Od 5 rano w niedzielę 22 kwietnia kilkadziesiąt osób - siemiatyccy policjanci wraz ze strażakami z zawodowymi z Siemiatycz i ochotnikami z OSP Tołwin, Słochy Annopolskie i Kłopoty Bujny - przeczesywało bagna i lasy koło Kłopotów Patrów w poszukiwaniu 83-letniego Romana Marcjanika z Kolonii Kłopoty Patry.
Wyszedł dzień wcześniej z domu i nie pojawił się do dnia następnego. Rodzina zgłosiła zaginięcie. Mężczyzna często wychodził do lasu bez powiadamiania domowników. Jest chory na alzheimera. Potwierdza to jego żona Walentyna. - Codziennie wychodził z domu do lasu. Zbierać suche patyki. Już raz wyszedł, przed Wielkanocą i zaginął. Ale jeden ze znajomych go przypadkiem znalazł koło Dziadkowic. Choruje na alzheimera, ma zaniki pamięci. Staramy się go pilnować, ale zawsze potrafił zmylić naszą czujność. Pomimo, że w sobotę 21 kwietnia tak około piętnaście po drugiej po południu wyszedł bez kurtki, to był ciepło ubrany - mówi jego żona, Walentyna. Zaginiony był ubrany w gumofilce, brązowe spodnie, miał kilkudniowy zarost. Do akcji włączył się helikopter straży granicznej z kamerą termowizyjną i policjantami na pokładzie. Na szczęście około 11.50 został odnaleziony. Uśmiechniętego odwieziono go do domu.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze