W jednej z piekarń w naszym powiecie (w trakcie jest postępowanie w sądzie pracy - właścicieli nie uznano winnymi, dlatego nie podajemy nazwy piekarni) według byłego już pracownika łamane są prawa pracowników:
Upomniałem się o swoje - Nie są płacone nadgodziny, praktycznie o każdą godzinę trzeba się wykłócać - mówi nasz Czytelnik, który podał pracodawcę do sądu. - A kiedy upomniałem sie o swoje, zaczęto mnie szykanować. Byłem zamykany w zakładzie, nie mogłem wyjść na papierosa na zewnątrz ani do kotłowni - wszystkie drzwi były pozamykane, miałem być tylko tam, gdzie pracowałem. Przeniesiono mnie też na stanowisko gospodarcze, takie porządkowe, zdegradowano po prostu. Kiedy sytuacja się nie zmieniła i w kolejnym miesiącu znów musiałem kilkakrotnie upominać się o zapłatę za nadgodziny i pracę w nocy, nie wytrzymałem i złożyłem wymówienie. Pracodawca natychmiast wręczył mi zwolnienie dyscyplinarne. Za co? Chyba za to, że dbałem o swoje interesy i nie dałem się wykorzystywać. Oczywiście nie wypłacił mi nadgodzin, ani nie zapłacił za pracę nocną. Poszedłem z tym do sądu. Do tej pory odbyło się już 8 rozpraw. Na razie zyskałem zmianę świadectwa pracy, że to ja wypowiedziałem umowę, ale nadal mam niezapłacone nadgodziny i dodatek za pracę w nocy i w niedzielę. Poza tym oskarżyłem pracodawcę o mobbing.
Do pracy, by wypić piwo? Nasz Czytelnik nie kryje rozgoryczenia, jeśli chodzi o zeznania świadków, ale też rozumie tych, którzy nadal w piekarni pracują: - Tak się składa, że byli pracownicy potwierdzają moje zeznania, ci, którzy pracują, boja się utraty pracy, boją się szykan ze strony pracodawcy. Ale też bezsensownie się tłumaczą. Na przykład tłumaczenie świadków jest takie, że oficjalnie pracę zaczynają o godz. 21.00, a do piekarni przychodzą na godz. 19.00, by... napić się kawy! I że prace kończą też o 4.00 rano, a do 6.00 siedzą sobie, żeby porozmawiać albo piwa się napić w niedalekim sklepie, bo o 6 sklep otwierają. Nawet sędzina się roześmiała, że wniosek z tego taki, że w piekarni jest rozpijanie pracowników. Biegła księgowa się nie zna Nasz Czytelnik twierdzi, że w jego byłym miejscu pracy pracuje się w dni powszednie od godz. 19.00 do 6.00 rano dnia następnego, z piątku na sobotę od 17.00 do 8.00 rano: - Najgorzej jest przed świętami, wtedy praktycznie z piekarni się nie wychodzi. Sąd powołał biegłą księgową do wyliczenia godzin nadliczbowych, ale mój były pracodawca zakwestionował jej wyliczenia i powiedział, że on sam sobie przelicza godziny, ma swoją interpretację „godzin pracy”. I na przykład wg niego to, że zaczynałem pracę w niedzielę, a kończyłem w poniedziałek, to była to praca poniedziałkowa, a nie niedzielna. Damsko - męskie: toaleta i prysznic Nasz Czytelnik złożył oficjalne pismo do PIP z prośbą o kontrolę u byłego pracodawcy. W piśmie, oprócz tego, o czym nam opowiedział, podkreśla to, że w zakładzie pracy brak jest pomieszczenia socjalnego, jest tylko jedna ubikacja i jeden prysznic, a na zmianie pracują jednocześnie i mężczyźni i kobiety. Zdaniem byłego pracownika piekarni brak jest prawidłowej dokumentacji ewidencji czasu pracy, list obecności: - Sam też podpisywałem listę obecności tylko przez jeden miesiąc, kiedy miałem umowę interwencyjną, czyli byłem skierowany z prac interwencyjnych przez urząd pracy. Wtedy pracodawca musiał się rozliczyć z urzędem, żeby dostać dofinansowanie. To podpisywanie też było hurtowe - za jednym zamachem podpisałem wszystkie dni obecności w ciągu miesiąca. Wiem, źle robiłem, ale kto wiedział, że potem wyjdą z tego takie rzeczy? Potem też okazało się, że miesiąc czasu, na 3,5 miesiąca pracy w tej piekarni pracowałem bez żadnej umowy. O wynikach postępowania w sądzie i kontroli PIP poinformujemy. Chociażby ku przestrodze innych pracodawców, którzy łamią podstawowe prawa pracowników.
Komentarze