X sesja Rady Miasta Siemiatycze i pytanie radnego Jerzego Korowickiego o „tęczowe lipy” nasuwa refleksję o tym, jak bardzo staliśmy się zmanipulowani przez komunikaty płynące z różnych źródeł i czy mamy jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku?
Po potopie Bóg mówi: „Słuchajcie, wy mnie już nigdy nie wk*****e, a ja nie dokonam masowego mordu, będziemy żyć w zgodzie”. Mniej więcej taki jest uwspółcześniony przekaz pokazania tęczy Noemu. Symbole mają to do siebie, że mogą jednoczyć, jak tęcza właśnie, jasno mówi o tym Pismo Święte w Księdze Rodzaju. Tęcza to znak Przymierza między Bogiem a ludźmi. Czy zatem dla prawdziwego katolika jej kolory nie powinny kojarzyć się z radością i dumą? Nawet gdyby włóczka na lipach miała z nią cokolwiek wspólnego? Otóż nie ma. Więcej ma natomiast z flagą Rumunii.
Trzy kolory: czerwony, żółty i niebieski, zasiały zamęt i niepewność w sercu radnego do tego stopnia, że postanowił poruszyć sprawę na obradach Rady Miasta. Na szczęście oprócz tego pytania pojawiło się parę innych „w interesie mieszkańców” rzecz jasna, co pozwala przypuszczać, że ok. 350 zł, które pobierze z kasy miejskiej, są jakoś uzasadnione.
Symbole mogą też dzielić i być przywłaszczane, jak np. swastyka, którą do swojej ideologii włączył Hitler, a pierwotnie była symbolem religijnym oznaczającym pomyślność i szczęście. Chrześcijaństwo w swojej historii również zawłaszczało symbole innych kultur, wierzeń np. choinka wywodzi się z wieszania pod stropem tzw. podłaźników podczas słowiańskich Szczodrych Godów. Tradycji przerobionych na modłę chrześcijaństwa jest o wiele więcej, ale dziś nikt nie pobije kogoś, tylko dlatego, że w Poniedziałek Wielkanocny oblejemy sąsiadkę odrobiną wody. Co innego, jeśli założymy sweter z tęczowym akcentem, tak jak to było niedawno w Częstochowie. Człowieka można wyśmiać, opluć, pobić, ale jak ocenzurować niebo za promowanie „homoseksualnych” treści?
Świerk to tylko drzewo, tęcza to zjawisko meteorologiczne i fizyczne, rozszczepienie światła w kroplach wody. Jednak kolorowa włóczka staje się tak pilnym problemem radnego, że sam burmistrz musi się do tego odnosić. Dlaczego? Bo radny Korowicki usłyszał coś w mediach? A może upatrywał tu sposobu na zabłyśnięcie jako strażnik miejskiej moralności? Zgodnie z wytycznymi polskich hierarchów kościelnych. Ciekawe gdzie były podobne rozterki, kiedy prowadził w Siemiatyczach bar, w którym alkoholizowali się mieszkańcy… Wiadomo przecież, że alkohol to nieszczęście wielu polskich rodzin.
Jerzy Korowicki zabłysnął, jak sztuczne ognie i tak szybko zgasł, sądząc po reakcji innych radnych. Zastanawiające jest, gdzie podział się lokalny patriotyzm radnego, skoro nie chce mu się wyjaśniać turystom i nieświadomym znajomym symboliki miejskiej flagi. Albo inaczej: jakiż to magnetyzm ma w sobie Piotr Siniakowicz, że z najmniejszą błahostką biegnie do niego radny?
Kiedy w trzecią niedzielę Adwentu ksiądz zakłada różowy ornat, nie krzyczymy z ław kościelnych, że jest gejem. Kiedy widzimy kogoś ubranego na pomarańczowo, nie myślimy od razu, że jest pracownikiem drogowym. Kiedy widzimy grupy pielgrzymkowe w różnych kolorach (zielony, niebieski, żółty, fioletowy, pomarańczowy), nie nazywamy ich „tęczową zarazą”, a wejścia na Jasną Górę „zlotem homoseksualistów”. Skąd więc ta nagła obsesja na tle wielu kolorów w jednym miejscu jednocześnie? Czy założenie tęczowych skarpetek stanie się niedługo symbolem buntu, jak kiedyś było nim noszenie długich włosów?
Wątpliwe, że przysłowiowych państwa Kowalskich interesuje kolor włóczki na siemiatyckich lipach. (Jeden z radnych postuluje wycięcie kilku z nich w dobie ocieplenia klimatu…, „w interesie mieszkańców”.) Kowalskich obchodzą rosnące ceny, rachunki, to czy chodnik na osiedlu jest prosty. Realne problemy realnych ludzi. Bo większość z nich, nie może przyjść na zebranie, posiedzieć i zainkasować kilkuset złotych. Nawet żeby dostać 500+, trzeba wypełnić wniosek i spełniać kryteria.
Siemiatycze to nie Warszawa czy Płock, ludzie nie myślą o „wielkomiejskich fanaberiach”, do chwili, kiedy pewne tematy nie zostaną natarczywie wyeksponowane. Czy w związku z tym radny przyjąłby odpowiedzialność za to, że kiedy ktoś wyjdzie na miasto z tęczowym akcentem, zostanie znieważony lub pobity, za „tęczowe sprawy”? Czy to jest działalność „w interesie mieszkańców” i aktywność, którą mają wykazywać radni?
Eleni Kryńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Moim zdaniem artykuł pani redaktor spełnia znamiona mowy nienawiści. Jest wolność, jest demokracja. Dowodem tego jest ta prywatna gazeta , bo przed 1990 nie mogła być. Na dodatek może Pani pisać na temat kogoś, kto jest przy "wladzy" nie bardzo fajnie...i żadnych nie ponosi konsekwencji. Jeżeli ktoś miał prawo ubrać siemiatyckie lipy w kolorowe sukieneczki ( zresztą, na zdjęciu wyglądają bardzo ładnie) , ktoś inny może mieć inne zdanie i nie jest ważne czym się kieruje. Naruszyła pani dobra osobiste pana radnego, pisząc o prowadzeniu baru. Czy ta działalność była nielegalna w świetle prawa? Ocena tej działalności nie mieści się w Pani kompetencji i w normach prawnych wykracza poza działalność dziennikarską nie mówiąc już normach czysto ludzkich. PS. nie podaję swojego nazwiska, po co ktoś ma grzebać w przeszłości
Jak to dobrze, że w demokratycznej Polsce mam możliwość wyboru gazet i tego co czytam. Niestety inaczej jest gdy chcę napisać coś, co jest niezgodnie z poglądami autorki tego artykułu - demokracja, wolność wypowiedzi przestaje działać. Mój komentarz do tego artykułu , pełnego mowy "milosci" nie ujrzał światła dziennego. Były...czytelnik
Bardzo ciekawie napisane, z sensem, bez złośliwości, tak po ludzku i po chrześcijańsku .Ta polityka zniszczy kościół katolicki, choć raczej jest odwrotnie, to kościół mieszając w polityce sam się niszczy. A ten radny, no cóż, wyskoczył jak Filip z konopii, "błysnął" i zgasł. A o jego knajpie pamiętamy, faktycznie naród w niej pił,upijał się a później robił różne rzeczy. Ot taki teraz żałosny radny i knajpiany strażnik moralności
Moim zdaniem artykuł pani redaktor spełnia znamiona mowy nienawiści. Jest wolność, jest demokracja. Dowodem tego jest ta prywatna gazeta , bo przed 1990 nie mogła być. Na dodatek może Pani pisać na temat kogoś, kto jest przy "wladzy" nie bardzo fajnie...i żadnych nie ponosi konsekwencji. Jeżeli ktoś miał prawo ubrać siemiatyckie lipy w kolorowe sukieneczki ( zresztą, na zdjęciu wyglądają bardzo ładnie) , ktoś inny może mieć inne zdanie i nie jest ważne czym się kieruje. Naruszyła pani dobra osobiste pana radnego, pisząc o prowadzeniu baru. Czy ta działalność była nielegalna w świetle prawa? Ocena tej działalności nie mieści się w Pani kompetencji i w normach prawnych wykracza poza działalność dziennikarską nie mówiąc już normach czysto ludzkich. PS. nie podaję swojego nazwiska, po co ktoś ma grzebać w przeszłości
Jak to dobrze, że w demokratycznej Polsce mam możliwość wyboru gazet i tego co czytam. Niestety inaczej jest gdy chcę napisać coś, co jest niezgodnie z poglądami autorki tego artykułu - demokracja, wolność wypowiedzi przestaje działać. Mój komentarz do tego artykułu , pełnego mowy "milosci" nie ujrzał światła dziennego. Były...czytelnik
Bardzo ciekawie napisane, z sensem, bez złośliwości, tak po ludzku i po chrześcijańsku .Ta polityka zniszczy kościół katolicki, choć raczej jest odwrotnie, to kościół mieszając w polityce sam się niszczy. A ten radny, no cóż, wyskoczył jak Filip z konopii, "błysnął" i zgasł. A o jego knajpie pamiętamy, faktycznie naród w niej pił,upijał się a później robił różne rzeczy. Ot taki teraz żałosny radny i knajpiany strażnik moralności