Reklama

Prywatny ośrodek dla psychicznie chorych

09/08/2011 13:04
We wsi Nurzec, w gminie Boćki od wielu lat istnieje Prywatny Ośrodek dla Osób Przewlekle Psychicznie Chorych. Mieści się w budynku po byłej szkole podstawowej. Swego czasu były w mediach informacje o złych warunkach tam panujących. Maciej Cylwik chętnie oprowadził mnie po kilku pomieszczeniach. Było czysto i schludnie, choć nie zapowiadałem wizyty.

          - Skąd pomysł na taką działalność?
          - Pomysł u nas nie zrodził się ot tak sobie. Został nam niejako podany na tacy przez panią pedagog, która pracowała razem z żoną w Szkole Podstawowej nr 7 w Białymstoku. Potem po długich podróżach po województwie podlaskim znaleźliśmy jeden budynek nadający się na to aby go zaadoptować na działalność, którą obecnie prowadzimy.
          - Ale dlaczego właśnie prywatny dom dla psychicznie chorych?

          - Jestem związany od zawsze ze służbą zdrowia. Praktycznie mam całą rodzinę pracującą w tej dziedzinie. I raczej dlatego nigdy nie bałem się obcowania z osobami psychicznie chorymi. Wierzyłem, że należy przyjmować godnie śmierć ludzką, bo to także jest związane z tą pracą. No i chcemy doprowadzać do świadomości naszych pensjonariuszy, że są jeszcze potrzebni. Bo czuli, że jest odwrotnie. Że są odrzucani, bo takie było odczucie w środowiskach, w których wcześniej przebywali.
          - Skąd są pensjonariusze?

          - Z całej Polski. Są także osoby bezdomne, które nie płacą za siebie. Są dlatego tutaj, gdyż instytucje powołane do sprawowania opieki nad nimi nie są w stanie jej im zapewnić. Na przykład MOPS-y czy GOPS-y nie mają odpowiednich środków finansowych na skuteczną opiekę. Czy dopłacenie do ratowania osoby umierającej pod płotem.
          - Więc wasz ośrodek jest na minusie? Skąd czerpiecie środki finansowe na działalność?

          - Powiem tak, są one równoważone przez tych mieszkańców, którzy mają więcej. Czyli prościej, ci co są za darmo, są utrzymywani przez tych, którzy mają większe świadczenia emerytalne. Nie ma u nas nastawienia na zysk.
          - Jaką ofertą dysponujecie?

          - To jest całodobowa opieka polegająca na tym, że zapewniamy osobom tutaj przebywającym środki higieniczne, odzież, wyżywienie. No i nadzór. Tutaj czasem mamy opinię, że taki ośrodek prywatny oznacza coś gorszego. A nie było u nas żadnych zdarzeń nadzwyczajnych. Raz zaszło samowolne oddalenie.
          - W jakim wieku są pensjonariusze? Tylko starsi?

          - Nie. Najmłodszy mieszkaniec miał 19 lat. Obecnie najmłodszą jest osoba w wieku 26 lat.
          - Są państwowe domy opieki społecznej. Jest dla was miejsce w tym systemie?

          - Jesteśmy niejako uzupełnieniem systemu opiekuńczego. W sumie chyba za małymi środkami dysponują tzw państwowe instytucje opiekuńcze. A wiadomo, że społeczeństwo się starzeje, coraz więcej jest chorób tzw cywilizacyjnych. Ludzi wyniszcza tzw. wyścig szczurów. I dlatego coraz więcej osób w różnym wieku bezradnych życiowo.
          - Do opieki potrzebny jest odpowiedni personel.

          - W tej chwili mamy zatrudnionych 16 osób. Przeszkolonych. W tym 4 pielęgniarki z dyplomami.
          - Czy są wolne miejsca dla osób z zewnątrz?

          - Mamy dużo osób z gminy Boćki i gmin ościennych. Również z Siemiatycz. Są jednak problemy z miejscami wolnymi. Jest duża kolejka. I właściwie o przyjęciu danej osoby decyduje np telefon. Czyli, kto pierwszy zadzwoni w czasie gdy zwolni się miejsce. Mamy w chwili obecnej 75 pensjonariuszy. I w tej chwili przestaliśmy zapisywać tych, którzy chcą się dostać do naszego ośrodka. Nie ma sensu. Bo jak było ostatnio około 500 telefonów, to jak prowadzić jakiekolwiek zapisy? To problem społeczny, którego chyba nikt w chiwli obecnej nie potrafi rozwiązać. Największe potrzeby są w sierpniu i listopadzie. W sierpniu z uwagi na sezon urlopowy, wiele rodzin chce się pozbyć osoby chorej. W listopadzie są problemy z ogrzewaniem, więc ośrodek dla nich wydaje się jedynym rozwiązaniem. Były przypadki, że osoba zamarzająca zimą przywożona była do nas. Pomimo braku miejsc przyjmowaliśmy. Były z tego powodu problemy.
          - Pan jest właścicielem ośrodka?

          - Właścicielem jest żona Joanna Cylwik. Ja mam inne obowiązki, ale pomagam żonie. I to dużo.
          - Dziękuję za rozmowę.


          Jacek Piotrowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP

        
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kasia - niezalogowany 2024-03-14 11:49:31

    Nie polecam nikomu tego ośrodka. Umieściłam tam babcie,która przebywała tam tylko dni a następnie trafiła do szpitala z silnym odwodnieniem. Jeśli chodzi o czystość tego ośrodka to dramat- w kuchni wszędzie pod nogami koty i psy paletajace się między garnkami z jedzeniem dla pensjonariuszy. Kierowniczka nie słowna unika kontaktu. Ze zwrotem pieniędzy odciągała do momentu aż powiedziałam pracownicy,że wezwę sanepid. Ogólnie rzecz biorąc nie polecam tego miejsca nawet wrogom. Dramat

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Hans - niezalogowany 2025-06-05 10:15:13

    w końcu może zrobią porządek w tym bajzlu ! https://wydarzenia.interia.pl/podlaskie/news-zmowa-milczenia-na-podlasiu-ludzie-w-katastrofalnych-warunka,nId,21824269

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama