Wieczorem 17 października w Siemiatyczach było zimno, wietrznie i deszczowo, ale nie zniechęciło to miłośników kultury ukraińskiej do przybycia na koncert, jaki w ramach XVII Podlaskiej Jesieni 2008 odbył się we wnętrzach dawnej synagogi przy ul. Zaszkolnej 1, w tzw. „sali widowiskowej” Siemiatyckiego Ośrodka Kultury.
Tłumnie zgromadzeni widzowie mieli okazję podziwiać kilka zespołów pieśni i tańca z Ukrainy oraz wysłuchać kilkoro solistów. Wystąpiły zespoły: zespół muzyki ludowej „Drewljany” z Równego, młodzieżowy zespół tańca „Kałynońka” z Kukowicz w obwodzie Czernihowskim, kozacki zespół „Zagrawa” z Kuzniecowska oraz nasz, dzielnie im wtórujący, rodzimy akcent – zespół folklorystyczny „Nowina” z Moszczony Królewskiej. Soliści natomiast to: 10-letni śpiewak Maksym Opanaszczuk z Równego, pieśniarka ludowa Hałyna Szwydkiw także z Równego oraz bard z gitarą Mykoła Tymczak z Dubna. Atmosfera w początkowo chłodnej sali, w miarę prezentowania kolejnych zespołów i solistów, stawała się coraz cieplejsza, młodzi tancerze swoimi układami tanecznymi solidnie rozgrzali salę, ale występ kozackiego zespołu, składającego się z pracowników Rówieńskiej Elektrowni Atomowej w Kuzniecowsku, doprowadził ją niemal do stanu wrzenia. Kozacki zespół był klasą samą w sobie! Dziesięciu panów w barwnych, kozackich strojach, przy akompaniamencie akordeonu i perkusji, zaśpiewało mocnymi głosami kilka ukraińskich i kozackich pieśni, a publiczność na sali wtórowała im rytmicznym klaskaniem. Niech żałują ci, którym nie chciało się przyjść na koncert. Warto tu wspomnieć, że Podlaska Jesień to impreza od lat organizowana z ogromnym rozmachem, a tegoroczna przez trzy kolejne dni odbywała się w kilku miejscowościach – w Białymstoku, Bielsku Podlaskim, Czeremsze, Hajnówce i Siemiatyczach. W tym roku po raz pierwszy jeden z koncertów Podlaskiej Jesieni odbył się także poza województwem podlaskim, w wiejskiej świetlicy w Zahorowie na Lubelszczyźnie. Na koniec chciałbym wyjaśnić, dlaczego we wstępie napisałem „w tak zwanej sali widowiskowej..”. A co powinienem napisać o pomieszczeniu, w którym najpierw jest zimno jak w psiarni, w miarę gromadzenia się publiczności robi się wilgotno i duszno, a po kolejnej godzinie panuje wręcz lepki zaduch, bo nie ma żadnej wentylacji, a nikt nie pomyślał, żeby choć uchylić jakieś okno? Już parę razy pisałem, że jest to ostatnie miejsce, w którym powinno się organizować jakiekolwiek imprezy i mnie, mieszkańcowi Siemiatycz, jest po raz kolejny wstyd, że artyści z zagranicy i nie tylko musieli występować w tak fatalnych warunkach. Czas najwyższy coś z tym fantem zrobić, żeby za jakiś czas znowu nie świecić oczami przed tymi, którzy przywożą nam tak rzadko u nas widywaną Kulturę przez duże „K”.
Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. TS
Komentarze