Dwa lata temu ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Sp. z o.o. powieść kryminalna „Południk 21” autorstwa Jarosław Klejnockiego. Książkę poleca Anna Zaremba - Michalska prezes zarządu Wydawnictwa Literackiego, pochodząca z Siemiatycz: - Co może łączyć warszawskiego komisarza policji, urzędującego w Pałacu Mostowskich, Ireneusza Nawrockiego (dla przyjaciół Irka) z naszym miastem? Śledztwo, które prowadzi komisarz, w sprawie o zabójstwo miłośnika historii Warszawy, niejakiego Przybyszewskiego, znajdzie swoje echa w… Siemiatyczach. Czy podlaska miejscowość spełni oczekiwania komisarza? Czy potwierdzi się jego mniemanie o spokojnym, sielskim charakterze tych okolic? Aby się o tym przekonać, przeczytajmy powieść kryminalną Jarosława Klejnockiego pt. „Południk 21”. Jest to pierwsza z serii książek o komisarzu Nawrockim. Komisarz nie jest Jamesem Bondem, jest jednym z nas. Ma używany, stary samochód i czasem kłopoty rodzinne, niekiedy na horyzoncie pojawia się kryzys małżeński; wino w umiarkowanej cenie pomaga przetrwać trudne chwile. Natomiast sprawy, które trafiają do Nawrockiego, to sprawy nietuzinkowe, zagadkowe i dziwne. Wiadomo bowiem, że tylko ten niepozorny komisarz odgadnie właściwe tropy i wyjaśni sprawy dla innych nierozwiązywalne. Ma to jednak swoją cenę i tu znowu w „Południku 21” Siemiatycze odegrają pewną rolę. Autor „Południka 21”, Jarosław Klejnocki, to poeta, eseista, krytyk literacki, pracownik Wydziału Polonistyki UW, autor dwóch innych powieści „Przylądek pozerów” i „Jak nie zostałem menelem”. Skontaktowaliśmy się z nim, zaintrygowani pomysłem na przeniesienia części akcji do Siemiatycz. Okazuje się, że Siemiatycze znalazły się w powieści dzięki malowniczemu przedstawieniu miasteczka przez kolegę autora: - Niestety, nie mam żadnych własnych sentymentów związanych z Siemiatyczami - choć byłem wiele lat temu w Waszych okolicach na letnisku (jako dziecko) - wyjaśnia autor powieści. - Mój kumpel z pracy kupił w Siemiatyczach chałupę, którą latami remontował (i zdaje się nadal ją dopieszcza). A przy okazji wiele mi o Siemiatyczach opowiadał - i polubiłem opowiadany krajobraz, spokój miejsca, pewną - z punktu widzenia wielkiego miasta - „odludność” (lub tylko takie wrażenie). No i jak myślałem o tym, gdzie mogłaby się skryć rodzina zagrożonego przez mafię komisarza policji - od razu pomyślałem o Waszych okolicach. Zwłaszcza, że mojemu kumplowi zdarzało się narzekać, że w zasięgu telefonów komórkowych są „dziury”, co akurat było istotne z powodów dramaturgicznych. A resztę, wraz z nazwą jakiejś wsi – po prostu zmyśliłem.
Komentarze