowadzić wody do odpowiedniego stanu, zgodnie z Dyrektywą Wodną 2000. Może ten akt prawny Unii Europejskiej zmusi w końcu do działania różne służby, a przynajmniej do stanu, że nie będą przeszkadzały tym którzy aktywnie ratują zagrożone jeziora. To, że Pan spotkał się tylko z obojętnością - to nie jest najgorsze. Jak będzie Pan próbował wykonać jakiekolwiek zabiegi, to dopiero Pan zobaczy co Pana spotka. Będziemy w kontakcie.
Komentarze