Reklama

„Wrzosy” z Wilanowa (video)

20/08/2010 16:17
Zespół powstał w 2008 r. z potrzeby serca i chęci dorównania innym wsiom i miejscowościom. W jego skład wchodzą dziś: Olga Maksimiuk, Nina Kasperuk, Leokadia Sawczuk, Lidia Tymoszuk, Zina Bajena, Zina Terebun, Walentyna Jakimiuk. Zespołowi przygrywa na akordeonie Antoni Kapelko. Muzycznym instruktorem jest Ludmiła Wiszenko
          Jak mówi Witold Terebun, pomysłodawca założenia zespołu, wszystko zaczęło się od organizowania różnych imprez w Wilanowie, między innymi wieczoru kolęd.
          - Widziałem, że w innych wsiach organizowane są przeglądy, wieczory kolęd. Zapytałem dyrektora Baranowskiego, czy nie można by takiego przeglądu zrobić w Wilanowie. Powiedział mi „minuta osiem” i zapytał „a może u was powstanie jakiś zespół”? Odpowiedziałem czemu nie, ale trzeba będzie pójść do każdej z kobiet i się zapytać czy zechce śpiewać. Zmobilizowałem wówczas naszego kierownika –kierownik język na brodę i lata po dziewczynach. No i tak to jakoś wyszło. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że udało się ten zespół zorganizować. Wynikało to też z takiej potrzeby, żeby coś się działo w Wilanowie, by ludzie się spotykali, by wieś się rozwijała. Dobrze byłoby, gdyby tych ludzi było trochę więcej. Ale ludzie się jakoś do tego specjalnie nie garną. Czasem są tacy, co mogliby śpiewać, a gadają niestworzone rzeczy.
          - Skład zespołu zmienił się w tym roku, ponieważ zmarła Maria Majczuk, która przyjeżdżała na nasze próby i występy z Tokar. Poza tą zmianą jesteśmy w tym samym składzie od początku – mówi Lidia Tymoszuk.
          Wszyscy członkowie „Wrzosów” zgodnie podkreślają, że rolę niekwestionowanego dyrektora tej grupy i lidera pełni Leokadia Sawczuk.
          - Wszystko załatwia pani Sawczuk. Wyszukuje piosenki, decyduje o tym gdzie i co śpiewamy, dyryguje nami, jest takim jakby kierownikiem i trzeba dodać, że jest bardzo sumienna i odpowiedzialna – twierdzą członkinie zespołu.
          Nazwa od jesieni
          - Wszystkie niemal jesteśmy z Wilanowa. Dwie panie są z Mielnika – opowiada Leokadia Sawczuk. Na początku był u nas jeszcze Aleksander Strelczuk i to właściwie był jego pomysł, by zespół nazywał się „Wrzosy”. A to może dlatego, że to było jesienią 2008 r. i jakoś tak wszystko kojarzyło się z tą nazwą.
          Nasz pierwszy występ miał miejsce w Siemiatyczach. Śpiewałyśmy wówczas kolędy. Zajęłyśmy I miejsce i zostałyśmy wytypowane na przegląd w Hajnówce. Tak się zaczęło to nasze śpiewanie. Potem był wieczór kolęd u nas i wtedy też, 7 lutego 2009 r., odbyło się uroczyste nadanie imienia zespołowi. A potem już się tak to potoczyło. Może tu pojedziemy, może tam - zaczęłyśmy bywać w różnych miejscach. Bardzo ważny dla nas występ to był wyjazd do Bielska Podlaskiego na Przegląd Piosenki Ukraińskiej. Był to nasz pierwszy występ na takim przeglądzie, ale zajęliśmy wówczas III miejsce. W tym roku zajęłyśmy na tym samym przeglądzie II miejsce. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej. To jest taka podbudowa dla naszego zespołu, do dalszego działania. Mamy motywację, by dalej działać, by się spotykać i śpiewać. Jak na pierwszy rok działalności, to miałyśmy dużo wyjazdów – ok. 30.
          Ważna dla „Wrzosów” była rewizyta składana miejscowemu zespołowi w Czyżach. Tam miał okazję posłuchać śpiewu wilanowskiego zespołu marszałek województwa podlaskiego, który zaproponował pomoc w załatwieniu strojów ludowych. - Dostaliśmy dotację, czekamy teraz na zatwierdzenie wszystkiego. Już wkrótce będziemy miały podlaskie stroje, takie, jakie chcemy mieć – zapowiada pani Sawczuk.
          Śpiew daje satysfakcję

          - Spotykamy się tak, jak nam czas pozwala. To jest dla nas rozrywka. Całymi dniami siedzimy w domu, a tu od tego odpoczywamy. Spotykamy się w tym gronie, śpiewamy, jest wesoło. I daje nam to dużą satysfakcję. Jedziemy gdzieś, występujemy, potem przyjeżdżają do nas. My ludzi widzimy, oni widzą nas. To jest ważne – mówi Nina Kasperuk.
          - Przyszedł do mnie sołtys i powiedział, że chce stworzyć tu zespół. Zapytał, czy zgodzę się śpiewać. A że od najmłodszych lat bardzo lubię śpiewać, zgodziłam się. Jestem emerytką, mam dużo wolnego czasu i jestem zadowolona, że tak mogę go spędzać – dodała Lidia Tymoszuk.
          - Człowiek śpiewa po to, by zmienić trochę swoją codzienność. Jak się śpiewa, to inaczej człowiek się czuje. Swoją biedę, troski zostawia w domu, a tu przychodzi odprężony i zadowolony – o swojej motywacji mówi Zina Terebun.
          - Tak się złożyło, że prawie wszystkie śpiewamy w chórze cerkiewnym, część pań w Telatyczach, a część w Tokarach i w Mileniku. I może dlatego człowiek czując właśnie taki głód, niedosyt tego śpiewania, chętnie udziela się też w takim zespole, gdzie wykonujemy nie tylko pieśni religijne, ale także, a może przede wszystkim świeckie – wyjaśnia Leokadia Sawczuk.
          Akompaniament

          Początkowo zespół śpiewał bez akompaniamentu. Panie doszły jednak do wniosku, że lepiej im się śpiewa do muzyki, dlatego zaproszono do zespołu Antoniego Kapelkę, akordeonistę. Od roku przygrywa „Wrzosom”, współpracuje także z nurzeckimi „Niezabudkami” oraz z kapelą „Retro”. I choć jak mówi, pracuje jeszcze zawodowo, to na swoje muzyczne pasje bez problemu znajduje czas.
          - Jest bardzo słowny i punktualny. Zawsze jest na czas. I bardzo jesteśmy z niego zadowolone – zgodnie chwalą swojego grajka członkinie zespołu.
          Zespołowi z Wilanowa życzymy kolejnych sukcesów, a wszystkich chętnych do posłuchania pieśni w wykonaniu „Wrzosów” zapraszamy na ich występy. Krótki film o zespole można zobaczyć też na naszej stronie internetowej.

          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama