Przed kilkunastoma dniami naszą redakcję odwiedził Sidney Żółtak z Kanady. Jest on Żydem, który poszukuje pamiątek i informacji o swoich rodzicach i całej rodzinie. Dlatego odwiedził naszą redakcję, zwraca się również o pomoc do naszych Czytelników. - Dlaczego odwiedził pan Siemiatycze? - Urodziłem się w Siemiatyczach w 1931 roku, pamiętam Siemiatycze podczas i trochę sprzed wojny. Mieszkałem z rodzicami w jednej z pięknych kamienic przy obecnym Placu Jana Pawła II. Wtedy nazywał się to Plac Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też ratusz. Ta kamienica zachowała się do dnia dzisiejszego, teraz mieści się tam sklep odzieżowy. Moi rodzice, o nazwisku Żółtak, mieli tutaj sklep odzieżowy. Zajmowali się też trochę krawiectwem. Ojciec urodził się w Siemiatyczach, matka w Grodzisku. Miałem też dziadków w Grodzisku. Mój wujek po drugiej stronie obecnego ronda w Siemiatyczach miał swoją kamienicę i był zegarmistrzem, też miał na nazwisko Żółtak. W Siemiatyczach i okolicach chyba znany też był inny wujek o nazwisku Kejles.
- Jak przebiegło dzieciństwo? - Na tym placu bawiłem się wspólnie z różnymi dziećmi z Siemiatycz. Pamiętam, gdzie były sklepy, kawiarnia, hurtownia, apteka przy pl Piłsudskiego. Pamiętam dobrze jak wyglądała wtedy synagoga, szkoła kadimah, w której w 1939 roku zacząłem naukę w 1 klasie. Mama powtarzała zawsze mi, że trzeba się uczyć przez całe życie. Po napaści sowietów na Polskę chodziłem do innej szkoły, gdyż uczyliśmy się po rusku, polsku, ale nie po hebrajsku. Dyrektor był z Rosji, uczyli nas Międzynarodówki i hymn rosyjski. Jako dzieci nie zdawaliśmy sobie sprawę, że Sowieci chcieli nam wcielić w umysły nic nie warte wartości.
- Przebywaliście w siemiatyckim getcie? - Gdy przyszli Niemcy nie mieliśmy żadnych praw, rozpoczęły się łapanki. Jak pamiętam, 1 sierpnia 1942 roku w Siemiatyczach zrobiono getto. W to miejsce zwieziono wszystkich Żydów. Zostaliśmy umieszczeni w malutkim domu z jeszcze czterema rodzinami. W getcie moi rodzice pracowali na rozkazy i potrzeby nazistów. W listopadzie rozpoczęto wywózki do obozu koncentracyjnego w Treblince. Mój ojciec był w getcie konserwatorem. Pewnej nocy przecięliśmy druty kolczaste i uciekliśmy z getta. Uciekło wtedy sporo ludzi, niektórzy zostali zastrzeleni. Nam udało się przeżyć ucieczkę. Po wojnie mój wujek Kejles wraz z innymi osobami odnalazł cześć zamordowanych Żydów, ich ciała pochowano na cmentarzu żydowskim w Siemiatyczach.
- Jak przeżyliście wojnę? - Ojca spotkałem dzień później po ucieczce z getta, matkę tydzień później. Babcia też uciekła, a dziadek został zabity. Po ucieczce było bardzo trudno. W związku z tym, że mama pochodziła z Grodziska, to udaliśmy się w tamtą stronę. Wiele osób odmawiało pomocy, tylko nieliczni nam pomagali. Żyliśmy w lasach, ukrywaliśmy się w różnych miejscach i warunkach. Dla mnie małego chłopca było to coś strasznego. Koszmar, który pamiętam do dzisiaj. Jedna z rodzin spod Grodziska nam pomogła i przechowała nas przez 13 miesięcy. Zawsze będziemy o tym pamiętali. Moja mama przykazała nam byśmy zawsze utrzymywali z tą rodzina kontakt. Kiedy ja umrę, pamięć o nich przejmie mój syn. To, co ci ludzie zrobili ludzie dla nas, nie da się ująć w słowach. Nigdy o tym nie zapomnimy. Chcę, by ta rodzina otrzymała nagrodę Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Mam nadzieję, że ich w końcu przekonam i zgodzą się bym mógł ich zgłosić. Są to ludzie o ogromnym sercu, wzór dla innych.
- Co się stało z Wami po wojnie? - Po wojnie trafiłem do szkoły. Jednak już w kwietniu 1945 wyjechaliśmy z Siemiatycz. Niektórzy Żydzi wyjeżdżali do USA, do Palestyny. My wyjechaliśmy do Kanady. Tam zmarła moja mama, ja mieszkam w Montrealu. Mój syn też przyjeżdża teraz do Polski. Mam ogromny sentyment do Siemiatycz. Wiem, że są zdjęcia i różne pamiątki z Siemiatycz w Kanadzie i w USA. Staram się je odszukiwać. Ostatnio znalazłem zdjęcia podczas wystawy w Waszyngtonie.
- Poszukuje pan w Siemiatyczach, Grodzisku, pamiątek, ludzi, którzy znali rodziców? - Chciałbym odnaleźć pamiątki i wszelkie informacje, wspomnienia o moich rodzicach o nazwisku Żółtak. Może są osoby, które pamiętają, mają zdjęcia naszego sklepu lub robili w nim zakupy? Może ktoś pamięta mego wujka zegarmistrza o nazwisku Żółtak w Siemiatyczach, lub wujka o nazwisku Kejles? Chciałbym z takimi osobami nawiązać kontakt. Wiem, że w Polsce panuje wśród wielu przekonanie, że Żydzi będą coś zabierać. Nic z tych rzeczy. Mnie interesuje tylko historia, szukam pamiątek i wspomnień o moich rodzicach i całej rodzinie. Chciałbym wiedzieć o nich coś więcej, byli dla mnie najważniejsi. Jeżeli są takie osoby to bardzo proszę ich o kontakt z waszą gazetą "Głos Siemiatycz". Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze