Oszpecanie miasta trwa - mówią o sposobie przycinania drzew siemiatyczanie. Podają ostatni przykład tego, co dzieje się pod okiem burmistrza i urzędników z urzędu miasta na Placu Jana Pawła II. - Z lip pozostały kikuty z lichymi odrostami.
W większości zostały albo ogłowione, czyli pozbawione koron w 60-80 procentach albo wręcz zniszczone, czyli pozbawione koron całkowicie - oceniają dendrolodzy, którym wysłaliśmy fotografie drzew (pytanie czy jeszcze drzew?).
To jest chore Ręce opadają - komentuje jeden z czytelników. - Każdy leśnik potwierdzi, że nie ma to nic wspólnego z profesjonalnym kształtowaniem koron. Drzewa np. przy ul. Pałacowej i synagodze to jedyne w blokowisku źródło cienia, chroniące dodatkowo przed kurzem i hałasem. Co się dzieje z tym miastem? Wszędzie bezsensowne działania urzędników albo bierna apatia. Jak człowiek chce się sprzeciwić, to musi latać i zbierać podpisy. To jest chore. Nasz czytelnik sugeruje, że nadgorliwość specjalistów od wycinki ma wymierne, finansowe podłoże: - Nic dziwnego, że tyle tną, skoro potem starannie pilnują, żeby zebrać wszystko - tłumaczy. Niszczenie dzień po dniu Nie ma dnia, by zbulwersowani siemiatyczanie nie przychodzili do redakcji „Głosu Siemiatycz” i nie skarżyli się na wycinkę i na sposób przycinania drzew. Temat oszpecania miasta przewija się także wśród przechodniów siemiatyckich ulicach. Adam uczeń LO mówi: - Dorośli uczą nas czegoś innego, a robią całkiem odwrotnie - oczyszczalnia śmierdzi, zalew śmierdzi, a jeszcze miasto wycina drzewa. Podobne zdanie mają przyjezdni. Pan Dariusz Kuczyński, przedstawiciel ogólnopolskiej firmy z Warszawy, który zaparkował na rondzie skomentował przycinkę drzew w centrum Siemiatycz: – Krajobraz rodem z Czarnobyla. Ciekawe, czy będziecie mieć zielono – zastanawia się. – Chyba wiosna w tym roku do waszego miasta nie zajrzy. Źle to robią - Taki sposób nieprawidłowego, często zbyt radykalnego przycinania drzew, znamy już doskonale z innych miast. Niestety, nie szanuje się zieleni. Z ustawy o ochronie przyrody wynika, że rada gminy jest zobowiązana zakładać i utrzymywać w należytym stanie tereny zieleni i zadrzewienia. Tymczasem od wielu lat kontynuuje się błędną praktykę "zabiegów pielęgnacyjnych" w koronach dojrzałych drzew, które niejednokrotnie kończą się ich śmiercią. Nie prowadzi się świadomej gospodarki zielenią, czyli takiej, której celem jest ukształtowanie dopiero po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach jej właściwej struktury - twierdzi Irena Chrostowska, rzeczoznawca ds. ochrony środowiska Naczelnej Organizacji Technicznej.
Jeśli wiosną temperatura gwałtownie wzrośnie, to drzewa nie zdążą wypuścić liści, a to zaś sprawi, że umrą i będą się nadawały do wycinki. Ale może o to właśnie chodzi?
Marcin Korniluk, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MK
Komentarze