Reklama

Holocaust - Zagłada siemiatyckiego getta we wspomnieniach – cz. 2

26/10/2011 20:18

W listopadzie mija 69 rocznica likwidacji siemiatyckiego getta, a co za tym idzie wymordowania przez Niemców praktycznie całej społeczności żydowskiej przedwojennych Siemiatycz. Z tej okazji przytaczamy żydowskie wspomnienia z tamtych czasów. Z księgi pamięci „Kehilat Semyatits” (Kahał Siemiatycki) wydanej w 1965r. w Tel Avivie [pod redakcją Eliezera Tasha (Tur Shalom):


          Żydzi siemiatyccy w Treblince
          Kiedy pociąg z jadącymi na zatracenie Żydami siemiatyckimi dotarł do Treblinki, oczekiwali na niego już Niemcy z wielkimi psami i taśmami w kolorze czerwonym i niebieskim. Pierwszym, który miał wyjść z pociągu był Kalman Rybowski podtrzymujący pod ramiona rabina Gersteina. Rabin spojrzał w niebo i wyszeptał: „Shema Israel!” (Posłuchaj, Izraelu!). Młynarz Benji niósł na rękach dwójkę kalekich dzieci. Zostali podzieleni na trzy grupy: mężczyźni, kobiety i dzieci. Chociaż padał obfity śnieg, każdy musiał rozebrać się do naga. Drugi transport liczył 3.200 Żydów z Siemiatycz. Spośród nich do pracy wyselekcjonowano 152, resztę jeszcze tego samego dnia spalono w krematorium.
          Oberkapo Kraszewski (szef brygad roboczych lub oddziału obozu koncentracyjnego takiego, jak szpital lub kuchnia) z Polinitz (?) oraz Ignac, były bankier z Warszawy, nakazali, aby wyselekcjonowana grupa 152 Żydów stanęła w szeregach i opróżniła kieszenie ze wszystkiego, co mieli. Następnie zostali zaprowadzeni do baraków, w których słychać było rozdzierający lament. Pod wieczór dołączyła do nich grupa Żydów pracujących przy węglu. Dostali kawę, a następnie każdy odmówił modlitwę wieczorną i za zmarłych.
          O godz. 9.00 wieczorem rozpoczynała się godzina policyjna i nikt nie mógł już opuszczać baraków. Krawiec wyszedł z baraku piętnaście minut po 9-tej i został natychmiast zastrzelony. Był pierwszym z grupy 152 Żydów siemiatyckich, który stracił życie w obozie w Treblince.
          Następnego dnia, w poniedziałek 9 listopada 1942 r., Żydów z Siemiatycz przeniesiono do dwóch innych bloków. W jednym umieszczono stu czterech, a w drugim czterdziestu siedmiu. Wysłano ich potem do ładowania piasku na wagony. Ich nadzorcami byli SS – Unterscharfuehrer Schwarz, Obergruppenfuehrer Stumpe, Ukrainiec Olszanikow i inni.
          Schwarz z jakiegoś powodu nabrał szybko niechęci do Siomele Farbera, który tym się charakteryzował, że był zawsze uśmiechnięty. Zawołał go do siebie i uderzył kilka razy drewnianą pałką w głowę. Siomele upadł i zalał się krwią. Szepsl Neplotnik i elektryk Barbonel przynieśli mu wody i opatrzyli. Przekonywali go, aby starał się wstać i wrócić do pracy. Ten jednak nie mógł stanąć na nogi. O 12.00 Schwarz wrócił i ponownie pobił Siomele. Wieczorem trzeba było wracać pociągiem do obozu a Siomele nadal leżał. Przyjaciele zabrali go ze sobą do pociągu, a potem zanieśli do baraku, ale nie został już tam wpuszczony. Leżał między drutami, aż zabił go Olszanikow.
          Była to już druga ofiara z grupy 152.
          We wtorek 10 listopada brygada robocza przybyła w to samo miejsce. Znów ładowali piasek. Schwarz pobił na śmierć Barbonela. Bił go pałką po głowie. Była to trzecia kolejna ofiara.
          W środę rano 11 listopada po wyjściu z baraków więźniowie zobaczyli wiele leżących wokół ludzkich zwłok. Kolejny raz wysłano ich do noszenia piasku. Tego dnia Niemiec zabił Niske Dolinera (najmłodszego z grupy). Był czwartą ofiarą.
          W czwartek 12 listopada Schwarz zabił przy pracy Simchele Prissa. Była to piąta ofiara.
          W tym czasie grupka Żydów siemiatyckich w Treblince zdała sobie sprawę, iż jeśli nic się nie zmieni, będą kolejno codziennie zabijani. Wśród pierwszych, którzy zaczęli planować ucieczkę z Treblinki byli Mejer Pilchowicz, księgowy Lontchik, Misza Doliner, Izajasz Neplotnik, Szepsl Neplotnik i Kalman Krawiec. Byli zdecydowani zrobić to przy pierwszej nadarzającej się okazji. Na razie jednak z tego planu nic nie wyszło, bo następnego dnia część z nich została wysłana do pracy w inne miejsce – do Małkini.
          We wtorek 17 listopada wszyscy znów pracowali razem. Grupa planująca ucieczkę poinformowała pozostałych o jej szczegółach. Nadzorowało ich wtedy pięciu Ukraińców. Każdy z potencjalnych uciekinierów miał starać się przez cały czas być w ich pobliżu. Liderem akcji był Jankiel Doliner, były sekretarz organizacji Haszomer Hacair. Trzeba było w jakiś sposób uniknąć strzelaniny. Gwizdki Ukraińców mogły zaalarmować Niemców. Strażnicy mieli być szybko zabici metalowymi prętami. W ostatniej chwili jednak plan upadł, bo dowiedzieli się o nim inni Żydzi. Z tego powodu później Żydzi siemiatyccy trzymali już swoje plany wyłącznie dla siebie.
          We wtorek 24 listopada przyglądali się z wielką trwogą następującej scenie. Chaim Akam, betarysta, zdjął z siebie płaszcz i krzyknął: „Nie będę pracował dla morderców mojej matki i ojca!”. Stumpe natychmiast zabrał go do eksterminacji. Następnego dnia rano Marek Blumenfeld zbłądził rano do baraku nr 13. Wołał: „Głoduję na śmierć! Dajcie mi kawałek chleba”. Zmarł zaraz na progu.
          W czwartek 25 listopada mali bracia Kalmana Krawca zostali zabrani pod bramę obozu i bestialsko pobici na śmierć żelaznym prętem. W niedzielę 28 listopada wyselekcjonowany został Samuel Szewc, co oznaczało, że idzie na śmierć.
          W czasie, kiedy powinny zapalać się pierwsze świece święta Hanukkah (Chanuka, Święto Świateł, trwające osiem dni – przyp. tłum.) Unterscharfuehrer Weiss i Szwarz upili się i wtargnęli do baraków krzycząc: „Do apelu!”. Wyprowadzili nagich więźniów na śnieg. Wielu wtedy zastrzelili.
          Pierwszego dnia święta Hanukkah więźniowie pracowali przy wydobywaniu żwiru. Małą grupę wysłano do pobliskiego lasu zbierać gałęzie. Był tam Mejer Pilchowicz, Lonczik i trzech Żydów z Warszawy. Ich nadzorcą był Ukrainiec Bube. Jak później opowiadał Mejer Pilchowicz, Ukrainiec położył się na ziemi i zasnął. Trzej Żydzi z Warszawy powiedzieli: „Uciekajmy”. Pilchowicz odpowiedział im: „Kto wie, ilu Żydów zostanie zabitych w odwecie za tę ucieczkę?”. Tamci jednak upierali się: „Daj przynajmniej nam szansę ucieczki!”. Cała piątka postanowiła, iż trójka z Warszawy ucieknie, a godzinę później Pilchowicz i Lonczik zbudzą Ukraińca informując go o tym, co się stało. I tak zrobili. Ukrainiec zaczął strzelać, a inni strażnicy rozbiegli się z psami tropiącymi. Niemcy zaczęli bić Żydów siemiatyckich, ale Ukrainiec ich powstrzymał. Po powrocie Pilchowicza do baraku Dejbl Morer zapytał, dlaczego on również nie uciekł? Meyer odpowiedział pytaniem: ”Czy nie wystarczająco dużo już nas zmarło? Każdy człowiek ma własne sumienie i swój rozum. Nie mógłbym żyć, gdyby okazało się, że z mojego powodu zostali zabici inni”.
          Trzy dni później, kiedy pracował w żwirowni, wartownicy stojący na wzgórku zawołali go, by do nich podszedł. Zerwali z niego jego granatowy płaszcz. Jeden z Ukraińców powiedział: „Jeśli oddasz nam swoje złoto, oszczędzimy ci życie”. Mejer nie miał przy sobie złota. Strażnicy przewrócili go i zepchnęli w dół tak, że się zabił.
          Samuel Priss został po trzech dniach, podczas pracy w (brak słowa w tekście – przyp.), zabity kilofem na oczach swego ojca.
          22 – 23 marca 1943 r. Niemcy kazali wszystkim Żydom z baraku „C” wyjść do usuwania śniegu. Jeden z szatanów stanął z prętem i psami w drzwiach. Bił po głowie po kolei każdego, który wychodził.
          *
          Dni i noce wlokły się w tym padole płaczu, najstraszniejszym, jaki człowiek mógł sobie wyobrazić. W Treblince śmierć bez przerwy zbierała swoje żniwo. Ludzie padali jak muchy – z chorób, od kul, pod ciosami siekier. Każdy wiedział, że jeśli nie dziś, to jutro przyjdzie na niego kolej. Większość więźniów załamała się do tego stopnia, że ich wola ucieczki z paszczy śmierci została sparaliżowana. Nadal jednak kilku z nich zachowało nadzieję i robiło plan uratowania się. Wśród nich była grupa z Siemiatycz.
          Ich plan zaczął przybierać realne kształty w sierpniu 1943 r., po dziewięciu miesiącach pobytu w Treblince. Mając w pamięci niepowodzenia z pierwszego tygodnia spędzonego w obozie, z większa ostrożnością przygotowywali próbę ucieczki. Pewnego dnia w sierpniu grupa 13 więźniów budowała drogę. Byli nadzorowani przez kapo Neczesława Chochko. Pracowali w pobliżu lasu. Jeden z nich, Kalman Krawiec, podszedł do Chochko i powiedział spokojnie: „Las może nas uratować”. Chochko zdzielił go przez plecy kijem i odparł szeptem: „Oni cię znają z takiego przechwalania się”. Krawiec na to: „Moje życie jest w pana rękach”. Chochko pomyślał przez chwilę i odparł: „Porozmawiamy później”.
          Następnego dnia po pracy Chochko odezwał się do Kalmana: „Możemy uciec razem, jeśli przyrzekniesz, że mnie nie zdradzisz, gdybyśmy zostali złapani”. Krawiec mu to przyrzekł. Wyjaśnił też, że do tak ryzykownej i trudnej ucieczki potrzebni są ludzie z kryminalnego podziemia. Wysłał on więc Kalmana z tym planem do Szlojmele – warszawskiego złodzieja, Stefana – bandyty, również z Warszawy oraz Jakoba i Matji – złodziei koni z Sokołowa. Ci znali na pamięć każdą piędź ziemi w tym regionie. Z każdym z nich rozmawiali osobno. Chodziło przede wszystkim o to, aby żaden z nich nie zorientował się, kto stoi za tym planem. Do grupy uciekinierów dołączył inżynier Jalowitz z Grodna, Szmulik z Falenicy, Moniek. Wszystkich razem było trzynastu.
          Pewnego dnia Chochko powiedział Ratenfuerherowi Weissowi, że do pracy w jego brygadzie potrzebuje mężczyzn, którym mógłby zaufać. Weiss polecił oberkapo Kraszewskiemu, aby zezwolił Chochce wybrać sobie potrzebnych robotników. Kiedy Kraszewski zobaczył, kogo Chochko wybrał, zaczął podejrzewać, że przygotowywana jest jakaś akcja. Postanowił więc wysłać do tej brygady na przeszpiegi swego syna. Ten przepracował z nią kilka tygodni. Chochko, który przejrzał wątpliwości Kraszewskiego, surowo zakazał Żydom jakichkolwiek rozmów o planach ucieczki w okresie, kiedy był z nimi syn kapo. Nie mogli wspominać o czymkolwiek, co mogłoby nasuwać najmniejsze nawet podejrzenia.
          Po jakimś czasie syn oberkapo opuścił grupę. Podejrzenia zostały prawdopodobnie rozwiane. Wtedy przygotowania do ucieczki ruszyły na nowo. Pewnego dnia, w trakcie zbierania kamieni w lesie w pobliżu chaty w polskiej wsi, Chochko zapytał jedynego obecnego tam wtedy uzbrojonego strażnika - Ukraińca, czy nie napiłby się gorzałki? Ukrainiec z ochotą zareagował: „Ma się rozumieć!”.
          Szlojmele wszedł do tej chaty, po czym wrócił z wódką, chlebem i kiełbasą. Zgodnie z planem Jolowitz miał wrzucić do wódki tabletkę nasenną, zabić strażnika, a następnie uciec. Ale środek nie rozpuścił się i trzeba było szybko opróżnić butelkę, zanim Ukrainiec w czymkolwiek by się zorientował.
          Trzynastka uciekinierów trwała jednak przy swoim. Następnego dnia znów podali Ukraińcowi trochę wódki. Tym razem tabletka rozpuściła się. Kiedy wartownik mocno zasnął, Stefan zabił go uderzeniem prętem w głowę. Zabrali mu broń. Shmulik założył na siebie jego ubranie, po czym wszyscy zniknęli w lesie.
          Po kilku dniach dotarli do Karczewa. Doskwierał im głód. Dostali od chłopów za dobre słowo trochę jedzenia, a resztę załatwili sobie sposobem i przy pomocy gróźb.
          Teraz głównym problemem było to, w jaki sposób znaleźć ślady innych uciekinierów i ukrywających się więźniów i skontaktować się z partyzantką? Nie było to łatwe. Chłopi wielokrotnie informowali nazistów o Żydach ukrywających się w ich okolicy.
          Grupa musiała się rozłączyć. Jedyny rodak z Siemiatycz – Kalman Krawiec – zaczął podążać w kierunku swego domu z nadzieją odnalezienia po drodze innych siemiatyczan.



          Tłumaczenie z języka angielskiego dla „Głosu Siemiatycz”: Marek Antoni Nowicki,

Reklama

          Na zdjęciu: widok na siemiatyckie getto od strony ul. Kościuszki w roku 1943, niedługo po likwidacji /fot. Antoni Nowicki/. Oraz to samo miejsce dzisiaj – fot. Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
        

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/09/2024 19:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama