Rolnicy z Andryjanek i Siekluk są niezadowoleni z jakości wykonanych prac poscaleniowych. Przedstawiciele firmy Unibep z Bielska Podlaskiego zamiast podziękowań, spotkali się z ostrą krytyką rolników. Wykonawcy byli zaskoczeni uwagami, a rolnicy walczyli o to, co im się należy. Inwestycja miała być odebrana z rozmachem, a zakończyła się porażką wykonawców i projektanta, którego zabrakło na odbiorze.
Fuszerka i tandeta
Uroczystego przecięcia wstęgi nie było. Przedstawiciele starostwa spisywali uwagi rolników, po czym zamiast świętować, wraz z kierownikami robót i rolnikami, pojechali w teren oglądać wszystkie niedociągnięcia. A było ich naprawdę dużo.
– Obiecywali nam szerokie, utwardzone drogi, a dostaliśmy coś, co trudno nazwać drogami. To nie czasy, kiedy koniem i wozem się jeździ. Teraz wykorzystujemy ciężki sprzęt. Załadowana zbożem lub belami przyczepa z ciągnikiem to zestaw o wadze ponad 25 ton, te drogi tego nie wytrzymają. Tydzień temu położone płyty już są popękanen a sezon jeszcze się nie zaczął – mówił zdenerwowany Marcin Niewiarowski.
– Już lepiej by było, żeby w ogóle tych dróg nie ruszali – mówi dalej pan Marcin, pokazując efekt prac poscaleniowych. – Tu miała być szeroka na 12 m droga, a jest 7 m, bo na 5 metrach rośnie zboże. Ani rowu, ani pobocza. A wjazdy na pola mamy takie, że nie wiadomo jak przez nie przejechać. Miejscami wyglądają tak, jakby ktoś wysypał kruszywo z wywrotki i pojechał dalej. Jak mamy się nie denerwować widząc takie rzeczy?
- Nie ma rowów odwadniających, bo projekt ich nie zakładał. Mieliśmy zrobić drogę, która ma 3,5 szerokości plus po 75 cm pobocza z jednej i drugiej strony, co daje razem 5 metrów szerokości przy 6-metrowym pasie. Zostaje po 0,5 metra i rolnicy chcą, żebyśmy w tym wszystkim zmieścili rowy odwadniające, na które potrzeba minimum po 1,5 metra. Każdy projekt został zatwierdzony. Mieliśmy spotkania z sołtysami i mówiliśmy o tych problemach. Niestety, jeśli mamy ograniczony pas drogowy, to nie ma mowy, żebyśmy zrobili odwodnienie. I o tym mieszkańcy wiedzieli. Nie chcieli oddać 1,5 metra działek, a teraz chcą rowów. Teraz jest droga i rolnicy się dziwią, że nie ma rowu. Scalenia to trudna do przeprowadzenia inwestycja, przy której nie da się uniknąć drobnych potknięć – tłumaczył kierownik budowy Marek Golecki.
- Obiecywali złote góry. Projektanta to na taczce gnoju wywieziemy. Te drogi to badziewie. Pozwężane, że ciężko maszynami przejechać, wjazdy wąskie albo zrobiony jeden na dwa pola. Nie dla siebie interweniujemy, ale dla naszych dzieci. Gdzie zginęły te wszystkie pieniądze – dopytywała zdenerwowana Teresa Piotrowska z Siekluk.
Plaża czy droga?
- To mają być utwardzone drogi? Wysypano piasek zamiast żwiru. Zakopać się można osobówką, a co mówić o ciągniku. Kto miał taką wyobraźnię, żeby coś takiego wysypać? Na brodzie położono płyty utwardzające, które już pękają i ruszają się, kiedy ciągnik przejedzie. Naprzeciwko zrobiono wyjazd z pól pod kątem prostym. Więc jak ma pod tym kątem wykręcić ciągnik z przyczepami? To jedna wielka fuszerka. Nie tak to miało wyglądać – skarżą się rolnicy.
Wykonawcy słuchali, oglądali i niestety w większości przypadków musieli przyznać się do błędów. – Faktycznie widać tu duże niedopatrzenia i przyznaję, że niektóre prace można było wykonać lepiej. Prace wykonywane były zgodnie z projektem oraz przepisami. Ale wszystko da się naprawić. Jest rok gwarancji na drogi. Tutaj dożwirujemy, tam poszerzymy, posprzątamy i będzie dobrze – mówił kierownik grupy robót Witalis Gromotowicz. Pojawia się pytanie, czy od razu nie można było zrobić tak, jak należy?
Gdzie był wójt?
Mieszkańcy mieli też pretensje do wójta, że się nie interesował problemami mieszkańców miejscowości objętych scaleniem. – Był choć raz wójt w Sieklukach? Nic go nie obchodzą nasze problemy. Nawet teraz nie pojechał z nami, żeby obejrzeć te fuszerki – żaliła się pani Piotrowska.
- Chciałbym, aby wszystkie drogi były dobrze zrobione. Są to drogi gminne, które na czas realizacji inwestycji zostały przekazane powiatowi. Rozumiem niezadowolenie rolników, ale niewiele mogę na to poradzić, bo to nie nasza inwestycja – podsumował wójt Stanisław Derehajło.
Trudno winić rolników, że mają dobry sprzęt. Drogi w ramach zagospodarowania poscaleniowego powinny być robione z myślą o nich. Tylko dobrze wykonane mają szansę służyć rolnikom. Wykonawcy obiecali poprawić wszystkie niedociągnięcia.
Katarzyna Danuta Nieroda ,Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. KDN
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze