Reklama

Wypadek na budowie - Zlekceważone zagrożenie

30/10/2007 12:42
Postępowanie Państwowej Inspekcji Pracy wykazało sporo zaniedbań.
Są już wyniki postępowania prowadzonego przez białostocki oddział PIP, dotyczącego wypadku na budowie, do którego doszło 31 maja w Siemiatyczach.
          W wypadku ucierpiał pracownik firmy, która remontowała jeden z bloków przy ul. Świętojańskiej. Ze wstępnych ustaleń policji oraz inspektora PiP wynikało, że z wysokości czwartego piętra zerwał się element wciągarki, który spadając odbił się od betoniarki i uderzył w pracownika. Mężczyzna doznał ciężkich obrażeń ciała, m.in. poważnych urazów kręgosłupa i klatki piersiowej. Karetka zabrała go do szpitala w Siemiatyczach, a za jakiś czas potem przyleciał po niego śmigłowiec z białostockiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jakiś czas mężczyzna znajdował się w śpiączce. Na szczęście żyje.
Jak nas poinformował Piotr Latała z Państwowej Inspekcji Pracy w Białymstoku, postępowanie dotyczące wyjaśnienia przyczyn tego wypadku wykazało wiele nieprawidłowości związanych z pracą robotników. Inspektorzy ustalili też dokładny przebieg zdarzenia oraz przyczynę wypadku. Otóż tamtego dnia, jeszcze przed wypadkiem, w siedzibie firmy odbyła się narada w sprawie prowadzenia tych robót. Właściciel polecił pracownikom przywieźć wciągarkę na budowę, ale nie polecił jej montować. Pracownicy sami postanowili zamontować to urządzenie i przystąpili do pracy. Wciągarkę obsługiwano pilotem. W pewnym momencie, podczas wciągania paczek z materiałem ocieplającym blok, ostatnia paczka zaczepiła się za wystający fragment muru bloku, po czym część konstrukcji wciągarki spadła z dachu.
          PIP stwierdziła m.in., że całość niedostatecznie była na dachu obciążona, urządzenie nie przeszło kontroli w dozorze technicznym, brak było przeszkolenia pracowników w zakresie bhp przy obsłudze takich urządzeń, brak instrukcji postępowania przy obsłudze wciągarki. Pracownicy zlekceważyli zagrożenie i polecenia przełożonego, a także wykazali się niedostateczną koncentracją podczas pracy z wciągarką. Poza tym wciągarkę obsługiwał pracownik nie posiadający do tego uprawnień.
          - Jeśli pracownik obsługujący to urządzenie w porę zareagowałby, kiedy te paczki zaczepiły się i wyłączył wciągarkę, to być może do wypadku nie doszłoby. Zdaniem PIP najbardziej znaczącym uchybieniem było lekceważenie zagrożenia - wyjaśnia Piotr Latała z PIP.
Mandatami w wysokości po 1.000 zł zostali ukarani właściciel przedsiębiorstwa oraz dwóch brygadzistów.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama