Reklama

Perlejewo - Problem z odbiorem śmieci

18/03/2015 21:09

Firma Astwa od roku nie odbierała śmieci z trzech posesji, bo nie ma dobrego dojazdu. Mieszkańcy się irytują, a wójt mówi, że za śmieci trzeba płacić nawet jak nie wywożą.

Śmieci wszędzie, co to będzie?

Zagrody gospodarskie i podwórka zawalone były workami z odpadami, bo służby zajmujące się zbieraniem śmieci nie przyjeżdżały. Pracownicy firmy Astwa na posesje do państwa Gromadko i Kutyło przyjechali tylko raz, aby zabrać pojemniki po przegranym przetargu, a śmieci od 1,5 roku czekały, aż ktoś je odbierze.

Reklama

- Tu nigdy nie było tej firmy po odbiór śmieci, a płacić musimy cały czas. Zgodnie z regulaminem śmieci komunalne powinny być odbierane raz w miesiącu, a segregowane odpady raz na trzy miesiące. Jednak te zasady tu nie obowiązują.
Pracownicy firmy Astwa powiedzieli, że nie ma drogi dojazdu i nie będą odbierać śmieci i są tu pierwszy i ostatni raz. Zgłaszaliśmy to kilkukrotnie do urzędu gminy. W urzędzie powiedzieli, że ich nie obchodzi czy śmieci były oddawane czy nie, bo i tak musimy zapłacić, inaczej komornika wyślą. Skoro usługa była niewykonana, to przestaliśmy płacić, a teraz dostajemy upomnienia i wezwania do zapłaty 700 zł z odsetkami, które rozłożono nam łaskawie na raty. Propozycją wójta był pomysł, żebyśmy przenosili śmieci przez rzekę do szosy. Tutaj mieszkają 3 rodziny i co mamy worki na plecy wrzucić i przez kładkę nosić do drogi gminnej? A drugą propozycją było wożenie śmieci ciągnikiem do Leszczki Małej. Odbiorem śmieci zajmują się odpowiednie firmy, za co mają płacone, więc dlaczego my mielibyśmy to robić – mówi Agnieszka Kutyło.

- Droga gminna według planów ciągnie się od szosy do rzeki, ale się nią nie przejedzie ani nie przejdzie. Dobrze, że sąsiadka pozwoliła zrobić nam kawałek kładki, żeby dzieci mogły wyjść do przystanku szkolnego, bo tak to jedynie helikopterem. Wczoraj przyjechała karetka pogotowia i chorego trzeba było wywieźć do mostu tą drogą przez las, bo kierowca powiedział, że nie będzie niszczył samochodu. A my niszczymy swoje już tyle lat! Prosimy wójta o jakąkolwiek drogę! Droga z Twarogów na Siemiatycze, która przecina pola, czy ta droga konieczna była? Nie, ale wójt ma tam pole i droga jest, a tu gdzie naprawdę jest potrzebna, to nie ma. Droga przez las to droga prywatna o długości ponad 4 km, ale innego połączenia nie mamy.

Reklama

Śmieci przez 1,5 roku nie były odebrane i powiedziałam, że nie będę płacić za coś, z czego nie korzystałam. Możemy nawet spotkać się na sprawie sądowej. Nie dam się wykorzystywać. Chodziłam tyle razy do wójta prosząc o jedną drogę. My jeździmy przez prywatną, leśną drogę i gdyby ktoś z nas pokłócił się, to koniec, odcięci zostajemy od świata. Drugą drogą gminną nawet żaba się nie przeciśnie, tak jest zarośnięta, a która planowo prowadzi do Małej Leszczki. A tutaj żeby wójt zrobił tę drogę przez rzekę między Leszczką Dużą a Pełchem, którą zaczął. Wystarczy parę samochodów żwiru, przepusty. Wójt nie chce słyszeć o żadnej drodze, bo kiedy nie zajdziemy, to nigdy pieniędzy nie ma. A w polach robi drogi. Wiata przy remizie w Perlejewie za 40 tys. zł powstaje – dodaje zdenerwowana Bożena Gromadko.

Zdaniem wójta

Reklama

- Ja rozmawiałem z tymi mieszkańcami i szkoda, że po zakończeniu umowy z Astwą taki problem zgłosili. Były takie przypadki, że gdzieś tam Astwa nie dojeżdżała i jeżeli zgłosiliby ten problem, to byśmy internowali w firmie, a teraz to po fakcie i nikt nikomu nic nie udowodni. Obecnie firma MPO obsługuje gminę. Rozmawiałem z prezesem Astwy i nikt nie zgłaszał żadnych problemów, więc teraz takie rozmowy są o niczym. Obowiązek opłaty reguluje ustawa i płacić trzeba za każdy miesiąc i to nie jest nasz kaprys ani wymysł. Drogę tym mieszkańcom trzeba zrobić i umożliwić dojazd, ale to koszt 0,5 mln zł. Jak dostanę takie pieniądze, to zrobię do nich asfalt i nie będzie problemu. Firmie MPO udało się dojechać, więc dojazd jest możliwy, a skoro mieszkańcy wyjeżdżają z podwórka, to znaczy, że dojazd jest. A czy dużym problem jest dowiezienie śmieci do miejsca ogólnodostępnego? Drogę w kierunku Leszczki Małej mamy wytyczoną i poinformowałem mieszkańców, że będziemy ją robić. Ja ten temat dokładnie znam. Zwracaliśmy się do Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, żeby wykonać porządną kładkę przez tę rzekę, ale tam jest teren zalewowy i nasze przepisy nie bardzo na to pozwalają. Dalej sąsiad ma zrobiony mostek i można przez niego chodzić, ale powstał tam sąsiedzki konflikt. Szansa na drogę jest i będziemy się starać zrobić im dojazd. Gdybym miał 2 razy taki budżet jak mam, to ja siedziałbym i ogłosił koncert życzeń i każdy miałby to, co sobie zażyczył – wyjaśnił wójt Krzysztof Radziszewski.

Satysfakcja gwarantowana?

Reklama

Firma Astwa stawia „potrzeby klienta na pierwszym miejscu”, a MPO „gwarantuje pełną satysfakcję z usług”. Tylko jak te zapewnienia mają się do rzeczywistości? - Pod koniec stycznia rozstrzygnięty został przetarg na odbiór odpadów komunalnych, który wygrała firma MPO. Po zamknięciu wszelkich procedur firma 28 lutego odebrała od nas śmieci z zastrzeżeniem, że będą przyjeżdżać raz na 2 miesiące tłumacząc, że droga przez las jest tak wąska i nierówna, że nie wyrobią na lusterka do samochodów. Pracownicy powiedzieli również, że tylko pojemnik i jeden worek od każdej rodziny będą zabierać, nie więcej. Dobrze, że w ogóle będą przyjeżdżać, tylko znów pojemniki będą stały przepełnione – powiedziała Bożena Gromadko.

Obiecanki

Reklama

Wójt zdaniem mieszkańców znał problem odbioru śmieci, a mimo to nie podjął żadnych działań w celu rozwiązania problemu. Teraz deklaruje, że dojazd będzie robiony. Mieszkańcom posesji pozostaje cierpliwie czekać.

Katarzyna Danuta Nieroda, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. KDN

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama