O żołnierskich losach w czasie II Wojny Światowej, decydował przypadek. Do dziś wielu ludzi sądzi, że berlingowcy, byli w jakiś sposób gorsi. Zapomina się, że to właśnie oni wyzwalali polskie ziemie. Wszyscy chcieli walczyć o wolność. Nikt nie wybierał u czyjego boku.
8 maja obchodzimy 80 rocznicę bezwarunkowej kapitulacji sił III Rzeszy i koniec II Wojny Światowej. Z jednej strony mamy do czynienia z historią załatwiania interesów wielkich mocarstw, które do dziś budzą dyskusje wśród historyków, a z drugiej z losami milionów ludzi na całym świecie, którzy ponieśli niepowetowane straty. Ludzkie dramaty rozgrywały się na tle geopolitycznych rozgrywek.
Tam, gdzie urodził się Lenin
Jedną z takich postaci jest Wacław Głowacki, wcielony do Armii Czerwonej 13 kwietnia 1941 roku w Siemiatyczach, jako obywatel ZSRR. Skierowany do 465 pułku piechoty Armii Czerwonej. W kwietniu tego roku został przydzielony do baterii pancernej, jako ładowniczy. Jego jednostka stacjonowała w Bałaszowie w okolicach Saratowa. W czerwcu Adolf Hitler łamie postanowienia paktu Ribbentrop-Mołotow i napada na ZSRR. Wacław Głowacki wraz z dwoma kolegami odmawia złożenia przysięgi na wierność Stalinowi. Karnie zostaje zesłany do obozu pracy 25 lipca, do wsi Podkorowa w rejonie Terenga, obłast’ Uljanowsk. Nieopodal miejsca urodzin Włodzimierza Lenina.
- Sytuacja osób takich jak ojciec, czyli wcielonych do Armii Czerwonej, była odmienna od reszty Polaków w Sowietach. Wywiezionych do obozów, zesłanych na Daleką Północ i uwięzionych objęła amnestia, dzięki której mogli się znaleźć w szeregach Armii Andersa. Ci, których uznano za obywateli ojczyzny proletariatu, musieli rąbać lasy i pracować dla jej wojennego przemysłu. Nawet utworzenie I Armii Wojska Polskiego nie wyzwalało ich od służby dla niej. Ludzi z naszych terenów, których brano do wojska, uznawano za ludzi „niepewnych”. Może uważano nawet, że nie powinni w nim być, bo w jakiś sposób mogą sabotować działania oddziałów. – mówi Zbigniew Głowacki.

Sielce nad Oką
Życie w głębi Rosji trwało dwa lata. Jak zaznacza syn Wacława Głowackiego, tylko przypadek sprawił, że jego ojciec dowiedział się o tworzeniu armii przez gen. Berlinga. Nikt nie informował o tym Polaków przebywających w Rosji. Informację o jednostkach tworzonych w Sielcach, przekazała mu żona miejscowego notabla, prawdopodobnie przewodniczącego sielsowietu. Niestety, dowódcy nie dali pozwolenia na wyjazd, aby je uzyskać u wyższej instancji postanowił wraz z kilkoma kolegami samowolnie udać się do rajkomu (prawdopodobnie wspomniana wyżej Terenga). Tam również nie przyjęto ich z entuzjazmem. ale szalę przeważył fakt niezłożenia sowieckiej przysięgi wojskowej.
Został zmobilizowany we wrześniu 1943 r., trafił do 2 Pułku Artylerii Lekkiej, jako kanonier. Tego samego roku odbył w Sielcach 4-miesięczną szkołę podoficerską, został kapralem. W listopadzie złożył przysięgę Wojska Polskiego i wyruszył razem z 2 Pułkiem Artylerii Lekkiej, wchodzącym w skład 2 Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego. Brał udział w walkach o zdobycie m.in. Złotowa, Jastrowa, Rederitz czy Frydlądu Pomorskiego.

Odrzucona nagroda
Po demobilizacji w 1946 r. Wacław Głowacki wrócił do Siemiatycz. Dwa lata później, na świat przychodzi jego najstarszy syn, Zbigniew, a rodzina wyjeżdża z miasta, jednak nie na długo. - Po wojnie żołnierzom nadawano ziemię na ziemiach odzyskanych. Ojciec mógł mieć 10-hektarowe gospodarstwo rolne w okolicach Szczecina, nie zdecydował się na to. Wyjechaliśmy na ziemie odzyskane zaraz po moim urodzeniu. Bardzo krótko mieszkaliśmy blisko Olsztyna. Mówiono, że Niemcy wrócą i zacznie się następna wojna. Rodzice przestraszyli się i wrócili do Siemiatycz – wyjaśnia Zbigniew Głowacki.
Człowiek ciężkiej pracy
Kiedy pytam Zbigniewa Głowackiego o to, jak wspomina swoich rodziców, szczególnie tatę, rozmówca zamyśla się. Okazuje się, że nie jest to proste pytanie. Wacław Głowacki, z pozoru prosty stolarz z ul. Wesołej, był człowiekiem skomplikowanym.
Urodził się 2 kwietnia 1918 r. Stracił ojca, kiedy miał 10-11 lat. Razem z matką oraz trójką młodszego rodzeństwa, dla którego pełnił funkcję ojca, mieszkał na Łojkach. Aby pomóc rodzinie, matka Wacława, Hanna pracowała w jednej z kaflarń. Sam Wacław musiał pracować w rodzinnym gospodarstwie, a dodatkowo uczył się zawodu stolarza. Doświadczenia te, głęboko zapadły mu w pamięć, nawet po wielu latach wspominał tamten trudny czas.
Jakim ojcem był dla swoich dzieci Wacław Głowacki? Jego syn, Zbigniew odpowiada, że surowym, ceniącym porządek. Z ogromnym zamiłowaniem do poniemieckich motocykli, BMW czy Zundappa, po które jeździł specjalnie na Mazury.
- Był człowiekiem ciężkiej pracy. Cieszył się opinią wyjątkowo sprawnego i solidnego stolarza. Do dziś zdarza mi się spotykać ludzi, którzy wspominają:- „Jak Głowacki zrobił podłogę, to do dziś nie skrzypi!”- Kiedy wspominam ojca i porządek w jego warsztacie, to nie ma nic wspólnego ze mną. Każde dłuto miało swoje miejsce. Kiedy tylko wszedłem i coś przełożyłem, ojciec od razu wiedział, że ktoś był w warsztacie. Zdaje mi się, że w jakiś sposób wpływało to na nas. Co prawda jestem bałaganiarzem, ale z zamiłowaniem do porządku – śmieje się Głowacki i dodaje - Mimo, że Polska Ludowa teoretycznie zapewniała wykształcenie każdemu, wcale nie było łatwo wykształcić czwórkę dzieci, samodzielnie wszystkich nas utrzymując . Z kolei moja mama, Antonina (z d. Zaremba, przyp. red.) była zachłanną czytelniczką, co zresztą po niej odziedziczyłem. Jak wiele kobiet w owym czasie, pracowała w domu, wychowując dzieci. Bardzo jej zależało na tym, żebyśmy wszyscy skończyli studia.
Losy ludzi nieraz dziwnie się układają. Teoretycznie ojciec mógł trafić do armii gen. Andersa i gdyby trafił, prawdopodobnie nie byłoby mnie na świecie – zauważa Zbigniew Głowacki.
Wspomnienia z Uljanowska
Rodzina Wacława Głowackiego posiada niewiele informacji o tym, co przeżył w Rosji czy maszerując z armią gen. Berlinga. Jeszcze, kiedy ojciec żył, nikt nie myślał o tym, żeby wypytywać go o te sprawy. A i Głowacki należał do ludzi, którzy unikali zwierzeń. O „zdobywaniu” Warszawy mówił, że obserwujący wykrwawiające się miasto żołnierze, nie mogli znieść swojej bierności. Próbowali się buntować i przeprawiać na drugą stronę Wisły, bez skutku.
Podczas pobytu w Rosji, jego batalion nie był skoszarowany, wszyscy mieszkali w kołchozowych chatach i dzielili los jego mieszkańców, z którymi nawiązywali przyjazne relacje. Wszędzie panowały okropny mróz i głód, obierki ziemniaków były przysmakiem.
- Z powodu wojny wieś była wyludniona, żyły tam prawie same kobiety i może starsi ludzie, niezdolni do walki. Ojciec opowiadał, jak kobiety szły do rejonowego miasta, oddalonego o 20 km, po przydział ciasta na chleb. Nie mąki, a ciasta. Nie było go w co pakować, więc niosły je w rękach, przekładając z jednej do drugiej. Ciasto przelewało się i w ten sposób kobiety donosiły je do swojej wsi.
Przy jakiejś okazji opowiedział też o górze soli nad Wołgą, pilnowanej przez cztery pory roku przez żołnierza z karabinem na ramieniu. Góra z początku wielka, rozmywana przez deszcze i podtopienia malała, aż przestała istnieć. Wszelkie próby okolicznych mieszkańców, aby uszczknąć choć odrobinę tego dobra, którego brakowało w domach, kończyły się sakramentalnym 'nie lzia” – opowiada Zbigniew Głowacki.

fot w Siemiatyczach w latach 50.
Stolarz, który nucił Moniuszkę
Wacław Głowacki nie był wylewnym i uczuciowym człowiekiem. Z rzadka tylko podśpiewywał stary szkolny wierszyk. Satyryczną balladę, do której muzykę stworzył Stanisław Moniuszko, a słowa Józef Ignacy Kraszewski „Dziad i baba”:
(…)Baba za piecem zcicha
Kryjówki sobie szuka,
Dziad pod ławę się wpycha,
A śmierć stoi i puka.
I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tam stała;
Lecz znudzona nareszcie,
Kominem wleźć musiała.
Wacław Głowacki brał udział w jednych z najcięższych walk o przełamanie Wału Pomorskiego między 31 stycznia a 12 lutego 1945r. W silnie ufortyfikowanym pasie umocnień niemieckich (Pommernstellung), biegnącym od Ustki nad Bałtykiem, poprzez Słupsk, Szczecinek, Wałcz do Santoka nad Notecią. Został wielokrotnie odznaczony: Odznaką Grunwaldzką–1943r., Medalem za Zwycięstwo-1944r., Krzyżem Grunwaldzkim-1945r., Medalem za Warszawę-1945r.
W 2001 roku, na mocy postanowienia Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, został mianowany podporucznikiem Wojska Polskiego. Zmarł w 2016 roku w Białymstoku, w wieku 98 lat.
Eleni Kryńska, fot ze zbiorów rodzinnych
![]() |
![]() |
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze