Jak mięso - to tłuste, jak alkohol - to tylko nalewka na spirytusie. No i dobry humor. To recepta na długowieczność pana Włodzimierza Barana z podnurzeckiej wsi Chanie Chursy, który 10 marca obchodził swoje setne urodziny.
Dobrze się trzyma Stuletni Włodzimierz Baran nie wygląda na swój wiek. Na twarzy ma mało zmarszczek, co - jak twierdzą córki - zawdzięcza długoletniej pracy na powietrzu. - Tata prowadził gospodarstwo rolne. To było jego główne zajęcie. Jak to w tamtych czasach było, trzymał prawie wszystko, konia, krowy, świnie - mówi pani Zinaida Sobolewska, córka. W 1940 r. pan Włodzimierz wraz z rodziną musiał opuścić nurzeckie strony. Jak mówi, wygnano jego rodzinę na Syberię, ale o pobycie w dalekiej Rosji nie chce dużo mówić. - Jakoś to przeżyliśmy - tak podsumowuje zsyłkę. Lepiej natomiast wspomina wcześniejsze rządy carskie, w większości znane mu z opowieści rodziców: - Jak znalazłem dwie kopiejki, to tyle cukierków mogłem kupić, że w kieszeniach mi się nie mieściły - mówi. Kiedy miał 27 lat, ożenił się. Od tamtej pory mieszka w Chaniach Chursach, dokąd przeniósł się z rodzinnej Wólki Nurzeckiej. Miareczkę spirytusu Córki pana Włodzimierza dodają, że ich ojciec nie przykładał wielkiej wagi do diety. - Styl życia? A jaki mógł on być w czasach powojennych i późniejszych? Różnie człowiek się odżywiał. Jadł to, co było i na co mógł sobie pozwolić. Czasami coś lepszego, a czasami tylko chleb - mówi pani Zinaida, też mieszkanka Chań. - Chudego mięsa to ja bardzo nie lubiłem - przyznaje jubilat. - Ale ogólnie to jadło się wszystko - tłuste żeberka, boczek. A jeśli chodzi o alkohol, to tylko dwa albo trzy razy w życiu byłem pijany. - Prawie zawsze do obiadu miareczkę spirytusu lub nalewki na spirytusie chlapnął. Dla zdrowotności. Mówił, że to mu poprawia krążenie - dodaje córka. A jak zniósł kończącą się zimę? - Zima? Jak wspomnę, to nie takie zimy się przeżyło i człowiekowi zimno nie było. Byle jak ubranym się chodziło i dobrze było - odpowiada jubilat. Mnóstwo wnucząt Zapytaliśmy pana Włodzimierza o liczbę jego wnucząt i prawnucząt. Nie był w stanie wszystkich wymienić. Z pomocą przyszła rodzina. Córki pana Włodzimierza naliczyły: 11 dzieci, 21 wnucząt, 28 prawnucząt i 4 praprawnucząt. - Jak za młodu ktoś by mi by powiedział, że stu lat dożyję, to nigdy bym nie uwierzył - dodaje na koniec. Najstarszy w gminie Jak zwykle przy takich rocznicach, do jubilata przyjechały delegacje z Urzędu Gminy w Nurcu Stacji i KRUS-u. Był szampan, tort i smaczne domowe potrawy. Wójt Piotr Jaszczuk wraz z kierowniczką USC Olgą Naumnik przywieźli listy gratulacyjne, kwiaty i podarunek. Pan Włodzimierz Baran jest najstarszym mieszkańcem gminy Nurzec Stacja.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze