Reklama

Uchodźcy wśród nas. - Jestem wśród dobrych ludzi - mówi Aleks spod Odessy

Kiedy rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę Aleks Buchtiarow miał 17 lat. Pochodzi z Biełgorodu Dniestrowskiego w obwodzie odeskim, 18 km od Morza Czarnego. Historyczna nazwa tego miasta znana jest dobrze Polakom z poezji Adama Mickiewicza. To Akerman, znany z „Sonetów Krymskich”.

     Odessa i obwód odeski od samego początku wojny jest często atakowany, z powodu swego znaczenia miasta portowego.

     Rodzice Aleksa postanowili, że bezpieczniej dla niego będzie wyjechać za granicę. Sami postanowili zostać i tam czekać, kiedy wojna się skończy. Mama musi opiekować się chorą babcią. Wraz z ciocią wyruszył w stronę Polski. Wcześniej nie był nigdzie za granicą. Tak trafił do Siemiatycz.

     Aleks mieszka obecnie wraz z kilkudziesięcioosobową grupą uchodźców wojennych z Ukrainy, głównie kobiet i dzieci, w zajeździe "Kmicic" w Siemiatyczach. Mimo tego, że jest daleko od Ukrainy, uczy się online w Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Technologii i Projektowania. Jego pasją i sposobem na wyrażanie siebie jest technologia, projektowanie i szycie ubrań, toreb itp. Ma nawet ze sobą maszynę do szycia. Sam szyje projektowane przez siebie torby.

Reklama

    - Może dziwić Twoja znajomość języka polskiego, umożliwiająca dość swobodne podstawowe porozumiewanie się. Czy wcześniej miałeś kontakt z językiem polskim? - pytam Aleksa.

    - Nie. Z polskim językiem zetknąłem się w Polsce pierwszy raz. Przez te miesiące, kiedy tu jestem, dużo się nauczyłem i wciąż się uczę. Mam tu już sporo znajomych, kolegów i koleżanki. W pierwszym okresie po dotarciu tutaj chodziłem na zajęcia do technikum w Czartajewie z architektury krajobrazu. Przy tej okazji chcę podziękować bardzo nauczycielom i uczniom tej szkoły za wszelką pomoc i sprawienie, że nie czułem się obco. Po za tym język polski jest bardzo podobny do ukraińskiego. Utrudnieniem jest tylko to, że używamy innych alfabetów.

Reklama

    - Jak wspominasz swoją drogę do Polski już z perspektywy tych dziewięciu miesięcy?

    - Kiedy wybuchła wojna, byliśmy dwa dni w Kijowie, później pojechaliśmy do Odessy. Nie wiedzieliśmy z ciocią co dalej robić. Postanowiliśmy w końcu jechać do Polski. Z Odessy dostaliśmy się do zachodniej Ukrainy, a stamtąd znajomi zawieźli nas autem do granicy. Weszliśmy do Polski pieszo na przejściu granicznym Dorohusk - Jagodzin. Nie wiedzieliśmy wtedy co będzie dalej i jak będzie. Pierwsze z czym się spotkałem w Polsce, to przede wszystkim gościnność i opieka jaką nas otoczyli Polacy w każdym względzie, od razu po przekroczeniu granicy. Nie ma takich słów by podziękować za wszystko, za takie ciepłe przyjęcie nas. Nigdy tego nie zapomnimy. Korzystając z okazji, za pośrednictwem lokalnych mediów, bardzo dziękuję wszystkim. Nigdy tego nie zapomnimy...

Reklama

    - Jakie były pierwsze dni w Siemiatyczach?

    - Kiedy trafiliśmy do Siemiatycz, wpierw była jedna noc w hotelu „Kresowiak”, później dano nam mieszkanie w świetlicy w Czartajewie, no i wreszcie zakwaterowanie w „Kmicicu”. Zostałem tu sam, bo ciocia wyruszyła dalej, do Kanady. Ja wolałem zostać tutaj, bliżej Ukrainy, bo mam nadzieję wrócić do rodziców, do swego miasta i na studia do Kijowa. Nie chciałem jechać do Kanady. Poza tym tutaj odkrywam, że Polacy niewiele się od nas różnią, i w języku i w mentalności, w obyczajach. Czuję się tutaj dobrze, jestem wśród dobrych ludzi.

Reklama

    - A co jeśli wojna będzie trwać jeszcze długo?

    - Wtedy będę chciał studiować w Polsce, w Warszawie lub w Gdyni, by tutaj kontynuować swoje zainteresowania i pasje. Nie wiadomo jednak co będzie dalej, może rodzice też będą musieli wyjechać? A teraz to, co robię można poznać na instagramie – mój profil „rethink_shop”.

    - Tutaj dodam, że taką zrobioną przez Ciebie torbę można kupić… W ogóle poznałeś już trochę życie w Siemiatyczach. Co tutaj ci się podoba lub nie?

     - Chyba mam same dobre wrażenia. Moja pasją jest też jazda na deskorolce i bardzo mi się podoba to, że w takim małym mieście jak Siemiatycze jest skatepark. Latem nawet z powodzeniem brałem udział w zawodach na skateparku, zająłem 2 miejsce. Przez to mam znajomych wśród tutejszych miłośników tego sportu. Bywałem też na basenie, to też jest dobre. Trochę trzeba się przyzwyczaić do chłodniejszych temperatur, bo u nas w Odessie jest dużo cieplej. „Kmicic” jest trochę za miastem, ale na co dzień mamy komunikację miejską. Problem jest tylko w weekend, kiedy autobusy nie jeżdżą. Naprawdę niczego mi tutaj nie brakuje, tylko tęsknie za rodzicami, czasem brak mi po prostu mojego środowiska, przyjaciół. To jest minus takiej emigracji.

Reklama

    - Czy znasz już jakieś inne miejsca w Polsce prócz Siemiatycz i okolicy?

    - Niewiele jeszcze, ale byłem na przykład w Lublinie, który bardzo mi się podobał, w Białej Podlaskiej i w Łosicach, które podobne są do Siemiatycz. W przyszłości bardzo chciałbym zobaczyć polskie wybrzeże - Gdańsk i Gdynię, oraz Kraków no i oczywiście Warszawę. Mam nadzieję, że mi się to uda.

    Aleks Buchtiarow z rodzicami na ogół ma kontakt przez internet, Ale nie zawsze. Wojna trwa. Ataki Rosjan na obwód odeski powodują braki prądu i niemożność połączenia się online.

Reklama

    10 grudnia media donosiły: - W związku z rosyjskimi atakami na infrastrukturę energetyczną obwodu odeskiego w nocy z 9 na 10 grudnia wszyscy odbiorcy, z wyjątkiem infrastruktury krytycznej, zostali odłączeni od prądu. "Dziś w nocy doszło do kolejnego rosyjskiego ataku na obiekty infrastruktury energetycznej w obwodzie odeskim. Zniszczeniu uległo kilka obiektów jednocześnie. Ze względu na skalę zniszczenia infrastruktury energetycznej w Odessie, wszyscy odbiorcy z wyjątkiem infrastruktury krytycznej są odłączeni od energii elektrycznej" - poinformowała ukraińska firma energetyczna DTEK.

    Jerzy Nowicki, fot jn

Reklama

 

Tekst powstał przy wsparciu The German Marshall Fund.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/07/2024 17:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama