W Mielniku w długie zimowe wieczory nie ma czasu na nudę, ponieważ Stowarzyszenie Agroturystyczne Puszcza Mielnicka, wspierane przez Fundację Wspomagania Wsi, zorganizowało kolejne warsztaty – tym razem wyrobów ze słomy. Aby warsztaty mogły odbyć się w sposób zajmujący i profesjonalny, do Mielnika jako instruktorka przyjechała pani Zoja Majstrowicz ze wsi Reduty w gminie Orla, która prawie 50 lat zajmuje się zawodowo wyrobami ze słomy. Zresztą same Reduty i okolice były swego czasu największym na Podlasiu zagłębiem produkcyjnym tych wyrobów, które były kupowane przez Cepelię i spółdzielnię LAS. Dla przeciętnego śmiertelnika słoma to pozostałość po żniwach, która dawnymi czasy służyła głównie do krycia dachów, wyściełania obór i chlewików i wypełniania sienników, ale pani Zoja wyjaśnia, że to także cenny materiał do „szycia” ciekawych przedmiotów: - Mówię „szycie”, bo choć produkcja tych wyrobów zalicza się do plecionkarstwa, to my nazywamy je szyciem wyrobów ze słomy, a szyjemy je taką specjalną, dużą, spłaszczoną igłą z płaskim gniazdem do mocowania końcówki cienkiego, płaskiego pasemka tak zwanej „dartki” z wierzby siwej lub cienkiego pasemka wikliny. Warkocze słomy, różnej grubości dla różnych wyrobów, skręca się i układa według określonego wzoru i zszywa co parę centymetrów „na okrętkę”, aż do uzyskania zamierzonego kształtu. Wzory wyrobów nie były jednakowe u wszystkich producentów, często były indywidualnie wymyślane przez produkujących je ludzi i przekazywane sobie wzajemnie w rodzinach, więc kiedyś była ich ogromna różnorodność. Nawet igły do szycia słomy i narzędzia, używane do przygotowania „dartki” z wierzby i wikliny były wykonywane przez zaledwie paru specjalistów, którzy je zresztą sami wymyślili. Szkoda tylko, że jest to zamierająca dziedzina rękodzieła, bo starsi się wykruszają, a młodzież, nie przejawiając nią zainteresowania, ucieka do miast w poszukiwaniu lżejszego chleba.
Podobne warsztaty wyrobów ze słomy miały też miejsce w kilku innych miejscowościach województwa podlaskiego, ale pani Majstrowicz uroczyście stwierdziła, że jak dotychczas grupa mielnicka jest najlepsza, bo nie tylko nadzwyczaj szybko opanowała tajniki szycia słomy, ale i uczestnicy szkolenia są autentycznie zainteresowani wykonywaniem wyrobów ze słomy, co zaowocowało już szeregiem zupełnie poprawnie wykonanych prac. - Co prawda w naszej gminie nigdy nie było tradycji robienia wyrobów ze słomy – mówi Jerzy Śnieżko, prezes stowarzyszenia – ale pomyśleliśmy, że nauka ich wykonywania to niezły pomysł, bo po pierwsze kilkanaście osób może miło i pożytecznie spędzić czas wolny, a po drugie może to przynieść im w przyszłości wymierne korzyści. Myślę o wykonywaniu ciekawych pamiątek ze słomy, w jakiś przemyślany sposób związanych z Mielnikiem i okolicą, a następnie sprzedawanych turystom i innym osobom odwiedzającym naszą miejscowość.
Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. TS
Komentarze