W grodziskim zalewie pełno martwych ryb. Nikt nie wie, dlaczego tak się stało. Ogólnie, to nic nie wiadomo. W niedużym zalewie w Grodzisku woda wydaję się być czysta. Stojąc na pomoście, widać z każdej jego strony dno. Dlatego dziwi widok martwych ryb zalegających przy brzegach. Oddany niedawno do użytku nieduży zalew miał służyć mieszkańcom gminy – zarówno tym łowiącym ryby, jak i chętnym do kąpieli.
Ryby głosu nie mają, więc nic by się nie rozniosło po okolicy, gdyby nie znalazł się ktoś, komu nie odpowiadał widok zdechłych ryb. Podczas rozmowy w niedzielę, 28 maja, z jednym z mieszkańców Grodziska usłyszałem, że do tego "kataklizmu" doszło tydzień wcześniej. - Nie umiem powiedzieć, co się stało - stwierdził mój rozmówca. - Tak jest już od tygodnia. Faktycznie, nie widać martwych dużych ryb, tylko małe. Tak jest teraz, bo być może one poszły na dno. Ktoś temu musiał się przysłużyć. Albo zostały wytrute, albo ktoś użył prądu. Najgorsze dla mnie jest to, że nikt się tym nie interesuje. Mówi mieszkająca nieopodal Jadwiga Marczuk: - Mąż mówił, że ubiegłej soboty najpierw zaczęły wypływać okonie, potem płocie. Chyba jakieś były podtrute, bo potem mój kot zaczął się dziwnie zachowywać. Koty zaczęły roznosić te ryby po okolicy. Nie wszystkie ryby widać, bo wiele poszło na dno i tam zapewne już się rozkładają. Gospodarz obiektu, czyli gmina, a właściwie wójt Antoni Tymiński, niewiele wniósł do sprawy. - Nie wiem, co powiedzieć. Padły małe ryby, przede wszystkim okonie i płotki. Próbowaliśmy rozmawiać z siemiatyckim sanepidem, ale tam powiedziano, że takie badania wody robi tylko jakieś laboratorium w Krakowie. Według mnie to albo ktoś wodę na opryski brał, albo to może przez to, że niektórzy mieszkańcy Mierzynówki nie mają podłączeń do szamb. A może coś innego? Szkoda, bo gmina zaangażowała się w rozwój zalewu. Zakupiliśmy karpie, dokarmialiśmy. Mieliśmy nadzieję na różne zawody wędkarskie, nic jednak nie wyszło. Nie wiem, czy ktoś zgłaszał to na policję. Z naszej strony tą sprawą zajmuje się sekretarz i pan Sawko. Sekretarz gminy, Józef Trzciński, odwołał się do dzwonów kościelnych: - Słyszałem, że w którymś kościele dzwonią, ale nie wiem, w którym. Tutaj podpowiadają mi, że okonie i płocie wyginęły. Ale ja nic na ten temat nie wiem. Sanepid chyba nie chciał badać wody, a z policją to też chyba nie rozmawiano. Grodzisk jest niedużą, dość ładną miejscowością. Wydawało się, że życie tam płynie spokojnie. Niektórzy mieszkańcy jednak twierdzą, że to tylko fasada. Coś tam się gotuje i kipi. Pierwszymi ofiarami są ryby. Ale, jak już wspomniałem, one głosu nie mają. Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze