Siemiatycki „nowy” cmentarz parafialny. W alejce tuż pod starym murem okazały grób rodzinny Leszczyńskich herbu Wieniawa, gospodarzy z kolonii Bocianka w pobliżu Kajanki w gminie Siemiatycze. Leżą w nim Bolesław ( zm. w 1949r. ) i Anna ( zm. w 1961r.) a także jeden z ich synów. Przy jego nazwisku zdjęcie młodego chłopaka i napis „Józef Leszczyński 1926–1946 żołnierz WiN walczył o wolną Polskę zamordowany 13.12.1946r.”
Rodzina gospodarzyła na 28 ha ziemi. Była od pokoleń zaangażowana w działalność patriotyczną. Józef, nastolatek, podobnie jak jego ojciec Bolesław i bracia, był żołnierzem Armii Krajowej. Z przekazów rodzinnych wynika, że Józef i Stanisław należeli do oddziału, a Franciszek i Jan byli w wywiadzie.
W okresie okupacji niemieckiej przez prawie dwa lata, do wkroczenia Armii Czerwonej w lipcu 1944r., pomagali z narażeniem życia swojego i swoich bliskich żydowskim uciekinierom z getta w Siemiatyczach, którym udało się uniknąć wywiezienia do obozu śmierci w Treblince po likwidacji getta jesienią 1942 r. – rodzinom Feldmanów, Fuchsów i Grodzickich (łącznie trzynaście osób) którzy, nic o sobie wzajemnie nie wiedząc, ukrywali się w ziemiankach na terenie ich gospodarstwa. Wszyscy ukrywający się przeżyli i niedługo wrócili do Siemiatycz, gdzie przez jakiś czas pozostali.

Miriam Kuperhand z Grodzickich, jedna ocalonych, pisząc o ukrywaniu ich przez Leszczyńskich, znalazła również miejsce na wspomnienie o Józefie, wtedy nastolatku, który na ich prośbę pomógł innym uciekinierom żydowskim w zaopatrzeniu się w amunicję, na wypadek, gdyby musieli zbrojnie bronić się przed Niemcami i aby mogli łatwiej dostać się do oddziału partyzantów („Shadows of Treblinka”, University of of Illinois, 1998).
Wzmianka o Józefie znalazła się również w relacji cytowanej w wydanym niedawno opracowaniu naukowym „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”: „Jeden z młodych Leszczyńskich, Józek, należał do podziemia i odegrał istotną rolę w ratowaniu Żydów – u niego szukał wsparcia ojciec w dniach zmęczenia, zwątpienia czy załamania. Gdy córka sąsiadów przypadkiem odkryła leśny bunkier, Józek zapowiedział jej, że komukolwiek o tym powie, puści dom jej rodziny z dymem. Do końca nikt nie zdradził kryjówki”.( t.1, s. 134, W-wa, 2018).
Po wojnie, Józef, jak wielu młodych chłopców z AK na tym terenie, zasilił szeregi Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN), przyjmując pseudonim „Krzak”.
W 1946r. Feldmanowie i Grodziccy przenieśli się do w Łodzi i wspólnie otworzyli warsztat garbarski. Józef na krótko do nich dołączył, bowiem w podziękowaniu za pomoc w czasie wojny uczyli go rzemiosła. Jesienią wrócił do domu w Bociance.
Aresztowanie i wyrok
W dalszej części artykułu posiłkujemy się aktami udostępnionymi redakcji przez Oddział IPN w Białymstoku (Dr 113/46 WSR w Białymstoku (IPN Bi 212/407)
3 listopada 1946r do gospodarstwa Leszczyńskich wkroczyli funkcjonariusze UBP z Siedlec prowadzący operację zwalczania na tym terenie struktur Zrzeszenia „ Wolność i Niezawisłość” (WiN)– polska cywilno-wojskowa organizacja konspiracyjna założona w 1945r. w Warszawie - przyp.. MAN).
20–letni wtedy Józef został aresztowany. W tym samym czasie w pobliskiej wsi Zabłocie aresztowano Antoniego Karpińskiego (o nim napiszemy w osobnym artykule – przyp. MAN), oskarżając go o wymuszanie kontrybucji na rzecz podziemia.
Podczas rewizji na terenie gospodarstwa ubecy znaleźli broń i amunicję. W protokołach stwierdza się, że poza bronią znaleziono również dwie kartki – jedną z piosenkami określonymi przez ubeków jako „antypolskie” oraz drugą z „zagadkowymi konspiracyjnymi pytaniami i odpowiedziami”, a „w sianie w chlewie worek męskich ubrań”.
Józef został zabrany do aresztu znanego z bestialskich metod Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Bielsku Podlaskim. W śledztwie, broniąc się, twierdził, że został zwerbowany do WiN kilka tygodni wcześniej przez Andrzeja Tworkowskiego ps. „Żbik”. Zeznał przed oficerem UB, że „przyjechał do mnie rowerem i oświadczył, że muszę wstąpić. Powiedział, że nazywa się ona WiN i że jest to ta sama organizacja, co przedtem była AK”. Nie złożył przysięgi, miał to uczynić za dwa tygodnie. Niedługo później dostał na przechowanie trochę broni i amunicji, które ukrył pod kłodami drewna na budulec.
Ubecy próbowali oskarżyć go u udział w wymuszeniach kontrybucji, ale bezskutecznie. Wyjaśniał, że nie brał udziału w żadnych akcjach, chociaż słyszał o wymuszaniu kontrybucji i przejmowaniu pomocy z UNRRA.
W raporcie informacyjnym za listopad 1946r. prezes obwodu WiN Bielsk Podlaski por. J. Trusiak „Korycki” stwierdził, że Antoni Karpiński i Józef Leszczyński zostali wsypani przez żołnierza NZW ps. Lew, który zbiegł z oddziału „Burego” (za: K. Krajewski, T. Łabuszewski, „Łupaszka”, „Młot”, „Huzar”, Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (1944 – 1952), Volumen, Warszawa 2002, s. 627).
Został oskarżony o czynny udział nielegalnej organizacji WiN, usiłującej przemocą zmienić demokratyczny ustrój Państwa Polskiego i nielegalne posiadanie broni (art.86 ust. 2 kodeksu karnego Wojska Polskiego).
Rozprawa przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Białymstoku („sąd na kółkach”) przeciwko Antoniemu Karpińskiemu i Józefowi Leszczyńskiemu odbyła się na sesji wyjazdowej w Milejczycach 19 listopada 1946r. (nie zdołaliśmy ustalić miejsca tej rozprawy – przyp. MAN). Przewodniczył jej znany wówczas jako „sędzia – śmierć” Włodzimierz Ostapowicz. Spędzono na nią okolicznych mieszkańców ( w notatce na protokole rozprawy mowa jest o obecności „350 osób miejscowej ludności” i starosty bielskiego Stanisława Woźniaka). Trwała 5 godzin, od godz. 15. Wyrok ogłoszono zaraz po godz. 20.
Na rozprawie wystąpił świadek o nazwisku Edward Piwowarski (niewykluczone, że to właśnie on był wspomnianym wcześniej denuncjatorem, żołnierzem zbiegłym z oddziału NZW „Burego” ps. „Lew” – przyp. MAN). Zeznał: „ Ja należałem do NSZ …. W grudniu 1945r. przechodziłem z dowódcą bojówki „Jordanem” (Wacław Jodłowski – przyp. MAN) przez wieś, w której mieszkał brat oskarżonego Franciszek (późniejszy długoletni kapłan diecezji siedleckiej, pochowany na cmentarzu w Siemiatyczach – przyp. MAN) i wstąpiłem razem z dowódcą do domu oskarżonego Leszczyńskiego. W domu był oskarżony jak również jego brat Franciszek, ten właśnie, który uczył się na księdza i w tym czasie zwrócił się do „Jordana”, aby zwolnił go z dowodzenia plutonem organizacji „NSZ”, gdyż nie ma czasu albowiem uczy się na księdza. Wówczas „Jordan” powiedział, że tymczasowym dowódcą będzie oskarżony, na co ten oskarżony wyraził swoją zgodę”.
W konfrontacji na rozprawie Józef Leszczyński potwierdził, że taka rozmowa odbyła się, ale brat Franciszek nie zgodził się, ponieważ uważał, że Józef „ ma za długi język” i „jest do takich spraw za młody”. I tego dowodzenia nie objął. E. Piwowarski podtrzymał jednak swoje zeznanie, że Józef zgodził się zostać dowódcą plutonu. Dodał, że rozmowa miała miejsce w okresie wielkanocnym.
Obaj oskarżeni zostali skazani na karę śmierci.
Już dwa tygodnie później, 2 grudnia - podobnie, jak w ogromnej większości podobnych spraw - ówczesny prezydent B. Bierut postanowił nie skorzystać z prawa łaski.
Obaj zostali straceni w więzieniu w Białymstoku tego samego dnia - 13 grudnia 1946.
Z przekazów rodzinnych Leszczyńskich wynika, że wyrok na Józefie wykonano niemal natychmiast, w obawie, że „przyjadą po niego Żydy”. Ocaleni Grodziccy rzeczywiście próbowali interweniować i go ratować, ale dotarli do Białegostoku za późno.
(zob.https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/wiecej-o-rodzinie-leszczynskich).
Po latach, 20 stycznia 1992r. Sąd Wojewódzki w Białymstoku, na wniosek brata, unieważnił ten wyrok, uznając, że Józef „działał na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.
W 1997r. pośmiertnie, wraz z rodzicami i rodzeństwem, za pomoc Żydom podczas okupacji niemieckiej, otrzymał odznaczenie Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata przyznawane przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem w Jerozolimie.

Trudno pogodzić się z faktem, że na cmentarzu w Siemiatyczach jest grób zamordowanego w więzieniu, skazanego przez komunistów na śmierć młodego chłopaka żołnierza AK a potem WiN, który oddał życie za wolną Polskę (nawet, jeśli tylko symboliczny, jako że zwłok po wykonaniu wyroku śmierci z reguły nie wydawano rodzinom; może w tym przypadku wyjątkowo było inaczej? Tego nie wiemy) a nikt o tym dotychczas jeszcze publicznie nie wspomniał.
I obok niego jego bohaterscy rodzice. To jeden z ważnych grobów na siemiatyckim cmentarzu, który powinien stanowić miejsce pamięci. A los Józefa Leszczyńskiego i jego rodziny powinien być opowiadany na lekcjach historii.
Marek Antoni Nowicki, współpraca: Eleni Kryńska, fot ek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kajanka - miejsce postojowe ze zrabowanymi końmi okolicznym chłopom,przed przerzutem przez Bug. Z Kajanki przychodzili po kontrybucję, jeden został na stałe w Moszczonie Pańskiej.W lesie Zabłockim ,jeszcze rosnie Dąb gdzie trzeba było zostawiać, kontrybucję aby przeżyć .Noce były najgorsze,czekało się,Przyjdą czy Nie......byle do rana.
Dużo ładniej brzmi "walczyli o niepodległy byt Państwa Polskiego". Ciekawe, czy ten pan nie miał ofiar na sumieniu...
czy żołnierze AK nie bronili ludności? w artykule jest mowa o nijakim Andrzeju Tworkowskim z Slowiczyna ?
W 1946 życie było piekłem.Jadło się ( lebioda i obierki jak były) Okolicznych Chłopów nie stać było na środki transportu, chodzili pieszo ,na boso lub w dziurawych butach,odziani serdakiem.Kożuchy zabrali ,nie Niemcy nie Ruscy - a sąsiedzi z okolicznych wsi.Dlaczego ?
Cenzuro prawda Cię wyzwoli.
Kajanka - miejsce postojowe ze zrabowanymi końmi okolicznym chłopom,przed przerzutem przez Bug. Z Kajanki przychodzili po kontrybucję, jeden został na stałe w Moszczonie Pańskiej.W lesie Zabłockim ,jeszcze rosnie Dąb gdzie trzeba było zostawiać, kontrybucję aby przeżyć .Noce były najgorsze,czekało się,Przyjdą czy Nie......byle do rana.
Dużo ładniej brzmi "walczyli o niepodległy byt Państwa Polskiego". Ciekawe, czy ten pan nie miał ofiar na sumieniu...
czy żołnierze AK nie bronili ludności? w artykule jest mowa o nijakim Andrzeju Tworkowskim z Slowiczyna ?