Najsłynniejsze arie operowe i operetkowe oraz kilka przebojów przedwojennej polskiej muzyki rozrywkowej wykonała podczas koncertu w hotelu „Kresowiak” śpiewaczka operowa Ewelina Wojciechowska. Artystce na pianinie akompaniowała Anna Mikolon.
Blisko dwugodzinny koncert, który zgromadził sporą widownię prowadziła Maria Marciniak. Siemiatyczanie nie pozwolili młodej artystce zbyt szybko zejść ze sceny. Po koncercie śpiewaczka nie ukrywała wzruszenia i odbierała liczne gratulacje.
- Jak się zaczęła Twoja przygoda ze śpiewem?
- Od dzieciństwa śpiewałam, recytowałam, brałam udział w szkolnych przedstawieniach, uroczystościach państwowych i kościelnych. W Szkole Podstawowej nr 1 w Siemiatyczach śpiewałam w chórze, później w szkolnym kabarecie. W siemiatyckim liceum udzielałam się w różnych przedsięwzięciach artystycznych, śpiewałam także w scholi przy kościele WNMP w Siemiatyczach. Brałam udział w koncertach, przeglądach pieśni religijnej - mówi Ewelina Wojciechowska. - Na Uniwersytecie Gdańskim przygotowywałam się z kolegami do przeglądu pieśni aktorskiej „Fama” i tak mój głos usłyszały osoby z kręgu muzyki klasycznej, jak prof. Alina Kowalska - Pińczak, które zachęciły mnie do podjęcia studiów na Akademii Muzycznej w Gdańsku. Politologię połączyłam ze śpiewam, po ukończeniu obu uczelni znalazłam się na scenie Opery Bałtyckiej i zaczęłam rozwijać się jako śpiewaczka operowa.
- Kto pomógł Ci w realizacji planów muzycznych?
- Na przeglądach pieśni religijnej prof. Bożenna Sawicka dostrzegła mój potencjał głosowy. W Gdańsku wspomniana prof. Alina Kowalska – Pińczak stwierdziła, że mam głos do opery i zainteresowała mnie tym rodzajem śpiewu. Na akademii mój pierwszy pedagog maestra Halina Mickiewicz oceniła, że mam talent i dysponuje operowym głosem, rzadko spotykanym - młodym sopranem dramatycznym. Podobnie ocenił mój potencjał podczas mistrzowskiego kursu wokalnego jeden z wielkich włoskich śpiewaków Ronaldo Panerai, sceniczny kolega Marii Callas. Powiedział, że powinnam codziennie dziękować Bogu za taki talent... i tak stałam się śpiewającym politologiem.
- Masz już za sobą…
- Debiut na scenie Opery Bałtyckiej w Gdańsku, liczne spektakle, koncerty, piękne role jak między innymi wykonywana przeze mnie Halka, Lady Macbeth, Aida, Tosca, Turandot czy Santuzza. Mój repertuar obejmuje największe i najcięższe role-hity operowe, dlatego przy moim rodzaju głosu największe przeżycia i sukcesy jeszcze przede mną.
- W jaki krajach poza Polską występowałaś?
- Między innymi w Szwajcarii, Niemczech, Angli. Prezentuję także pieśni i utwory kompozytorów polskich i zagranicznych. W swoim repertuarze obok partii operowych posiadam wiele pieśni i utworów oratoryjnych różnych kompozytorów.
- Żeby zostać śpiewaczką operową trzeba mieć tylko talent?
- Prawdziwy artysta to człowiek utalentowany, ale też bardzo pracowity. Śpiew to ciągła praca nad techniką wokalną, aktorstwem, dbałość o kondycję i zdrowie. Praca nad samym sobą, czyli doskonalenie zarówno kunsztu, jak i swojej osobowości. Przy talencie i pracy przydaje się też szczęście.
- Rodzice narzucali Ci byś została śpiewaczką?
- Nie podejmowali za mnie decyzji. Przekazali mi wiele cennych wartości, m.in. szacunek do innych ludzi, kultur, religii, wrażliwość.
- W jaki sposób ładujesz życiowe akumulatory?
- „Oddechu” i energii poszukuję w samotności, na łonie natury podziwiam przyrodę, zachwycam się nią i kontempluję. Odżywam na Podlasiu. Akumulatory ładuję także energią ludzi, ich wzruszeniami, radościami, przeżyciami podczas występów, to taki niesamowity rodzaj komunikacji.
- Największą pasją jest...
- Śpiew, scena, aktorstwo. Od wczesnej młodości piszę wiersze, eseje, fraszki. Lubię malarstwo, fotografię artystyczną, sztukę. Jako politologa zajmują mnie kwestie przemian kulturowych, cywilizacyjnych, filozofia.
- Artystycznie marzysz o roli?
- Role, które posiadam w repertuarze są wielki, piękne i wymagające. Cenię i lubię dzieła Stanisława Moniuszki jak np. moja ulubiona Halka, Pucciniego jak np. Tosca. Najbardziej fascynuje mnie i zachwyca jednak rola Lady Macbeth z opery Verdiego. Opera oparta jest na dramacie Szekspira, a rola Lady Macbeth należy do ról najtrudniejszych wokalnie i aktorsko. Wykonanie jej w prestiżowym miejscu z bardzo dobra obsadą - to coś wspaniałego.
- Pamiętasz swój debiut na scenie?
- Opera Bałtycka - rola Cześnikowej z opery Straszny Dwór Stanisława Moniuszki. Nie zapomnę tej chwili, nie mogłam się doczekać, żeby wyjść na scenę w kostiumie, usłyszeć orkiestrę, zacząć śpiewać i poczuć atmosferę spektaklu. Mój debiut śnił mi się bardzo długo, te piękne przeżycia i niezapomniane wzruszenia. Powiedziałam sobie wtedy - scena to jest moje życie.
- Zaliczyłaś artystyczną gafę?
- Każdemu może się coś przytrafić. Czasem jest śmiesznie, zdarzają się potknięcia. Wielkiej gafy jednak nie pamiętam.
- Powróćmy jednak do Siemiatycz.
- Dzieciństwo, szkoły podstawowa i średnia, rodzina. Urodziłam się w Gdańsku, ale od wczesnej młodości przyjeżdżałam do Siemiatycz. Rodzina mojej mamy „z dziada, pradziada” pochodzi z Siemiatycz, nazwiska takie, jak Peretko, Karpowicz, Wardzińscy, Chłus i inne – to nazwiska moich przodków.
- Czujesz się bardziej gdańszczanką czy siemiatyczanką?
- W większej części czuję się Podlasianką przez rodzinę i korzenie. Moja rodzina ze strony mamy mieszkała tu, działała, walczyła. Znam ich historię, miejsca, jestem z nimi związana.
- Gdzie obecnie można Ciebie oglądać na scenie?
- W najbliższym czasie w Gdańsku i Operze Bałtyckiej, w Filharmonii Sudeckiej, w Zurichu, Johannesburgu, Brukseli.
- Co na koniec rozmowy chciałabyś nam powiedzieć?
- Bardzo się cieszę, że ponownie mogłam zaśpiewać w rodzinnych Siemiatyczach. Dziękuję organizatorom – właścicielom Hotelu Kresowiak za piękne przyjęcie. Mieszkańcom dziękuję za wzruszenia, spontaniczność, zainteresowanie i pozytywną energię. Podlasie i Siemiatycze mam w swoim sercu. Wszystkich śpiewnie pozdrawiam.
Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot MM
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze