Reklama

Pamięci żołnierzy podziemia

20/05/2010 23:18
Szlakiem poległych żołnierzy Armii Krajowej ruszył 9 maja korowód bryczek ze wsi Niemyje Nowe, gm. Ciechanowiec. Inicjatorem uroczystości, którą rozpoczęła msza w miejscowym kościele, był prezes koła jeździeckiego GEPARD w Ciechanowcu, Tomasz Miliszkiewicz.

          - To już drugi marsz patriotyczny śladami AK na tych ziemiach. Kiedyś w tych lasach działał oddział partyzancki Władysława Łukasiuka „Młota”. I w tych okolicach są groby poległych żołnierzy podziemia, które chcemy odwiedzić – powiedział pan Tomasz.
          - Dlaczego Niemyje Nowe? Dlaczego uroczystość robicie tutaj?
          - Trzeba budować poczucie patriotyzmu w najmniejszych wspólnotach lokalnych. I dlatego im mniejsza miejscowość, tym ważniejsza jest sprawa, aby do nich przyjechała reprezentacja całego województwa i całej ziemi podlaskiej – dodał Gniewomir Rokosz Kuczyński, prezes Europejskiego Centrum Rozwoju Demokracji Lokalnej.



          Mszę święto odprawili księża: prałat Roman Wodyński, Jarosław Przeździecki i Tadeusz Czyżyk. W nabożeństwie, oprócz osób starszych, uczestniczyła także młodzież. Monikę i Ewę, dwie młode mieszkanki wsi Niemyje Nowe, zapytałem o to, czy wiedzą kim był Młot.

          - Młot? Był chyba ważną osobą. Może był związany z hodowlą koni? Wiem, że w Czajach jest jego pomnik.
          - A pan może coś pamięta? O czymś, co nawiązuje do dzisiejszej uroczystości – to pytanie skierowałem do osoby starszej. 71-letni Aleksander Niemyjski przyjechał na mszę na wózku inwalidzkim.
          - Trochę pamiętam Młota. Był człowiekiem zasadniczym. Za jakieś przewinienia karał ostro, niekiedy kula w łeb. Ale wiem z opowieści, że zasłużył się w walce z Niemcami i komuną. W jego oddziale dużo było ludzi z okolicznych wsi, na przykład z Wyszonek, Kostrów. A co więcej pamiętam? Bywał u nas, nikogo nie ruszał. A jak jeść chciał, to za to płacił pieniędzmi.



          Oprócz pięknych koni należących do Tomasza Miliszkiewicza, swoimi bryczkami pochwalili się okoliczni mieszkańcy.
          - Czy ten pojazd to robota własna?
          - Nie. To przedwojenna robota. Dużo tutaj detali z odzysku. Wykonanie z naszego polskiego drzewa i dlatego wygląda jak nowa. Nigdy nie odmawiam, gdy trzeba nią gdzieś pojechać. Nawet na wesela – odpowiedział Jan Dłuski z Łuniewa.

          Jacek Piotrowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama