Reklama

Petardy na żubry

23/05/2007 16:03
- Nie mogliśmy się od nich opędzić – tak o spotkaniu z dwoma żubrami opowiadali sołtys Borysowszczyzny Artur Trochimiak i jego kolega Ryszard - Cały czas za nami łaziły.
          Podeszły, kiedy usłyszały traktor, w ogóle się nas nie bały. Jeden z żubrów położył się przed ciągnikiem, tarzał się po ziemi. Nie dał z lasu wyjechać.
          Pisaliśmy już o tym, że „nasze” żubry wychodzą z lasu usłyszawszy dźwięk pracującego traktora. Jak się domyślamy ciągnikami dowożono im jedzenie i teraz zwierzęta myślą, że każdy wjeżdżający do lasu traktor, to pożywienie dla nich.
          - Obok bluzy leżały kanapki – opowiadał pan Ryszard. – Bluzę żubr wyślinił ale mu nie smakowała, kanapki zeżarł wszystkie.
          Sołtys Trochimiak opowiadał zaś, że w czasie Świąt Wielkanocnych żubry podchodziły praktycznie do domów we wsi. Żerowały na polach, niszcząc świeżo wykiełkowane zboże.
- Petardami je wystraszono i teraz już nie podchodzą do domów. Ale wcześniej, można powiedzieć, że do okien zaglądały. Dzisiaj też długo za nami chodziły. Dwa samce, jeden nieduży.
          W ubiegłą środę ponad godzinę czekaliśmy w lesie na spotkanie z żubrami. Niestety, pomimo pracującego silnika traktora i świeżych śladów żubrzych racic zwierzęta się już nie pokazały. Jednak mieszkańcy Boryswoszczyzny i okolic nie muszą już jeździć do Białowieży, by podziwiać żubry. Jak mówią - to bardzo częste spotkania.

           Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama