Pierwszym siemiatyczaninem (choć urodzonym w Sokółce), który odniósł znaczący sukces w piłce nożnej był Mirosław Mojsiuszko. Uczeń siemiatyckiego Liceum Ogólnokształcącego, a zarazem piłkarz Cresovii Siemiatycze. W tym klubie oraz jako zawodnik białostockiej Jagiellonii w latach 70. wyróżniał się nienaganną techniką. W 1986 roku został trenerem tej drużyny w ówczesnej I lidze. Doprowadził ją do finału Pucharu Polski.
Obecnie jedną z drużyn Ekstraklasy (Cracovia Kraków) piłki nożnej trenuje Robert Podoliński. Jak mówi jego były trener, Jan Kiszczyński, trafił on do piłki przez przypadek. Kiszczyński opisuje pierwsze kroki trenera Podolińskiego, pokazując zdjęcie drużyny młodzieżowej Cresovii z ubiegłych lat: - To są chłopcy Cresovii rocznik 1974-1975, po półtorarocznym treningu. To są moi wychowankowie. Od lewej są: Tomek Marchel, Łukasz Werpachowski, Zbyszek Wiśniewski, Maciek Krupiński, Igor Śnieżko, Radek Klem, Andrzej Grzybowski. Klęczą od lewej: Radek Kondraciuk, Robert Traczyk, Boguś Zaremba, Robert Podoliński, przedostatni wypadł mi z pamięci. Ostatnim na fotografii jest Rafał Burakowski. To była drużyna trampkarzy młodszych. To był rok 1978. Trenowaliśmy wówczas na sali gimnastycznej w jedynce, dzięki uprzejmości ówczesnego dyrektora. Wówczas prezesem Cresovii był Kazimierz Szydłowski. I dzięki niemu było dużo różnych turniejów, po których wielu chłopców trafiało do drużyny. W tym czasie była moda na kick boeing, więc trudno było o przyciąganie dzieciaków na boisku. Potrzeba było dużo samozaparcia, aby odnieść jakiś skutek. Dodam, że Robert Podoliński wówczas był jednym z przeciętnych piłkarzy. Inni byli lepsi, na przykład nieżyjący już Andrzej Grzybowski, chyba najlepszy w tych czasach talent. Także Kondraciuk i Burakowski. Jednak ta drużyna zajęła I miejsce w województwie w 1988 roku w rozgrywkach trampkarzy młodszych. Roberta na początku ustawiłem chyba na lewej obronie, potem w pomocy. A że był pracowity, to w ciągu dwóch lat zrobił kolosalne postępy. Aha, z nami grał także Marcin Dawidziuk, zwany obecnie Kostkiem. O ile pamiętam, na grę w Cresovii Podolińskiego namówił Rafał Burakowski. On każdego do gry potrafił wciągnąć. To, pomimo wielu trudności, były piękne czasy. Dzisiaj może cieszyć, że jeden z moich podopiecznych uczestniczy w najwyższej klasie rozgrywek, jaką jest Ekstraklasa.
Jacek Piotrowski, fot. Marek Tokarski (z arch. Jana Kiszczyńskiego)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze