Reklama

Podróże brańskich „Skowronków” 2019

Od wielu lat Skowronki są jednym z czołowych zespołów folklorystycznych województwa podlaskiego. Zespół w ciągu 33 letniej działalności z powodzeniem koncertował na festynach i festiwalach w kraju i w 34 państwach na różnych kontynentach.

       Podlaski folklor na największym w świecie festiwalu folklorystycznym w Arabii Saudyjskiej        
       Po udanym artystycznie sezonie 2018, podczas którego zespół uczestniczył w festiwalach w Emiratach Arabskich, w Rumunii, na Słowacji i w Chinach, nie mniej udany był sezon 2019. Wrażeniami z  podróży -  tournee artystycznych dzieli się z nami kierownik i choreograf Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca ,,Skowronki” - Mirosław Szymański:

      - Skowronki w 2019 roku ponownie ruszyły na podbój świata. Zaczęliśmy w marcu, od festiwalu WORLD FOLK VISION, International Ethnofestival ,,NOUMAD UNIVERSE” w Rijadzie, w Królestwie Arabii Saudyjskiej. Byliśmy zaskoczeni zaproszeniem na ten festiwal. Okazało się później, że organizatorzy festiwalu w Chinach polecili nasz zespół na ten, sądzę, że największy ludowy festiwal na świecie. Kolejną miłą informacją był fakt, że bilety lotnicze, hotel, oraz wyżywienie pokrywa król Arabii Saudyjskiej Salman ibn Abd al-Aziz.

Reklama

      Festiwal ten miał charakter konkursowy. Oprócz prezentacji tanecznych, każda grupa musiała przygotować bazar narodowy. Nasz był podlaski. Przygotowaliśmy wystrój chaty podlaskiej. Znalazły się w niej dwuosnowowe dywany, jaski i kapy od pani Danuty Radulskiej z Janowa, metalowe róże, podkowy, świeczniki dzieła artysty Adama Kozaka. Broszury, podlaskie koszulki z departamentu promocji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, Skowronkowe plakaty, płyty, wiele innych rzeczy, które wyraźnie wskazywały skąd nasz ród.

      Jakie było pierwsze zderzenie, ze światem tak egzotycznym. Jak zespół przygotował się od strony artystycznej?

Reklama

      Przygotowania do festiwalu były bardzo intensywne. Podczas naszych pięciu 15-minutowych prezentacji, musieliśmy przygotować filmy, w bardzo dobrej jakości, do zaprezentowania na olbrzymich telebimach podczas naszych koncertów. Do bloku tańców narodowych przygotowaliśmy film z ujęciami z różnych charakterystycznych miejsc naszej ojczyzny. W bloku tańców i przyśpiewek z Podlasia, na telebimie ukazał się film z naszego regionu. Podobna sytuacja miała miejsce z Rzeszowem, Krakowem, Beskidem Żywieckim.

     - Jak czuliście się w Rijadzie ?

Reklama

      - Stolica Arabii Saudyjskiej, to jedno z najnowocześniejszych miast w Azji. Liczy prawie 5.000.000 mieszkańców. Podczas podróży do hotelu nie sposób nie zauważyć Al Faisaliyah Center, drugi co do wielkości wieżowiec w mieście i trzeci w kraju. Jego wysokość to 267 metrów, na które składa się 44 pięter. Dzieło brytyjskich architektów, budynek w kształcie złotego pióra do pisania. To jeden z najpiękniejszych wieżowców w tej części Azji. Zamieszkaliśmy w ekskluzywnym hotelu w samym centrum Rijadu w pobliżu tych wspaniałych budowli.

       Festiwalowe miasto zostało wybudowane na środku pustyni w 2018 roku. Jeszcze nie w pełni ukończone, ale już teraz zaskakuje rozmachem i estetyką. W festiwalu wzięło udział 93 państw z całego świata, w tym w prezentacjach folklorystycznych 65. Był to totalny szok dla całej grupy. Barwne stroje, ludzie folkloru z Afryki, Azji, Ameryki Południowej, Ameryki Południowej, Australii i Europy, a wśród nich my, zespół z Podlasia z Brańska.

Reklama

      Festiwal otworzył książę Królestwa Arabii Saudyjskiej. W części artystycznej zobaczyliśmy widowisko przygotowane przez grupę artystów z Kazachstanu. 2000 artystów, pokazy w ujeżdżaniu, galopady na wspaniałych arabskich koniach, ogień, woda , wiatr – to wszystko w godzinnym przedstawieniu na powierzchni równiej stadionowi piłkarskiemu.

        Nasza jurta była bardzo oblegana, każdy chciał zrobić zdjęcie z pięknymi Podlasiankami. Tysiące uśmiechniętych twarzy, wszyscy mili do siebie, to jest bogactwo, którego nie można kupić.

Reklama

      Zarówno my jak i inni prezentowali się na dwóch scenach. Strach obleciał nasze dziewczyny , kiedy zespołowi ze Słowacji wyłączono nagłośnienie. Powodem były za krótkie spódniczki ludowe - nogi za bardzo odkryte. Nasza reakcja była natychmiastowa, dziewczyny krakowiaka tańczyły w spodniach chłopców od Podlasia, suity z innych regionów w spodniach chłopców od Krakowa. Zabawnie to wyglądało, ale komisja festiwalowa to zaakceptowała.

       Odwiedzili nas tam też rodacy z ambasady polskiej w Rijadzie. Byli dumni z tego, że Polskie stoisko cieszy się taka popularnością. Dowiedzieliśmy się, że polskie firmy budują w stolicy Arabii metro nadziemne, a ambasada organizuje spotkanie wielkanocne w centralnym parku w Rijadzie dla rodzin polskich , mieszkających tam już od kilkunastu lat , w sumie około 200 osób.

Reklama

      - A jak znosiliście tamtejszą pogodę ?

      - Niedziela w miasteczku festiwalowym przywitała nas zachmurzeniem , w oddali słychać było grzmoty i błyski, nagle niebo pociemniało jak w horrorze , zaczął kropić deszcz , zerwał się huraganowy wiatr który uniósł w górę ogromna ilość piachu i zaczął nim smagać we wszystkie strony. Widzieliśmy coś takiego w kinie. Teraz wiem dlaczego arabowie chodzą w długich murkach i chustach na głowie. My mieliśmy, pomimo schronienia w naszej jurcie, piach wszędzie – dosłownie. Dziewczyny miały lepiej, bo każdą damę na festiwalu organizatorzy obdarowali czarnymi arabskimi sukniami.

Reklama

      - Czym zakończył się festiwal ?

      - Kiedy festiwal zbliżał się ku końcowi, po zakupach wspaniałych herbat, arabskich ciuszków (ale i z innych państw też) i oczywiście obowiązkowo magnesów, oczekiwaliśmy na finałowy koncert. Otrzymaliśmy informację, że mamy wystąpić wśród 10 zespołów, które mają wystąpić w gali finałowej. Okazuje się , ze czekamy na nominacje do Grand Prix festiwalu. Zatańczyliśmy, ostatecznie Grand Prix przypadł zespołowi z Kirgistanu.

 Nam na pocieszenie został udział w festiwalu ,,Słowiański Bazar”, który odbyć się miał w Petersburgu, w trakcie czerwcowych białych nocy.

Reklama

      Odlatywaliśmy z Rijadu 18 czerwca pełni wrażeń, nowych doświadczeń i niezastąpionym pakietem - grupą kolejnych przyjaciół. Już wiemy, ze znajomości te zostaną na dłużej. Tak trochę smutno i to nie dlatego , że nie było się czym rozweselić, bo byliśmy w państwie o całkowitej prohibicji. Coś minęło i kolejna wspaniała przygoda życia za nami. Ale wiedzieliśmy, że jeszcze tego roku dużo przed nami, ale to już będzie kolejna historia.

     Zdobywanie Petersburga

     W Arabii Saudyjskiej Skowronki zapewniły sobie udział na festiwalu w Rosji.

Reklama

    - Tak, w nagrodę, wyróżnienie, otrzymaliśmy propozycję udziału w festiwalu ,,Słowiański Jarmark” w Petersburgu. Może to się wydać mało prawdopodobne, ale zespół nigdy nie był w tym wielkim kraju. W latach 90-tych byliśmy i na Białorusi i na Litwie czy na Ukrainie, ale do Rosji była to nasza pierwsza podróż. Otrzymaliśmy zaproszenie na 15 osobową grupę, a więc nie za dużo. Po wszystkich kalkulacjach co do kosztów podróży, najtańszą opcją okazała wyprawa własnymi samochodami, bo dojazd był na nasz koszt.

      - To przecież ponad 1000 km w jedna stronę.

Reklama

      - Na festiwal jechała jednak najstarsza grupa , a tam jest kilka osób, które mają prawa jazdy. 6 czerwca z nowym, nieco zmienionym programem z Arabii, ruszyliśmy na kolejną artystyczną przygodę. Podróż przez Litwę i Łotwę przebiegła przyjemnie. Dobrze że zabraliśmy ze sobą prowiant i kawę, bo po drodze rzadkością są zajazdy (na Litwie jeszcze może być , ale na Łotwie – pustkowie ).

     - A pierwsze zetknięcie z rosyjską rzeczywistością?

      - Do rosyjskiej granicy dotarliśmy 7 czerwca wczesnym rankiem (w Łotwie błądziliśmy, żeby nie nawigacja, jeździlibyśmy do dzisiaj - tam nie ma znaków i nie ma kogo zapytać o drogę). A w Rosji wróciliśmy do czasów, kiedy jeszcze nie byliśmy w Unii. Dokumenty niby ok, wizy są (chociaż mieliśmy niemały problem z ich załatwieniem). Jest problem, okazuje się, że Patryk nie może wjechać na teren Rosji bez pisemnej zgody potwierdzonej przez notariusza, że jego tata jako właściciel pojazdu, pozwala mu jechać na ,,maszynie”. Negocjacje, e-maile, zdjęcia z pisemnym pozwoleniem na telefon, wszystkie procedury trwały około… 5 godzin (przypomniały się stare czasy podróżowania Skowronków i na wschód i na zachód – było podobnie). Pierwsza reakcja po przekroczeniu granicy – prysnął czar ,,Wielkiej Rosji”. Drogi albo słabe, albo w remoncie, Wykładnikiem zamożności są samochody i anteny satelitarne, domy, obejścia w wokół raczej niekoniecznie. Naturalnym odgrodzeniem pól, łąk i posesji od dróg jest niekończący się pas zieleni, który tworzy… barszcz Sosnowskiego

      Po kilkudziesięciu kilometrach, co nam zajęło kolejną ,,wieczność” (autokarem byśmy jechali z kilka dni), wjechaliśmy w obwód petersburski i nagle wszystko zmieniło się. Szerokie autostrady, gdzieś zginął ,,pas zieleni”. Wjeżdżamy do miasta przepięknych budowli, miasta carycy Katarzyny, Romanowów i Rewolucji Październikowej. Zaskoczeni byliśmy tą wielkością wszystkiego, budynków, parków, wszystko jest odrestaurowane monumentalne i czyste - ,,Wielka Rosja” – wróciła.

      Festiwal organizowany był przez Prymorskie Centrum Kultury w Petersburgu na wyspie, nieopodal nowego blokowego miasta. W festiwalu brały udział zespoły i twórcy ludowi z różnych regionów Rosji. Uwaga – byliśmy jedynym słowiańskim zespołem zagranicznym z zachodniej Europy. Zostaliśmy  bardzo serdecznie przyjęci nie tylko przez organizatorów festiwalu, ale i przez liczną widownię. Wkoło sceny swoje produkty, rękodzieła, na stylowych regionalnych straganach, wystawiali twórcy ludowi nie tylko z Rosji, (najwięcej z Białorusi). We wszystko wkomponowane są hałdy siana i słomy, drabiniaste wozy. I szynki z rosyjskimi potrawami. Sztalugi malarzy, rzeźbiarze – szwaczki, wikliniarze i wiele innych ludowych twórców, którzy swoje dzieła starają sprzedać zwiedzającym. Zakwaterowani zostaliśmy w centrum miasta. Petersburg, to miasto zabytków, ale i tysięcy hoteli; ekskluzywnych, mniej ekskluzywnych, małych, dużych, na każdą kieszeń - są wszędzie.

      Po kolacji wyruszamy nad Newę i te słynne białe noce. Rzeka zauroczyła nas blaskiem świateł i oświetlonymi statkami. Siadamy na monumentalnych schodach i w ciszy wpatrujemy się w nurt ciemnej rzeki, która przez wieki była świadkiem nie jednej wspaniałej historii. Białe noce nie do końca są takie białe, ale jest naprawdę jasno.

      Sankt Petersburg znany jest z tego, że zaskakuje na każdym kroku, nas też to nie ominęło. W drodze powrotnej do hotelu, spotkaliśmy kilku rozweselonych turystów, którzy przestępując nam drogę , grzecznie zapytali ,, A wy od kuda” ,

     ,,A wy” , na co turyści ,,My z BRIANSKA”  - ,,A wy” , ,,A my z BRAŃSKA” , radosne uściski krajanów dwóch narodów nie miały końca, a i szybko nauczyliśmy naszej sztandarowej piosenki ,,My chłopaki z Brańska , o ho,ho,ho ; Jak szarża ułańska o ho, ho” itd.

      Koncert zaczęliśmy i szczęście że na scenie działa nawiew z ogromnych wiatraków, bo temperatura tego dnia grubo przekraczała 30 stopni. Zatańczyliśmy: poloneza, mazura, tańce Beskidu Żywieckiego, kujawiaka z oberkiem i oczywiście nasze rodzime tańce podlaskie. Po koncercie wszyscy poszliśmy pod scenę gdzie jeszcze tańczyliśmy na polską nutkę z dziećmi i zespołem wolontariuszy ubranych w rosyjskie stroje ludowe. Potem jeszcze sesja zdjęciowa dla lokalnych mediów, oficjalne podziękowania na scenie, wymiana prezentów (podziękowania Swietłanie, naszej opiekunce i Alenie Vinogradowej – współorganizatorce ,,Słowiańskiego Jarmarku” ).

      Po obiedzie pojechaliśmy do nowego hotelu. Po zakwaterowaniu ruszyliśmy w miasto. Bramę otwiera nam starsza pani z przełamanym do filtra w ustach ,,białomorcem” (marka papierosa), półgębkiem, przepiękną podwórkową rusyczyzną ,,Какие красивые девушки, какие красивые парни – молодцы – только не потеряйте дедушку”  jakie ładne dziewczyny, jakie ładne chłopaki, tylko nie zgubcie dziadka )  - tu nie wątpliwie chodziło o mnie.

      Tylko wyszliśmy za bramę już Skowronki ruszyły w tany . Niewątpliwie muzycy znali się na rzeczy. Na każdym rogu coś się działo: muzyka, uliczne teatry, występy artystów w przeróżnych dziedzinach. Tuż przy główniej ulicy wielki jak góra pomnik carycy Katarzyny, a u jej stup łaszą się władcy innych narodów. Jeden z malarzy zaproponował Oli, że namaluje za darmo jej portret - tak też uczyniła. Po obu stronach ulicy chodnikiem szedł jeden milion ludzi o różnych kolorach skóry w jedna stronę, naszym chodnikiem szedł milion ludzi w przeciwnym kierunku. W oddali słychać z jednej strony rokową muzykę, z drugiej zaś strony ludową. Weszliśmy do sklepu z pamiątkami (obsługa już w progu nas wita w kilku językach, ,,Jesteście z Polski” – dzień dobry). Widzieliśmy ręcznie robione ,,matroszki” , których ceny wahały się od 5.000.000 rubli w górę. Idziemy do wielkiej bramy znanej z radzieckiego filmu o Rewolucji Październikowej. W przejściu popisuje się sztuczkami niedźwiedź brunatny. Za bramą wspaniale oświetlony Pałac Zimowy – siedziba władców Rosji, budowla wzorowana na francuskim Wersalu. Olbrzymi plac, na którym stoi scena koncertowa. Długo jeszcze leżeliśmy na placu patrząc w jasne niebo , z resztą jak wiele wkoło osób.

 Na drugi dzień wcześnie rano wyjeżdżamy – miasto nie śpi, pełne restauracje , dużo mniejszy ruch , ale nie wygląda to na to, że to ranne ptaszki , raczej nocne marki.

      Wracaliśmy przez Estonię, do Rygi – tam mamy nocleg w polsko-łotewskiej szkole. Potem szybko do Białegostoku, bo mieliśmy koncert w Technikum Elektrycznym z okazji Dnia Rodziny. Mamy tancerzy uczących się w tej szkole, a przecież Skowronki to jedna wielka rodzina, to przecież i musimy i chcemy.

      Koleina podróż za tysiące uśmiechów za nami.

     Indie bez tajemnic

      Pod koniec września zespół Skowronki pojechał na duży akademicki festiwal do Indii.

     Opowiada Mirosław Szymański, kierownik artystyczny i choreograf Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca ,,Skowronki” działającego przy Zespole Szkół im. Armii Krajowej w Brańsku:

      - Nie ukrywam, że czekaliśmy na ten wyjazd. Dzięki pomocy finansowej sponsora i patrona, Banku Spółdzielczego w Brańsku i Marszałka Województwa Podlaskiego, było stać naszą młodzież na ten kosztowy wyjazd. Wprawdzie organizatorzy zapewniali nam zakwaterowanie i wyżywienie, ale bilety, wizy i inne koszty związane z wyjazdem, to dla młodzieży niemały wydatek. Bardzo dziękujemy!.

      Witamy w Pendżabie

     Po kilkugodzinnym locie z Frankfurtu do Delhi wygodnym Airbusem 320 wylądowaliśmy w stolicy tajemniczych Indii. Tym samolotem leciała także druga grupa z Polski ,,Krąg” ze Świdnicy, też na ten sam festiwal (była jeszcze trzecia grupa polska z AWF Poznań). Po kilku godzinach jazdy żółtym uniwersyteckim ,,ogórkiem” dotarliśmy. Od razu wiozą nas do kampusu. I tu szok - olbrzymia uczelnia, 18 wydziałów dla kilkunastu tysięcy studentów. Męskie akademiki odgrodzone kolczastym drutem od akademików żeńskich. Można się przemieszczać jedynie po przekroczeniu pilnie strzeżonych bram wjazdowych.

      Na stołówce gwar, mnóstwo ludzi z różnych zakątków świata. Menu urozmaicone, ale utrzymane w indyjskiej tradycji kulinarnej, pikantnie i ostro.

      Organizatorem festiwalu jest Chandigarh University, miasteczko uniwersyteckie jest położone w pobliżu w wsi Gharuan w dystrykcie Mohali w Punjab (Pendżab), 25 km od Candigarh. Jest to prywatna uczelnie, kilka tysięcy studentów, kadra międzynarodowa. Studia są projektowe, 70 projektów na 14 wydziałach: techniczne, humanistyczne i medyczne. Na uczelni młodzież z różnych krajów, również i z Polski.

      Od 2019 festiwal został podzielony na część konkursową - I Międzynarodowy Folklorystyczny Festiwal Młodzieży i część pokazową -  3 CU ,,Rhythms” International Festival  Folklore.

     Zakwaterowani zostaliśmy w jednym z akademików uczelni dla studentów zagranicznych, oddalonych od uniwersytetu. Polskie grupy zamieszkały na 8 piętrze. Pokoje od 2 do 4 osób, przechodnie, łazienki, dmuchawy (klimatyzacja), ogrom małych muszek, które nocą były zjadane przez wszędobylskie jaszczurki.

      O konkursowej koncepcji festiwalu dowiedzieliśmy się wszyscy dopiero na pierwszym spotkaniu kierowników grup. W festiwalu wystąpi 34 zespoły z 27 krajów. Koleiny wielki festiwal w którym mamy zaszczyt i szczęście uczestniczyć. Konkurs odbywał się w kilku kategoriach, dla zespołów z muzyką na żywo i z playbacku, za prezentacje na paradzie, za tańce etniczne, za tańce narodowe, za muzykę i kompozycję sceniczną itd. Festiwal zaczęto barwną paradą. Po długim oczekiwaniu w palącym słońcu, z hektolitrami wypitej wody, w końcu ruszał orszak prowadzony przez indyjskich artystów i reprezentacyjną damsko-męską kompanię wojsk terytorialnych.

      Zespoły prezentowały się przed lożą honorową międzynarodowego jury CID (największa organizacja tradycji i tańca na świecie, a MFF Podlaskie Spotkania od 2020 roku jest oficjalnie jej członkiem). Nie byliśmy z tej prezentacji zadowoleni, kompletny brak nagłośnienia muzyków i kicha.

      Prezentację na scenie zaczęliśmy pokazem suity podlaskiej i tu rozczarowanie. Sprzęt nagłaśniający wysokiej klasy, ale były problemy z jego prawidłowym ustawieniem. Praktycznie wszystkie grupy z muzyka na żywo, które miały więcej instrumentów niż bęben, były źle nagłośnione.

      Koleiny dzień, to prezentacje konkursowe grup z playbacku. Tu prezentowali się nasi koledzy z ,,Kręgu”. My pojechaliśmy na zakupy do Chandigarh. Po drodze widzieliśmy te bogate i te biedne Indie. Naprawdę trudno to opisać, bo chyba nikt z was nie widział tak dużych kontrastów; góry śmieci, osiedla szałasowe w skrajnej nędzy w pobliżu ekskluzywnych deweloperskich budowli (zapraszamy do naszych galerii na facebook/skowronki).

     Atrakcją wycieczki były tureckie brzany ssące (Garra Rufa), które objadają martwy naskórek u nóg. Było przy tym dużo zabawy.

      Prezentacje i… pierwsze miejsce

      Koleiny dzień prezentacji w kategorii ,,Band”. Dostaliśmy do dyspozycji jedną z sal baletowych. Przygotowaliśmy miks taneczno - wokalno - muzyczny w strojach z czterech regionów Polski. Zaczęliśmy naszą „Drożyną”, potem trochę polek i oberków łowickich, krótko na góralska nutę, by zakończyć polką od Michałowa. Po godzinie byliśmy gotowi do prezentacji. Tym razem nagłośnienie było w miarę dobre i panów do nagłośniania jakby trochę więcej było.

      Po kolacji ogłoszenie wyników, podsumowanie pierwszej części festiwalu, jutro jedziemy na dalszą pokazową cześć tego ludowego maratonu do innej miejscowości.

      Wieczorem delegacje wszystkich zespołów ustawiły się na scenie. Wyglądało to imponująco, 34 delegacje z flagami robiło wrażenie. Po kilku wystąpieniach organizatorów, rozpoczęto ogłaszanie wyników. Na scenie pojawiły się zespoły ze Słowacji, Korei, przy każdym ogłoszeniu wyniku, ogromna radość nagrodzonych, przy owacji pozostałych grup. Nagle wyczytany zostaje, ,,Krąg” ze Świdnicy, 3 miejsce w kategorii prezentacji tańca, za chwilę koleina 3 nagroda dla ,,Kręgu”. I kolejni laureaci i kolejne nagrody, Aż w końcu zostaje ostatnia nagroda za pierwsze miejsce w kategorii ,,Band” + partie wokalne, my dołożyliśmy jeszcze chorografię. Pani konferansjer kilka razy zadaje wszystkim pytanie ,,Kto waszym zdaniem wygrał”? Zewsząd słychać jak zespoły wykrzykują nazwy swoich grup. Tylko Skowronki, jakoś tak bez wiary zacichły. W końcu pada werdykt: ,,Pierwsze miejsce zdobywa ,,Folk Group Easater Poland ,,LARKS”!

      Chwilowa konsternacja, a potem wybuch radość, pisk dziewczyn, łzy w oczach i bieg w kierunku sceny. Na przeciw wybiegają przyjaciele z ,,Kręgu” rzucają się w ramiona, małe kółeczka szczęśliwych ludzi skaczą dookoła. Dostaliśmy to. Próby, ciężka praca, kilka, a niektórzy kilkanaście lat życia na sali baletowej, na scenie, na walizkach. Wolny czas, to czas dla Skowronków. Ile potu, ile łez, nerwów, a najczęściej radości i najlepszych przyjaciół na świecie. Warto było dla tych kilku chwil. Oj bardzo warto.

       A tak w ogóle, to miło jak każdy chce zrobić z tobą zdjęcie, a telewizje proszą o wywiady. Zaczęła się wielka dyskoteka, wszyscy tańczyli, jedni na scenie i inni przed, nad głowami powiewały flagi 27 państw, a barwny folklorystyczny tłum podskakiwał w rytm hitów z Bollywood.

      Po kilku godzinach jazdy żółtym autobusem (kilka razy zgubiliśmy drogę) dotarliśmy do Parli Karnal w pobliżu New Dehli do GD Goenka, International School. GD Goenka, International School India, została założona pod egidą Advent Age Education Foundation w roku 2013.

      Powitanie było niesamowite. Czerwony dywan po obu stronach, młodzież ubrana w narodowe stroje, sypią na nas płatki róż, każdy też został odznaczony czerwona kropką na czole. Weszliśmy na duży plac, gdzie czekała na nas wyżerka z napojami i trunkami. Z boku deszczownia, a dalej basen. Oczywiście po chwili wypełnił się młodzieżą , która nie zważała, że pomoczy ubrania. Uczta i zabawa trwała na dobre do późnych godzin i jakby nikt nie pamiętał o trudach podróży.

      Nazajutrz po obiedzie na dużej scenie rozpoczęło  się wielkie międzynarodowe widowisko. Sektory dla widzów wypełnione do ostatniego miejsca. Kilku godzinny koncert prowadził charyzmatyczny gwiazdor Bollywood. Przed koncertem Skowronków zaczął padać deszcz. Skowronki zatańczyły z lekkim opóźnieniem. Zatańczyliśmy cały Beskid. Publiczność szalała , tańczyła razem z nami , jak na rockowym koncercie.

      Rano zaspani wyjeżdżamy do Delhi na finałowy koncert, który ma się odbyć w przepięknym obiekcie wielkiej musicalowej scenie Kingdom of Drems. Zespoły zaprezentowały się w 15-minutowych programach na dużej scenie, w scenerii staroindyjskiej architektury. Po koncercie wspólny obiad pod namiotami i koniec. Tak zakończył się ten niesamowity festiwal.

     Zwiedzanie  

      Kolejne 2 dni wypełnił program turystyczny, który zorganizował nam Harish Patel z małżonką, Dhruv Patel i grupa ich przyjaciół. Wspaniały hotel i program który zorganizowali Skowronkom, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Zobaczyliśmy starą i nową część Delhi. Jeździliśmy rykszami, byliśmy w miejscach, gdzie trudno byłoby tam trafić, będąc na wycieczce organizowanej przez biuro podróży. Widzieliśmy to, czego tak naprawdę nie pokazuje się turystom. Stare Dehli, to jeden wielki bazar, gdzie daleko jest do jakichkolwiek reguł, tam tak jest i tak ma być i nikomu to nie przeszkadza. Nikt nikogo nie kontroluje, nie sprawdza. W miejscach gdzie wydaje się, że powinno być niebezpiecznie i strasznie, jest wręcz na odwrót, uśmiech i życzliwość. Jazdy rykszami na ,,styk”, bez kierunkowskazów, świateł, najważniejszy jest klakson i rajdowe wręcz umiejętności wozaków.

      Te dwa dni cały czas na pełnym gazie, musimy przecież zobaczyć największe artystyczne, architektoniczne cuda świata.Brama Indii zbudowana ku czci wszystkich hindusów poległych na wojnach o niepodległość, tych, których tożsamość jest znana, a ich nazwiska są wyryte na murach, ale i tych bezimiennych bohaterów. Miejsce to jest odwiedzanie przez miliony ludzi. Natomiast niewyobrażalna ilość zwiedzających jest w Tadż Mahal. Jeden z cudów świata, perła architektury i symbol wielkiej miłości. Co roku ten niesamowity zabytek Indii wpisany na listę UNESCO odwiedza ponad 3 mln turystów.

      Fort Agra, to kolejna budowla wpisana na listę światowych zabytków UNESCO. Była to główna rezydencja cesarzy z dynastii Mogołów do 1638 roku, kiedy to stolica została przeniesiona z Agry do Delhi.

      Oprócz cudów architektury nie dało się nie zauważyć stad koczujących małp, które czyhały na łatwe łupy i stad orłów, które zadomowiły się wokół rzeki. Rzeka w hinduskiej wierze jest grobowcem dla palonych zwłok zmarłych.

     Po kolacji w przydrożnej restauracji jedziemy do Prem Mandir, hinduskiej świątyni we Vrindavan w Mathurze. Kompleks znajduje się na 54-hektarach, jest poświęcony Radha Krysznie i Sita Ramie. Wielki przepych, posągi, ornamenty wykonane są ze złota. Na każdym kroku wizerunki świętych małp i słoni. Płaskorzeźby w białym marmurze, historie z życia Kriszny, bardzo podobne do proroków innych wiar.

     Powrót

      Ostatni dzień pobytu, 2 października, to czas na zakupy i - wisienka na torcie - zwiedzanie przepięknej Świątyni Swaminarayan Akshardham. To hinduistyczny kompleks świątyń na wschodnim brzegu rzeki Jamuny. Został otwarty 6 listopada 2005 roku. Nawiązuje do tradycyjnej hinduskiej architektury. Jest zaliczany do największych hinduistycznych świątyń na świecie. Jest miejsce spotkań milionów hindusów. Wszystko wykonane jest z niesamowitym kunsztem. Finałem zwiedzania jest niesamowity laserowy pokaz światła, przedstawiający trzy żywioły: wiatr, ogień i wodę. Zrobiło to na nas wielkie wrażenie.

      Po pokazie hotel i jak najszybciej na lotnisko. Samolot odlatuje 3 października o 1:30, musimy być 2 godziny przed odlotem. Wracamy liniami szwajcarskimi przez Zurich. Jesteśmy na lotnisku o 24:00, pożegnania, łzy, trudno się rozstać.

      Na lotnisku zaskoczenie, już za pierwszymi drzwiami, bagaże do prześwietlenia, paszporty i bilety do wglądu, zajmuje to trochę czasu. W sumie gdy docieramy do odprawy, okienko jest już zamknięte, ale do odlotu jest jeszcze godzina. Kierownik lotu cały czas na telefonie, dzielą nas na grupy i szybka odprawa w kilku miejscach, potem biegiem przez zaplecza obsługi lotniska do miejsca odlotu. W tej galopadzie asystują nam pracownicy lotniska, pomagają z bagażami. Zostało jeszcze 20 metrów i… nagle pada komenda STOP. Zatrzymujemy się, kierownik lotu z uśmiechem na twarzy ,,Czy możemy zrobić z wami kilka zdjęć”?

      Jesteśmy tak zmęczeni, że w samolocie wszyscy momentalnie zasnęli. W Zurichu przesiadka i o 14:30, 3 października jesteśmy w Warszawie. Wsiadamy do autokaru, jakoś tu dziwnie, nikt nie trąbi, na ulicach nie leżą krowy. Jakoś inaczej…

     A od jutra do pracy, do szkoły.

 A tu kolejne zadanie, nowy program pt. ,,Z Folklorem na Podlaską wieś”, mamy już zamówienia na koncerty. No i czeka nas przygotowanie jak co roku do naszej wigilii. W tym roku będzie ona miała inną formę. Ale to całkiem inna historia. Musimy teraz ochłonąć, bo przez te dni działo się więcej niż u niektórych przez całe życie. Bo tak to bywa, kiedy się jest… Skowronkiem.

      Dziękujemy za to, że mogliśmy się podzielić z Wami naszymi przygodami. Zapraszamy w nasze szeregi. Za rok 35-lecie i będzie się działo. A w 2020 roku czekają nas kolejne wspaniałe podróże.

 

     opr. Jerzy Nowicki, fot z arch zespołu (o innych podróżach i inicjatywach zespołu Skowronki przeczytacie Państwo w naszych wydaniach papierowych)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama