Od 1 do 5 lutego 2021 roku zaplanowane jest w naszym regionie przełączenie strażackiego numeru alarmowego 998 do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Białymstoku.
W komunikacie Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku czytamy:
"Od 1 do 5 lutego 2021 roku zaplanowane jest w naszym regionie przełączenie strażackiego numeru alarmowego 998 do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Białymstoku. Oznacza to, że po tej dacie dzwoniąc z terenu województwa podlaskiego na numer alarmowy 998 zostaniemy połączeni z operatorem CPR, który przyjmie zgłoszenie i przekaże je do właściwej jednostki Państwowej Straży Pożarnej. Dyżurny Stanowiska Kierowania straży pożarnej na podstawie otrzymanego z CPR zgłoszenia będzie dysponował odpowiednie do sytuacji siły ratownicze oraz koordynował prowadzone działania. Na dzień dzisiejszy dzieje się tak już ze wszystkimi zgłoszeniami alarmowymi dotyczącymi straży pożarnej, a wykonanymi bezpośrednio na numer 112.
(...) W związku z procesem przełączania nie są przewidywane istotne z punktu widzenia obywateli, zakłócenia w zakresie możliwości zgłoszenia zagrożenia na numer alarmowy 998.
Województwo podlaskie jako pierwsze przełącza numer alarmowy 998 do Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Wraz z województwem lubelskim nasz region uczestniczy w pilotażu tego przedsięwzięcia. Ocena przebiegu pilotażu w ww. województwach, będzie miała wpływ na decyzję co do kontynuacji tego procesu w pozostałych województwach.
Rocznie jednostki PSP z terenu województwa podlaskiego odnotowują około 34 tys. połączeń wykonywanych na numer 998".
Tyle komunikat. Okrągłe zdanka, że będzie dobrze. Czarno jednak widzę.
- Tata reanimuje babcię! Pomóżcie! - błaga o pomoc kobieta. - A czy ta osoba jest pełnoletnia? - pada pytanie "operatora" z CPR. Zawsze zadaję sobie pytanie, gdzie oni rekrutują personel?
Wiele razy pisaliśmy o problemie opóźniania pomocy przez zupełnie niepotrzebną, śmiertelnie szkodliwą wręcz, centralkę telefoniczną, zwaną CPR, oraz o jej personelu, zwanym dziwnie "operatorami". Dotychczas dzwoniliśmy do straży, a w czasie rozmowy z dyżurnym w oddali już było słychać syreny - nadchodzącą pomoc. Tak samo z pogotowiem. Wiele razy wzywałem pomoc, dzwoniąc na 999. Lokalna dyżurna znała topografię terenu. Wiedziała też, że pacjent z kolonii jakiejś wsi jest po dwóch zawałach, a przed miesiącem była u niego karetka. Teraz telefonista CPR musi wypełnić tabelkę, pozaznaczać różne rubryki i zupełnie nie ma pojęcia o koloniach, zwyczajowych miejscowych nazwach, którymi operujemy. Potem tę tabelkę musi wysłać przez internet do komendy policji, pogotowia, albo do straży. Potem ktoś to musi odebrać i przeczytać. A czas leci.
Nagłe zatrzymanie krążenia. Zostały 4 minuty na pomoc. Niestety, procedury, internet, nieogarnięty personel CPR, niepotrzebne pytania itp. Koniec...
Dyżurnymi straży, pogotowia, policji, zostawali najbardziej doświadczeni. W czym telefonista po krótkim przeszkoleniu ma być lepszy od strażaka czy gliniarza z 25-letnim stażem?
Niestety, to nie tylko testowe przełączenie 998 do 112. To praktycznie trwałe przerwanie kontaktu człowieka w potrzebie i ludzi, którzy chcą mu tę pomoc nieść. To nie test, nie pilotaż. Już tak zostanie. Żaden, bowiem, obwieszony medalami jak choinka, generał czy inny bombardier, czy jak tam się ponazywali, nie zapyta - po co to? Nie powie, że to nie działa, że opóźnia pomoc. Boją się o swoje emeryturki, apanaże, dodatki. Lepiej się nie wychylać. A jak gdzieś pojawi się publikacja, że 112 zawiodło, znowu zaczną się przesłuchania podwładnych na dywaniku - kto puścił farbę? Cicho, bo będziemy pamiętali przy awansach! No i jest cicho. A w razie czego, wytłumaczeniem będzie, że za granicą tak jest, że to z unijnych pieniędzy, że takie procedury, że przyszło z góry.
Mam gdzieś procedury! A ludzkie życie, zdrowie, dorobek życia?! A ten etos strażaków?
Strażacy PSP, dezerterujecie?! Przecież wiecie, co oznacza 112. Nie milczcie!
Kurt Vonnegut napisał kiedyś, że gdyby doszło do wojny z Ruskimi, to tylko strażacy ochotnicy, którzy wierzą w to, co robią, walczyliby do końca. Reszta dezerteruje - taka procedura.
Jacek S. Wasilewski
Poniżej jedna z naszych licznych wcześniejszych publikacji
Poważny wypadek - 112 znowu zawodzi
30 października ok. 21.30, na drodze nr 62, na wjeździe do Drohiczyna od strony Siemiatycz doszło do poważnego wypadku. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że nietrzeźwy 27-letni mieszkaniec gm. Drohiczyn, prowadząc peugeota 407, uderzył w tył ciągnika rolniczego marki International. Traktor przewrócił się w rowie, przygniatając 38-letniego mieszkańca Drohiczyna. Osobowy wpadł do rowu po drugiej stronie drogi i stanął w płomieniach. Trzy, podróżujące nim, osoby same wyszły na zewnątrz. Kierowca uciekł, zostawiając bez pomocy dwoje 25-latków, którzy z nim jechali, i ciężko rannego traktorzystę.
Wezwano pomoc. Niestety, telefonista z CPR-u bardzo nieprecyzyjnie powiadomił służby ratunkowe - pali się samochód, a mężczyzna z traktora macha ręką. Może pozdrawiał przejeżdżających, albo telefonistę 112? Żadnych informacji o ciężko rannych! Na szczęście z pomocą przyjechały dwa zespoły pogotowia, strażacy z Drohiczyna, Siemiatycz i Sieniewic, oraz policjanci. Peugeota ugaszono. Karetka zabrała do szpitali Siedlcach i Białej Podlaskiej pasażerów osobowego. Od razu podjęto poszukiwania kierowcy. Nocą zatrzymano go za garażami u jego znajomych. Miał przy sobie narkotyki. Trafił do policyjnego aresztu.
Najtrudniejszym zadaniem była pomoc traktorzyście, uwięzionemu pod ciągnikiem, któremu stalowy pręt przebił nogę. Strażacy przyjechali gasić, zgodnie ze zgłoszeniem, pożar samochodu. Nie mieli więc poduszek pneumatycznych, którymi mogliby podnieść traktor. Gdyby zgłoszenie było precyzyjne, gdyby telefonista 112 był doświadczony, jak dyżurni pogotowia, policji i straży, wiedziałby o co pytać. A tak tylko bezmyślnie wypełnia tabelki i wysyła dalej. Do podniesienia ciągnika użyto lin i bloczków. Cały czas traktorzyście pomocy udzielała lekarz pogotowia i ratownicy medyczni, oraz strażacy. Ciężko ranny traktorzysta trafił do szpitala.
Jacek S. Wasilewski, fot. jsw
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
... przecież przez tyyyyle laaaat działały 997 998 999 i było ok, w szkołach panie uczyły tych nr, a dyspozytorzy od razu wiedzieli gdze jechać, kieorwcy też, jak w słuchawce usłyszelij że do nowaka na kolonię...
Autorze, ten telefonista po (dość ciężkim i trudnym ) kursie wykonuje ciężką i odpowiedzialną pracę w dzień, święta i noc...za marny, psi grosz, więc należy mu się odrobina szacunku. Szacunek, mam nadzieję, ze przełożony dobitnie wyjaśni Ci znaczenie tego słowa, bo chyba go nie przyswoiłeś w całym swym życiu.
Po pierwsze dzwoniąc na 112 nie trzeba wybierać trzech numerów jak potrzeba wszystkich służb, wszyscy dostają info w tym samym czasie o wypadku. W trakcie rozmowy z osobą dzwoniąca to raz. Dwa 112 odsiewa wszystkich dzwoniących w celach "rozrywkowych" bo uważają ze są śmieszni blokując nr alarmowy. W tym czasie dyspozytorzy medyczni np rozmawiają tylko z osobami, które potrzebują pomocy czy karetki czy porady medycznej, a nie ze śmieszkiem co po telefon na pizze dzwoni czy inne pierdoly
Tak o ile akurat Nowak z Kolonii miał szczęście żeby się dodzwonić, bo pan dyżury nie postanowił akurat zrobić sobie przerwy na śniadanko czy kawę. Bo oczywiście nie miał kto odebrać wtedy za niego telefonu.... a strażacy na słuchawce wyłącznie doświadczeni siedzą ???? szkoda tylko że jak trzeba wezwać inne służby to wysyłają im puste formatki a później Ci "telefoniści" muszą tłumaczyć plicji i w pogotowiu że to Pan strażak ich potrzebuje ale nie raczy wspomnieć o co chodzi. Brawo dla DZIELNYCH i MADRYCH strażaków ????
Niepotrzebne sianie paniki. Już od kilku lat to działa i działa. Miliony zgłoszeń rocznie przyjmują operatorzy linii alarmowej i tak jest też w innych krajach. Strażak jak jest doświadczony to nie odbiera telefonów a idzie na emeryturę. Poza tym operator numeru alarmowego to nie jest zwykły telefonista. Poczytajcie ustawę o CPR, operator bije strażaka pod każdym względem, szybkości przyjmowania zgłoszeń, obsługi systemu teleinformatycznego, umiejętności szybkiego pisania na klawiaturze bez patrzenia, rozmowy w językach obcych, empatii i psychologii w stosunku do dzwoniących przeżywających tragedię. Wszystkiego tego uczy się na kursach żmudnych i trudnych a potem jeszcze z tego musi zdać egzamin państwowy. Dlatego nie wszyscy się nadają i nie wszyscy zdają. Dlatego jest tak mało operatorów. Poza tym pracują za psie pieniądze w dzień w nocy w święta i niedziele. Należy mu się szacunek. To nie CPR przełącza numer a pracodawca strażaków MSWiA. Pokarz mi strażaka przyjmującego wypadek od obcokrajowca. Przełącza go na 112 i prosi o pomoc. Hahaha
Ten kraj to porażka... Nie śmieszny żart okraszony ludzką tragedią i rozpaczą...
Autor tego artykułu powinien nadrobić olbrzymie braki w wiedzy o nr alarmowym 112. Zamiast siać chaos oraz celowo wprowadzając obywateli w błąd, opisywać sprawdzone i rzetelne informacje a nie wyssane z palca.
Autor podaje faktyczny przebieg zdarzeń. Ja osobiście miałem do czynienia z podobnymi przypadkami: Przypadek nr 1: dziecko mi się zachłysnęło pokarmem. Przestało oddychać. Żona udzielała pomocy ja dzwoniłem. Wezwanie pomocy medycznej, wytłumaczenie operatorowi: co się stało, gdzie ma miejsce zdarzenie i w ogóle o co chodzi zajęło 4 minuty. W tym czasie żona przywróciła dziecku oddech o czym poinformowałem operatorkę. Ta stwierdziła, że z dzieckiem nigdy nic nie wiadomo i że i tak wysyła ZRM. Oczekujemy na przyjazd karetki 20 minut. Nic cisza. Dzwonię po raz drugi na 112. Słyszę że karetka już powinna u mnie być. Okazało się że baba wysłała karetkę do zupełnie innej miejscowości. Nazwa miejscowości się zgadzała powiat się zgadzał tylko gmina się nie zgadzała. Karetka była o 45 km od miejsca gdzie powinna być ..... Przypadek nr 2: Jadę drogą krajową. Widzę wypadek - ciągnik siodłowy z naczepą zderzył się z osobowym Audi. Szybkie rozpoznanie sytuacji: ciężarówka na poboczu, na jezdni rozsypany ładunek (jakieś kije) kierowca biega z telefonem przy uchu. Osobówka stoi w poprzek jezdni blokuje jeden pas. Dodam, że całość dzieje się na zakręcie ruchliwej drogi krajowej tuż przed zmrokiem. Kierowca Audi co prawda chodzi ale na twarzy widzę krew. Okazuje się że facet ma oberwane ucho. Pytam się szofera z ciężarówki czy dzwonił na alarmowy. Mówi, że tak. ok. Przystępuję do udzielania pomocy kierowcy Audi. Jednak zastanawia mnie fakt, że nie słyszę syreny na remizie pobliskiej OSP, która wiem że jest w KSRG. Po opatrzeniu poszkodowanego sam dzwonię na 112 i co słyszę. Już wysłano patrol Policji. Mówię operatorowi, że tu potrzebne są wszystkie służby a on mi na to, że ze zgłoszenia nie wynikało, że sytuacja jest tak poważna. Zakląłem - zderzenie osobówki z ciężarówką na ruchliwej drodze krajowej w momencie kiedy za chwilę zapadnie zmrok operator z odległego CPR wysyła jedynie patrol Policji. Strażak, policjant czy operator pogotowia w tej sytuacji wysłałby do działań wszystkie służby. Na koniec dodam, że stanowiska kierowania w powiatach mają bezpośrednią łączność miedzy sobą. Jeśli zgłoszenie było na 997 dyżurny policji od razu powiadamiał pozostałe służby. Podobnie dyżurny na SK PSP i dyspozytor pogotowia. Na podstawie tych dwóch przypadków uważam tworzenie CPR, jeden czy dwa na województwo (nie ma znaczenia) jest wielką głupotą i stanowi olbrzymie zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli. Pozdrawiam wszystkie służby.
Panie Wasilewski, Pisanie epitetów pod adresem Operatorów Numeru Alarmowego i krytyki funkcjonowania systemu, którego jak widać Pan nie zna i nie ma o nim pojęcia, jest poniżej krytyki. Aby zaznajomić się z sednem zagadnienia, należy samemu podjąć taką pracę i przekonać się jak to jest naprawdę. Jest Pan stereotypowym obywatelem tego kraju, o których mówił Janusz Gajos w serialu pt. ,,Alternatywy 4": ,,(...) myśmy robili badania, wie Pan co się okazało? Okazało się, że 60% ludzi nie rozumie dziennika. W związku z tym do tych ludzi trzeba mówić inaczej. Trzeba mówić w ten sposób, żeby oni to zrozumieli (...)". Pan, jak widać po tym artykule, nie tylko nie ma wiedzy o temacie, który Pan podjął, ale nawet nie chce Pan jej zdobyć by w należyty sposób przedstawić sytuację. Wstyd! Zaprezentował Pan godną pogardy postawę obywatelską. Skoro nie podoba się Panu obowiązujący w naszym kraju nowoczesny System Powiadamiania Ratunkowego, to przecież granice są otwarte... Nikt Pana na siłę zatrzymywać nie będzie. Wówczas ubyło by nam jednego obywatela, którego wiedza i postawa jest poniżej krytyki. Życie pokazało niejednokrotnie jak bardzo ważny jest numer 112 i Operatorzy, którzy wiedzą co w danej chwili zrobić... Oby nie musiał się Pan o tym nigdy przekonać. Życzę wiedzy, mądrości i inteligencji. Reszty proszę się wyzbyć... jak widać nie służy to niczemu konstruktywnemu.
Autor podpisał się imieniem i nazwiskiem, a "Operator Numeru Alarmowego 112", anonimowo mu ubliża. Czemu się nie podpisze? Wasilewski podaje fakty. Nikt ich jeszcze nie podważył.
Przepraszam bardzo, ale operatorzy nie są niczemu winni. Często osoba, która dzwoni nie poda wszystkich informacji albo mówi niewyraźnie i weź się domyśl. "Procedury" są z góry ustalone, operator może chcieć uratować czyjeś życie ale w zamian straci robotę za złe odbieranie i kto będzie wtedy odbierał? W Polsce tylko jeden na drugiego potrafi najeżdżać. A bo ja bym to zrobił lepiej. Tak? To proszę się zgłosić. Dopóki nie było się w czyiś butach nie mamy prawa oceniać.
Panie Andrzeju, lepiej to zrobi dyżurny strażak, który rozumie, że wzywający działa w stresie, w panice. Jest przerażony. Ktoś bliski mu umiera, albo płonie dobytek, na który pracował całe życie. Doświadczony strażak to wie. Nie przeszkadza mu, że ktoś mówi niewyraźnie. Zapyta jeszcze raz, a z niewyraźnych słów wyłowi potrzebne informacje. Widzę, że i pan jest niewolnikiem procedur z góry ustalonych. strażak ochotnik z 37-letnim stażem
Gdyby pan nie wiedział, wielu operatów działa w straży. Operatorzy też rozumieją że ktoś jest zestresowany. To też są ludzie a nie maszyny. Pytają kilka razy jeśli ktoś mówi nie wyraźnie, ale proszę się potem nie dziwić, że wypełnienie formatki tyle trwa. Zresztą operator 112 może na miejsce wysłać kilka służb na raz, a nie tylko straż.
No tak - dyżurny straży głupi, dyżurny pogotowia głupi, policjant głupi, tylko pan ze 112 najmądrzejszy, bo "odsiewa" żartownisiów. No a na pytanie - po co te kilka minut zwłoki i wypełniania formatek przez CPR, to jakoś nikt nie potrafi odpowiedzieć. Opóźnienie pomocy to fakt. 112 niepotrzebne. Kurier Podlaski pisał przecież, jak operatorzy 112 się rozłączają, kiedy ktoś pijany był w zagrożeniu życia, jak pogotowie przyjeżdża ostatnie. To są fakty, panie operatorze 112. "Niepotrzebna centralka"
Panie Strażaku, niestety nie mogę się z Panem zgodzić. Bycie nawet najlepszym strażakiem z imponującym stażem niekoniecznie idzie w parze z umiejętnością odpowiedniego przeprowadzenia rozmowy. Uważam że błędnie sądzi Pan że operator nie rozumie stresu zgłaszającego. Szkolenie operatorów nastawione jest na sprawne uzyskiwanie najpotrzebniejszych informacji od ludzi w stanie paniki. Jeżeli domniema pan że operatorowi przeszkadza niewyraźna mowa, lub nie ponowi pytania, albo nie wie jakie informacje są najważniejsze do określenia właściwych sił i środków niezbędnych w zdarzeniu - myli się Pan. Z pana wypowiedzi jasno wynika że nie widział Pan tez nigdy procedur, czy programu z jakiego korzystają operatorzy. Procedury nie są może najoptymalniejsze, ale każdy operator jest w stanie obsłużyć zgłoszenie w zawrotnie szybkim tempie, na najwyższym poziomie, dowiedzieć się wszystkiego co niezbędne, a przy okazji zrobić to zgodnie z procedurami, i wykazując się ogromem empatii i kultury osobistej. Operatorzy których obserwowałem są mistrzami tej sztuki. Bez przerwy też rozwijają się, ucząc się choćby psychologii stresu, czy technik szybkiego pisania na klawiaturze. A to wszystko za niewielkie wynagrodzenie. (szacun) Wielu z nich tak jak ja czy Pan, ma też doświadczenie w pracy na miejscu zdarzenia. Uważam że każdy z nas, nie ważne z której strony oglądamy ten system, powinien najpierw poszerzyć swoją wiedzę na temat pozostałych jego elementów, następnie próbować wspólnymi siłami system ulepszać, a dopiero w ostatniej kolejności wypowiadać się, czy komentować w miejscach takich jak te. Z ratowniczym pozdrowieniem. Człowiek z karetki.
Ale wie Pan, ze policja/straż/pogotowie tez ma do wypełnienia formatkę? Nic nie jest robione w dzisiejszych czasach ,,na gębę’’...
???
Zlikwidować nr 112 i operatora. Wprowadźmy nowy model w postaci telefonistki w urzędzie pocztowym
"w czym telefonista po kursie może być lepszy od strażaka czy gliniarza z 25letnim doświadczeniem" - a chociażby tym że będzie przychodził codziennie do tej ciężkiej pracy natomiast oni z tym "doświadczeniem" to będą już na emeryturze.
Panie redaktorze, proszę nie siać paniki. Proszę zaczerpnąć trochę wiedzy że sprawdzonych źródeł a nie cytować przypadkowych niezadowolonych. 112 przyjmuje rocznie miliony zgłoszeń od 8 lat i to działa. Działa tak jak w każdym kraju w Europie. Tu strażak nie jest potrzebny. On jest potrzebny gdzie indziej. Zresztą w naszym CPR dorabiając sobie, pracują na niepełny etat strażacy i niestety trochę sobie nie radzą. I często wypadają bo weryfikacja i ocena pracy jest bardzo skrupulatna i nie wszyscy to wytrzymują. Rotacja jest duża. Z całym szacunkiem strażacy odpadają najszybciej. Są dobrzy w akcji na miejscu ale nie konieczne w szybkim przyjęciu i przkazaniu zgłoszenia. Często w języku angielskim i innym obcym.
Napewno ten system nie działa tak dobrze jak w pewnym serialu. Moze rezygnują bo widzą jak to działa. Może uważają ze zapytanie np o kolor samochodu uczestniczący w zdarzeniu jest nie istotny, że lepiej się zapytać czy jest zagrożenie życia czy zdrowia... Największym problemem tego systemu jest czas w jakim od rozpoczęcia rozmowy pod 112 sa wysylane siły do zdarzenia. Do PSP wpada formatka która w 90-paru % jest już z zakończoną rozmową zgłoszeniowa na 112(która trwa od ok 3 min do kilku minut), dyspozytor PSP czyta zgloszenie i dysponuje środki w kilkanaście sekund. Dzwoniąc na 998, w czasie rozmowy juz jest wysyłana straz, trwa to kilkanaście sekund. Głupota działania CPR jest ich obszar działania, to powinny być parę powiatów kolo siebie leżących, bo dzięki temu raczej nie powinno być problemów z lokalizacja zdarzenia, bo niestety mylenie miejscowości przy formatkach się zdarzają, nie często ale się zdarzają. Jak można wytłumaczyć wysłanie służb do wypadku który miał miejsce, tylko że ponad 100 km dalej, zrozumieć to ciężko... Niech se będzie to 112, ale i 9, bo wtedy formę zgłoszenia wybieramy my...
Niestety mały kamyczek do ogrodu CPR, być może kiedyś sytuacja się poprawi, teraz jednak nie jest dobrze. Jedna z wielu sytuacji w pracy, wysłano nas do pożaru śmietnika, przy budynku jednorodzinnym, dobrze, że kolega z załogi dobrze znał miasto i skojarzył, że może chodzić o ulicę o podobnej nazwie, w rejonie innej jednostki. Kolejna sytuacja, a właściwie powtarzający się schemat, obwodnica miasta, jeżeli osoba przyjmująca zgłoszenie nie dopytać się o konkretny wjazd, czasem trzeba cofać się nawet 10 km do kolejnego zjazdu. I ostatecznie zgłoszenie na miejscu kolizja samochodu osobowego z latarnią, w formatce brak osób poszkodowanych, po dojeździe czołówka, zablokowana droga, pięć osób rannych, w tym dwie ciężko, rozpoznanie zupełnie nietrafione. Doszło do tego, że nasz dyżurny już z przyzwyczajenia dzwoni ponownie do zgłaszającego. Różnica pomiędzy strażakiem a operatorem jest taka, że bardzo często na dyżurce w PSP pracują strażacy, którzy wcześniej jeździli normalnie do zdarzeń, a niejednokrotnie ludzie, którzy podczas akcji dowodzili, wiedzą więc, jakich informacji potrzebują, co muszą jeszcze od zgłaszającego wyciągnąć, wiedzą jak z osobą będącą w szoku rozmawiać, bo nie raz mieli z nimi do czynienia, "na żywo". Dużo jeszcze czasu upłynie, zanim będzie to działać poprawnie...
Że swojego wieloletniego doświadczenia z pracy w PSP, wiem że To wszystko teoria. Na dyżurce w straży pracuje najczęściej łamaga, która już się do niczego nie nadaje. Albo plecak. I to najczęściej ta łamaga wysyła jednostkę, której przekazuje niepełną wiedzę o zdarzeniu a nie operator CPR. Operator wysyła informacje o lokalizacji, rodzaju zdarzenia, liczbie osób poszkodowanych i zagrożeniach oraz kontakt do zaszającego, często też, jeśli tego wymaga sytuacja, udziela pomocy przez telefon. Strażak dyżurny, który przed chwilą się obudził, bo z nudów zasnął, dostaje czystą kartę zdarzenia z CPR i nie potrafi jej przeczytać ze zrozumieniem. I wysyła jednostki tak i tam gdzie zrozumiał lub nie zrozumiał. Dostał np. nr i kilometr zdarzenia z autostrady ale nie potrafił tak pokierować swoje jednostki, że ta musiała zawracać 10km i wini za to CPR, bo ma kogo a swoich błędów nie widzi. Ludzie to tylko telefon. 112 jest dostępny wszędzie i nawet bez zasięgu. Przełączenie 998 na 112 to tylko zwiększenie dostępności służb ratowniczych dla społeczeństwa. To ludzie często wprowadzają w błąd, bo nie wiedzą gdzie są i nie potrafią odpowiedzieć na pytanie a nie CPR. Operator ma za zadanie jak najlepiej i jak najwięcej wycisnąć od zestresowanego zgłaszającego aby służby mogły dojechać i udzielić pomocy.
... przecież przez tyyyyle laaaat działały 997 998 999 i było ok, w szkołach panie uczyły tych nr, a dyspozytorzy od razu wiedzieli gdze jechać, kieorwcy też, jak w słuchawce usłyszelij że do nowaka na kolonię...
Autorze, ten telefonista po (dość ciężkim i trudnym ) kursie wykonuje ciężką i odpowiedzialną pracę w dzień, święta i noc...za marny, psi grosz, więc należy mu się odrobina szacunku. Szacunek, mam nadzieję, ze przełożony dobitnie wyjaśni Ci znaczenie tego słowa, bo chyba go nie przyswoiłeś w całym swym życiu.
Po pierwsze dzwoniąc na 112 nie trzeba wybierać trzech numerów jak potrzeba wszystkich służb, wszyscy dostają info w tym samym czasie o wypadku. W trakcie rozmowy z osobą dzwoniąca to raz. Dwa 112 odsiewa wszystkich dzwoniących w celach "rozrywkowych" bo uważają ze są śmieszni blokując nr alarmowy. W tym czasie dyspozytorzy medyczni np rozmawiają tylko z osobami, które potrzebują pomocy czy karetki czy porady medycznej, a nie ze śmieszkiem co po telefon na pizze dzwoni czy inne pierdoly