Reklama

Poszukiwania zaginionego - Arbasy, gm. Drohiczyn

16/11/2006 20:16
Zorganizowano ludzi i sprzęt do przewożenia poszukujących. Jednak zagadki zniknięcia Zdzisława Mergo nie udało się rozwiązać.


          Około 50 osób, mieszkańców wsi: Arbasy, Lisowo, Śledzianów, Chechłowo i Bużyski, brało udział w poszukiwaniach zaginionego prawie dwa tygodnie wcześniej Zdzisława Mergo z Arbas. Pana Zdzisława ostatni raz widziano w tamtej okolicy w czwartek, 26 października. Do dziś nie dał znaku życia. Najpierw, po dwóch dniach jego nieobecności, zniknięciem zainteresowali się sąsiedzi. Powiadomiono rodzinę i policję. Pierwsze poszukiwania oraz rozesłane do jednostek policji i mediów informacje o zaginionym nie przyniosły rezultatu. We wsi i w okolicy zrobiło się głośno o zniknięciu Zdzisława Mergo.
          W środę, 8 listopada, postanowiono poszukać zaginionego. Głównym inicjatorem tej akcji był sołtys Arbas. Zorganizowano ludzi i sprzęt. Poszukiwacze ruszyli w teren, chcąc rozwiązać zagadkę zniknięcia. Wspomagała ich policja z Drohiczyna i Siemiatycz, pracownicy drohiczyńskiego urzędu miasta i gminy. W ciągu kilku godzin przeczesano okoliczne pola, lasy, drogi i śródpolne cieki. Poszukujący zaglądali do opuszczonych budynków, studni, rowów, w gęste zarośla. Ani śladu zaginionego. Łącznie przeszukano teren o powierzchni ok. 10 km kwadratowych, również te miejsca, w których sporadycznie szukano już wcześniej.
          Podczas poszukiwań pojawił się też inny wątek zaginięcia pana Zdzisława. Otóż niektórzy są przekonani, że mógł zostać zabity. Ale przez kogo i dlaczego? Ten wątek sprawdza teraz policja. Wkrótce się okaże, czy podejrzenia były słuszne, czy to tylko domysły.
          Mówi jeden z mieszkańców:
          - Musieliśmy coś zrobić. Nie udało się Zdziśka znaleźć, ale teraz chociaż sumienie mamy czyste. To, że on już nie żyje, to nie ulega wątpliwości. Zagadką jednak jest, gdzie on leży. Jeśli upadłby wskutek padaczki, leżałby gdzieś blisko domu albo wsi. Te miejsca przeszukaliśmy dokładnie. Coraz więcej ludzi mówi, że ktoś mu pomógł zejść z tego świata. Może więc dlatego ciała nie możemy znaleźć, może jest zakopane albo leży w Bugu. To się okaże.
          Kolejny mieszkaniec Arbas:
          - Chyba ja ostatni widziałem Zdziśka. W czwartek podwiozłem go do sklepu w Śledzianowie i tam zostawiłem. Nie wiem, jak długo tam był, ale podobno potem nikt go już nie widział. Dziwne.

          Mieszkańcy Arbas i okolic mówią, że to spokojny, pracowity i uczciwy człowiek. Był zawodowym kierowcą. Miał ostatnio tylko jedną słabość - alkohol. Stąd wzięła się padaczka. Pan Zdzisław kierował się w życiu swoimi zasadami, m.in. taką, że zawsze za wszelką ceną wracał na noc do domu. Kiedy nie wrócił, wielu sąsiadów od razu pomyślało, że coś mogło się stać. A co się stało? Do dziś nie wiadomo.
Przypominamy rysopis zaginionego: wzrost ok. 170 cm, szczupła sylwetka, waga ok. 60 kg, włosy siwe, proste, krótkie, oczy piwne, twarz owalna, nos prosty, uszy przylegające, braki w uzębieniu. Brak znaków szczególnych. W chwili zaginięcia ubrany był w wacianą szarą kurtkę, materiałowe spodnie, granatową czapkę z kozerkiem i filcowe buty. Ktokolwiek widział w ostatnim okresie zaginionego lub wie, gdzie przebywa, proszony jest o kontakt z policją pod nr. tel.: 997, 656 43 33, 656 42 48.
          Należy jeszcze dodać, że po akcji poszukiwania pana Zdzisława na wszystkich, którzy brali w niej udział, w szkole w Śledzianowie czekała zupa.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama