26 stycznia po raz kolejny mieszkańcy Powiatowego Domu Pomocy Społecznej w Siemiatyczach prezentowali swoje umiejętności poza naszym powiatem. Tym razem występowali na „Spotkaniu Noworocznym” w Domu Pomocy Społecznej w Brańsku.
O wrażeniach z występu opowiada Ryszard Abramowicz: - Na spotkaniu byli mieszkańcy domów pomocy społecznej z Białowieży, Uhowa, Łomży, Białegostoku oraz nasz z Siemiatycz. Każdy dom uczestniczący w spotkaniu miał za zadanie przygotować program artystyczny związany z okresem Świąt Bożego Narodzenia. My też. Pojechał z nami dyrektor, pani Ania z muzykoterapii i pani Zenia z fizykoterapii. Występowaliśmy w składzie: pani Zosia Grzywna i panowie Andrzej Lewandowski i Kazimierz Gwiazdowski oraz ja. Zespół przygotował kolędy oraz wiersz. Kolędę „Przybieżeli do Betlejem” zaśpiewała pani Zosia z opiekunkami, pan Kazik zaśpiewał kolędę „Z narodzenia Pana”. Ja wyrecytowałam wiersz „Smutne oznaki starości”. Nie chwalę się, ale wzruszyłem gości i otrzymałem gromkie brawa. A muszę też przyznać, że teraz, na starość, ciężko uczyć się na pamięć. Wszyscy dostaliśmy dyplomy i upominki. Po części artystycznej był uroczysty obiad i tańce. Tańczyłem, a jakże! Były takie fajne bliźniaczki z Łomży. Jak się do mnie przyczepiły, to ratunku nie było, trzeba było tańczyć. Ryszard Abramowicz szczególnie podkreślał wkład „pani Ani”, muzykoterapeutki, która przygotowywała mieszkańców siemiatyckiego PDPS do występu: - Bardzo zdolna kobieta jest. Mieszkańcy bardzo ją lubią, całują. Jak tylko drzwi do świetlicy otwiera, zaraz wszyscy są, chcą ćwiczyć, śpiewać. Ja nadal gram na gitarze. Muszę. Już nie narzekam, palce się przyzwyczaiły. - Kiedyś dużo podróżowałem - wspomina Abramowicz. - We Francji mieszkałem dwa lata. Właśnie, przy okazji, chciałbym zaapelować do pewnego mężczyzny, któremu pożyczyłem w Syczach mój album z Francji. Staliśmy pod sklepem. Pożyczyłem album, bo ten człowiek mówił, że chce jechać do Francji, pozwiedzać. A ten album to moja pamiątka z miejsc, które zwiedziłem. Żab nie jadłem, ale ślimaki to mi smakowały. Dobre były też krewetki i ostrygi. Nie, nie wymagam, żeby dyrektor zorganizował nam wycieczkę do Francji, ale na przykład do Liwa mógłby. To niedaleko, ładny zamek jest, pole namiotowe...
Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. arch. PDPS
Komentarze