Postępowanie Państwowej Inspekcji Pracy wykazało sporo zaniedbań. Są już wyniki postępowania prowadzonego przez białostocki oddział PIP, dotyczącego wypadku na budowie, do którego doszło 31 maja w Siemiatyczach.
W wypadku ucierpiał pracownik firmy, która remontowała jeden z bloków przy ul. Świętojańskiej. Ze wstępnych ustaleń policji oraz inspektora PiP wynikało, że z wysokości czwartego piętra zerwał się element wciągarki, który spadając odbił się od betoniarki i uderzył w pracownika. Mężczyzna doznał ciężkich obrażeń ciała, m.in. poważnych urazów kręgosłupa i klatki piersiowej. Karetka zabrała go do szpitala w Siemiatyczach, a za jakiś czas potem przyleciał po niego śmigłowiec z białostockiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jakiś czas mężczyzna znajdował się w śpiączce. Na szczęście żyje. Jak nas poinformował Piotr Latała z Państwowej Inspekcji Pracy w Białymstoku, postępowanie dotyczące wyjaśnienia przyczyn tego wypadku wykazało wiele nieprawidłowości związanych z pracą robotników. Inspektorzy ustalili też dokładny przebieg zdarzenia oraz przyczynę wypadku. Otóż tamtego dnia, jeszcze przed wypadkiem, w siedzibie firmy odbyła się narada w sprawie prowadzenia tych robót. Właściciel polecił pracownikom przywieźć wciągarkę na budowę, ale nie polecił jej montować. Pracownicy sami postanowili zamontować to urządzenie i przystąpili do pracy. Wciągarkę obsługiwano pilotem. W pewnym momencie, podczas wciągania paczek z materiałem ocieplającym blok, ostatnia paczka zaczepiła się za wystający fragment muru bloku, po czym część konstrukcji wciągarki spadła z dachu. PIP stwierdziła m.in., że całość niedostatecznie była na dachu obciążona, urządzenie nie przeszło kontroli w dozorze technicznym, brak było przeszkolenia pracowników w zakresie bhp przy obsłudze takich urządzeń, brak instrukcji postępowania przy obsłudze wciągarki. Pracownicy zlekceważyli zagrożenie i polecenia przełożonego, a także wykazali się niedostateczną koncentracją podczas pracy z wciągarką. Poza tym wciągarkę obsługiwał pracownik nie posiadający do tego uprawnień. - Jeśli pracownik obsługujący to urządzenie w porę zareagowałby, kiedy te paczki zaczepiły się i wyłączył wciągarkę, to być może do wypadku nie doszłoby. Zdaniem PIP najbardziej znaczącym uchybieniem było lekceważenie zagrożenia - wyjaśnia Piotr Latała z PIP. Mandatami w wysokości po 1.000 zł zostali ukarani właściciel przedsiębiorstwa oraz dwóch brygadzistów. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze