Reklama

O sztuce Jarosława Wiszenki - Światło przychodzi ze Wschodu

23/12/2009 12:23
Rok 2010 został ogłoszony Rokiem Chopinowskim. Dobiegają już końca prace w miejscach związanych z tym kompozytorem. Wprawdzie w Siemiatyczach Chopin nie bywał, więc my przygotowywać się do obchodów nie musimy, ale warto wiedzieć, że będziemy mieli też w nich swój udział za sprawą mieszkańców naszego powiatu.

          Uchwałą Sejmu RP z dnia 9 maja 2008 roku, rok 2010 ustanowiono rokiem Fryderyka Chopina – w związku z przypadającą w nim dwusetną rocznicą urodzin artysty. Ten jeden z największych artystów w historii kultury polskiej i światowej odegrał także wyjątkową rolę w kształtowaniu się świadomości narodowej Polaków, nic więc dziwnego, że w wielu miejscach naszego kraju trwają przygotowania do obchodów Roku Chopinowskiego. Rozpoczęte w niektórych miejscach z ogromnym rozmachem inwestycje, zbliżają się ku końcowi. I tak możemy podziwiać już warszawskie Muzeum Fryderyka Chopina w zabytkowym Zamku Ostrogskich na Tamce czy chociażby odrestaurowane lub odnowione obiekty związane z tym artystą w Żelazowej Woli czy Brochowie.
          Dlaczego o tym piszemy? Wprawdzie Chopin w Siemiatyczach nie bywał i samo miasto prawdopodobnie nie specjalnie będzie pamiętać o Roku Chopinowskim, to jednak w przygotowaniach do tych obchodów mamy swój udział za sprawą mieszkańca naszego powiatu. Jest nim Jarosław Wiszenko, który włożył wiele pracy, by prace konserwatorskie w kościele św. Rocha w Brochowie (województwo mazowieckie, powiat sochaczewski) zakończyły się w terminie. Kościół ten w istotny sposób związany był z historią rodziny Chopinów, zamieszkałą w pobliskiej Żelazowej Woli. To w tej świątyni wzięli ślub rodzice Fryderyka Chopina, a on sam został tu ochrzczony.
          Wiele prac konserwatorskich w tym kościele prowadził Jarosław Wiszenko i dlatego właśnie postanowiliśmy przybliżyć nieco jego sylwetkę.


          Biogram Jarosław Wiszenko, siemiatyczanin mieszkający od lat w Mielniku, absolwent siemiatyckiego LO, od najmłodszych lat interesował się z malarstwem i stykał się z nim na co dzień, ponieważ jego ojciec, Leonidas Wiszenko, był znanym miejscowym malarzem. Już jako dziecko wykazywał się talentem plastycznym – kiedy miał 7 lat otrzymał wyróżnienie w konkursie rysunkowym na projekt znaczka pocztowego „Jak sobie wyobrażam pracę milicjanta” (konkurs zorganizowano z okazji XXV rocznicy powstania MO).
          Młody Wiszenko ukończył architekturę na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej (dyplom pod okiem profesora Macieja Gutowskiego. Naukę kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie ukończył studia na Wydziale Grafiki (pracownia prof. Haliny Chrostowskiej i malarstwo u prof. Teresy Pągowskiej). Szukając inspiracji do swoich prac w zakresie sztuki sakralnej, sięga do najstarszych wzorców – sztuki greckiej i bizantyjskiej.
          Malarstwo i grafika to nie jedyne dziedziny sztuki, którymi artysta zajmuje się na co dzień. Należy wymienić tu także malarstwo ścienne, ceramikę czy pozłotnictwo, z którym ostatnio miał najwięcej do czynienia. Jest jednym z nielicznych w Polsce specjalistów tradycyjnego pozłotnictwa, dlatego też w mijającym roku pracował nad częściową rekonstrukcją manierystycznego ołtarza bocznego do obrazu Jezusa Miłosiernego w kościele w Brochowie oraz całkowitą rekonstrukcją ambony w tej świątyni.
          W tym miejscu trzeba też dodać, że wykonawcą snycerskich elementów rekonstrukcji do tego kościoła jest siemiatycki rzeźbiarz, Wieczysław Szum.

          Znany nie tylko na Podlasiu
          Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że osiągnięcia Wiszenki w sztuce sakralnej są ogromne. Jest on bowiem autorem polichromii w wielu cerkwiach i kościołach w całej Polsce (wystarczy tu wspomnieć chociażby o polichromii w cerkwi w Grabarce czy też wyjątkowej Drodze Krzyżowej w kościele pw. Chrystusa Sługi w Ełku). Sam artysta rzadko bierze udział w wystawach malarskich, przeważnie nie ma na to czasu. Polichromia i pozłotnictwo wydają się zajmować go bez reszty. I choć o jego osiągnięciach nie trąbią media, to jednak warto wiedzieć, że jego prace codziennie podziwiają tysiące ludzi w wielu świątyniach katolickich i prawosławnych w Polsce.
          W 1998 roku Jarosław Wiszenko otrzymał Nagrodę Brata Alberta Adama Chmielowskiego za szczególne osiągnięcia w dziedzinie kultury i sztuki sakralnej oraz działalności społecznej, gospodarczej i ekumenicznej.
W wolnych chwilach, kiedy nie zajmują go sztuki plastyczne, jak na artystę przystało zajmuje się muzyką i... niecodziennym dość hobby, jakim jest uprawa winorośli. To temat na odrębny artykuł, o chyba jedynej winnicy w naszym powiecie.
          O sztukach
          O początkach w dziedzinie pozłotnictwa mówi:
          - Musiałem nauczyć się pozłacać, ponieważ niektóre elementy w ikonach tego wymagały. Więc żeby nie wozić do specjalistów, sam opanowałem odpowiednią technikę. Stosuję technikę klasyczną połyskową – złocenie na pulment. Tego nie można nauczyć się z książek. Tu niezbędne jest takie podejście jak w każdym innym rzemiośle – idziesz do rzemieślnika w termin i ileś tam czasu przyglądasz się, zanim dostaniesz swoją pierwszą pracę. Ja miałem świetnego nauczyciela, który złocił też elementy w kościele w Siemiatyczach. Był to pan Henryk Ścipień. Uczył się on u lwowskich pozłotników przedwojennych, którzy sami płatki złota kuli. Złocił Łazienki, Zamek Królewski i kościół św. Krzyża w Warszawie oraz Grabarkę – tam się zresztą poznaliśmy. Nad ołtarzem, amboną i wielką, portykową ramą do kościoła w Brochowie pracowaliśmy wspólnie z zięciem, Jędrkiem Ziółkowskim, pięć miesięcy. Zajęło nas to właściwie bez reszty. Od 6.00 rano do 23.00 każdego dnia. Jest to bardzo pracochłonne i męczące zajęcie, dlatego wolę malować ściany, choćby z tego powodu, że w pozłotnictwie siedzisz na miejscu, wcale się nie ruszasz i pracują tylko ręce. Przy polichromii jest dużo ruchu, chodzenia po drabinach, na wysokościach. To jest po prostu zdrowsze dla ciała i dla ducha.
          - Które ze swoich prac uważasz za swoje największe osiągniecie w dziedzinie sztuki sakralnej?
          - To jest tak, jak z miłością do najmłodszych dzieci – ostatnie realizacje. Cały czas staram się doskonalić rzemiosło, nieustannie się rozwijać warsztatowo i duchowo, więc mam nadzieję, że najlepsze są właśnie moje ostatnie prace.
          - Jakiego rodzaju sztuka sakralna najbardziej Ciebie inspiruje i dlaczego?
          - Paradoksalnie najwięcej inspiracji czerpię ze sztuki współczesnej. Co prawda w ostatnim czasie można zaobserwować kryzys idei artystycznych na świecie, komercjalizację sztuki, lansowanie tzw. „nazwisk” i „osobowości”, jednak zawsze mogę znaleźć coś prawdziwego, jakiś fenomen, zjawisko jednostkowe takie jak np. Gierowski czy Tarasewicz. Moje inspiracje historyczne to wszystko to, co się działo w sztuce w kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej, poczynając od sztuki późnego antyku do protorenesansu. A więc: malarstwo pompejańskie, portrety fajumskie, chrześcijańska sztuka przedkonstantyńska (malarstwo katakumbowe), ikona synajska, malarstwo sieneńczyków, bałkańskie malarstwo okresu renesansu Paleologów.
          - Czy tego rodzaj twórczość powoduje, że czujesz się bliżej spraw duchowych, transcendentalnych?
          - W mojej pracy czuję się człowiekiem średniowiecza, które wcale nie było takie mroczne. Mam bizantyńskie DNA. Pracując w określonej, historycznej konwencji, mogę przenieść się w czasie. Często malując z Giotta scenę biblijną, kopiując ornament, fragment architektury czy zestawienie kolorów, czuję się jakbym malował razem z nim i był uczniem mistrza z Florencji. Bardzo lubię Giotta, który mimo tego że „wyzwolił sztukę ze skostniałych schematów bizantyńskich”, a jego dzieła zapowiadają nadejście renesansu, jest dla mnie przedstawicielem sztuki Wschodu. Giotto był uczniem Cimabue’go, a Cimabue uczył się… w Grecji. Ex oriente lux!
          - Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

          Ewa Magdalena Iwaniak, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI i Jarosław Wiszenko

          Na zdjęciu: Jarosław Wiszenko prezentuje agatowe gładziki służące do polerowania pozłoconej powierzchni.
          Fragment polichromii w kościele pw. Archanioła Michała w Białej Podlaskiej, autorstwa Jarosława Wiszenki, przedstawiający Boże Narodzenie wg Duccia.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama