Tymianka w gminie Nurzec Stacja, według niektórych mieszkanek, chyli się ku upadkowi. Na ławeczce, w centrum wsi, spotkały się cztery sąsiadki. Zastałem je podczas ożywionej rozmowy. Wystraszyły się, gdy chciałem zrobić zdjęcia i poprosiłem o podanie nazwisk. Niemniej mogłem dużo informacji zdobyć o codziennym życiu mieszkańców.
- Jak się żyje? Jest coraz gorzej. Jeszcze niedawno we wsi były trzy sklepy, a dzisiaj żadnego. Wszystko pozamykane, wszystko upadło. Zamieszkanych jest u nas około 50 domów, więc może nikomu nic się nie opłaci? Co prawda przyjeżdżają samochody z towarem, ale mają mało towaru. Nawet mięsa nie można kupić. Bo czy można nazwać kiełbasą to, co kosztowało 5 zł za kilogram? A takie coś niedawno miał jeden ze sprzedawców. Można autobusem pojechać do Nurca, ale na powrotny trzeba tam czekać z kilka godzin. Za 7 zł, a tyle kosztuje bilet, można dużo pieczywa kupić. Nic tutaj nie ma do roboty. Nawet teraz dużo grzybów nie ma, jedynie kurki. Przyjmują do skupu za 5 zł. A były wcześniej po 10. Zapominają o nas, nawet drogi nam nie zrobili. Na bruku można nogi połamać. Jedynie Eugeniusz Kluczek pozwolił się sfotografować. - Ja jestem u Ruskich, tylko teraz na wizę czekam. To znaczy ożeniłem się za granicą. Na wprost to godzina drogi. Jak dostanę, to wyjadę. Bo co tutaj robić? Nadzieją na zmianę, według moich rozmówców, jest remontowana świetlica.
Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze