Pan Kazimierz Klimaszewski, jeden z najstarszych mieszkańców Radziwiłłówki, opowiedział nam historię, która, oprócz tego, że wydała nam się niezwykle interesująca, wymagała potwierdzenia w naukowych źródłach. Blisko rok staraliśmy się potwierdzić zasłyszane fakty, co udało się w części. Pan Kazimierz zaczął swoją opowieść od drogi znajdującej się w okolicach Radziwiłłówki, która zdaniem starszych ludzi miała niegdyś nawet strategiczne znaczenie. Gościniec królów - Przez las od strony Mielnika, a dokładnie od Bugu w stronę Nurca, a wtedy chyba na Litwę, przebiegała droga. I to nie byle jaka - wprawdzie zwykła leśna, ale szeroka i dobrze utrzymana. Dawniejsi ludzie nazywali ją "królów gościniec". A to dlatego, że podobno tą droga dawniej królowie jeździli, na Litwę i na Wschód. Ta droga jeszcze w czasie wojny była szeroka, bo wojska niemieckie na sowietów tędy ciągnęły. Nawet czołgi niemieckie tą drogą szły - mówi pan Kazimierz. - Teraz drogi prawie nie widać. Czas robi swoje. - Rzadko kto tamtędy teraz jeździ. Większość już zarośnięta. Smołówki mają obok - dodaje. Ale wśród starszych okolicznych ludzi nazwa "Królów gościniec" do dziś jest znana. Każdy zapytany o tę drogę mówi, że najpierw królowie nią jeździli, a potem niemieckie wojska.
Królewski kamień Nasz rozmówca mówi, że przy królewskim gościńcu ktoś kiedyś pozostawił kamień. I od tego momentu opowieść zaczyna być jeszcze bardziej interesująca. - To było w lesie. Dawno temu. Ja miałem wtedy kilka lat. Paśli my krowy i koło nas kręcił się starszy człowiek. Zawołał mnie i spytał: "Widzisz ten kamień?" "Widzę" - odrzekłem. I on mówił, że w jakimś tam roku, nie pamiętam teraz w którym, w tych lasach był na polowaniu król Jan III Sobieski, bo tu dużo zwierzyny łownej było. I na tym kamieniu podczas polowania siedział i odpoczywał właśnie sam władca. Na pamiątkę tego zdarzenia, świta króla wyryła na tym kamieniu królewski znak. Pokazał na kamieniu mało widoczny znaczek, bo to już przecież tyle lat minęło. Faktycznie, był tam wyryty jakiś znak. I ten starzec powiedział mi jeszcze: "Tę historię przekazał mi kiedyś mój dziadek i ty też kiedyś przekaż to innym". I opowiedziałem o tym mojemu wnukowi.
"Znak był jeszcze widoczny..." Pan Kazimierz mówi, że znak na kamieniu był widoczny jeszcze pięć, może sześć lat temu. - "Byłem w okolicznych lasach i przypomniała mnie się ta historia. Postanowiłem więc odnaleźć kamień. Drogę pamiętałem i dosyć szybko dotarłem na miejsce. Kamień był, ale już nie taki jak kilkadziesiąt lat wcześniej. Większa jego część była już pod ziemią. Ale ten znak był jeszcze widoczny".
Listopadowe poszukiwania Postanowiliśmy razem z panem Klimaszewskim odnaleźć to miejsce. Po raz pierwszy wybraliśmy w tamte tereny przed rokiem, w listopadzie. Niestety, nie udało nam się odszukać kamienia. Miejsce, w którym powinien się znajdować, zdaniem naszego rozmówcy odnaleźliśmy, ale po kamieniu ani śladu. Może dlatego, że trwał tam właśnie zrąb? A może po prostu nie trafiliśmy w to miejsce, bo las akurat w tamtej okolicy jest identycznie przerzedzony na przestrzeni kilku kilometrów kwadratowych? Ale przecież w miejscu, w którym byliśmy, wyraźnie między drzewami zaostrzał się prześwit tworzący jakby drogę, czyli królewski gościniec. Po raz kolejny wybraliśmy się tam w ubiegłym tygodniu. W miejscu, gdzie przed rokiem był zrąb, pozostała usłana pieńkami polana. Nie udało się już, najprawdopodobniej w wyniku zrębu, skojarzyć, którędy dokładnie przebiegał królewski gościniec. Po kamieniu również ślad zaginął. Być może to również nie to miejsce? A może kamień cały jest już w ziemi?
Historycy nie zaprzeczają Rok od usłyszenia tej opowieści postanowiliśmy również zasięgnąć opinii kogoś, kto mógłby potwierdzić historię. Przez ten czas skontaktowaliśmy się z kilkunastoma osobami, głównie historykami zajmującymi się heraldyką, herbami, autorami publikacji o królu Sobieskim, pracownikami wydziałów historycznych Uniwersytetu Warszawskiego i Jagiellońskiego. Niestety, nikt nie potwierdził, że świta króla Jana III Sobieskiego pozostawiła pamiątkę po królu w lasach pod Mielnikiem. Owszem, potwierdzono fakt, że król Sobieski bywał na polowaniach w tych terenach i że w różny sposób znaczono miejsca, w których przebywał. Istnienia wzmianki historycznej o kamieniu z herbem, albo elementem królewskiej heraldyki pozostawionym na tych terenach nie potwierdzono. Czy gdzieś w lasach pozostał jeszcze ten kamień? Czy dawne opowieści są prawdzie? Te pytania pozostaną na razie bez odpowiedzi. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze