Reklama

Na Rynku w latach 1960-tych. Wspomnienia z placu Wyzwolenia

Piekarnia Maksymiuków, znana była m.in. z rogali, słodkich bułek i chałek. Ich zapach i smak pozostaje w świadomości starszych Siemiatyczan do dzisiaj.

      Notatki o wschodniej pierzei 

     Wschodnia pierzeja starego Rynku, który do lat 90. Przez cały okres PRL nosił nazwę plac Wyzwolenia, przez długie lata po wojnie wyglądała w dużym stopniu tak, jak na początku XX w. i na zachowanych zdjęciach Jankiela Tykockiego z lat 1930 - tych. Bombardowania Siemiatycz przez Niemców w dniu wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej 22 czerwca 1941r. poważnie uszkodziły dwa budynki w środku pierzei, które w rezultacie zostały zrujnowane. Blizna po nich istniała przez całe lata po wojnie.  

Reklama

     Obok muru okalającego zabudowania klasztorne ciągnącego się aż do bocznego przejścia na teren kościelny, przed zamkniętą na głucho i zarośniętą chaszczami bramą do parku klasztornego stał kiosk spożywczy PSS. Tam zwykle kupowaliśmy oranżadę lub lemoniadę (w butelkach z ceramicznym korkiem z gumką lub… w proszku; musujący proszek rozrabialiśmy pod najbliższą pompą albo wsypywaliśmy do ust, zapijając wodą). Był tam też popularny wtedy „Płynny Owoc”, „Mandarynka”, cukierki na wagę: irysy, toffi, landrynki, herbatniki. Napoje pochodziły w miejscowej rozlewni. Było też oczywiście piwo w butelkach (jasne-pełne)

     Przy budynku biura PSS na rogu pojawiła się w pewnym momencie atrakcja! Zaczęto budować … fontannę. Była w kształcie kamienistego wzniesienia, z którego miała tryskać woda, otoczone to było małym zbiornikiem wodnym z betonowym murkiem. Czekaliśmy z niecierpliwością. Była szansa – tak się nam dzieciom, wydawało – że Siemiatycze zyskają dzięki temu bardziej miejski status: „miasta z fontanną”. Przez jakiś czas nawet lała się z niej woda, ale prawdziwą fontanną nigdy się nie stała, sprawiając nam tym spory zawód.

Reklama

     Ofiarą projektu fontanny, który okazał się niewypałem, padł otwarty tam wcześniej kiosk "Ruchu" i tablica informacyjna. Obok był wjazd do brukowanej uliczki  - "ułeczki", którą, na tyłach domów stanowiących pierzeję wschodnią Rynku,  można było przejechać aż do wyjazdu na ulicę Grodzieńską.   

     W pierwszych dwóch budynkach po tej stronie rynku na parterze były sklepy, w tym sklep spożywczy PSS, który w pewnym momencie stał się pierwszym w Siemiatyczach sklepem spożywczym … samoobsługowym. To już było coś, mniej więcej wtedy, kiedy pierwszy człowiek poleciał w kosmos. Były jednak kłopoty choćby z chlebem. Z tym miejscowa władza ludowa i PSS przez długie lata nie mogły sobie poradzić. Chleb był z piekarni PSS. Tam mojej babci, która starała się dopchać do bochenka chleba, pewnego razu połamali żebra.

Reklama

    Obok był sklep tekstylny. Oba charakteryzowały się ciągnącymi się w ich całej długości schodkami. 

     Dalej ciąg pożydowskich piętrowych domów komunalnych, w których mieszkali Bartołdowie, Rybałtowscy, Mazurkiewiczowie, Sudomirscy a tyłu Falkiewiczowie. A potem sklep żelazny GS z mieszkającymi na piętrze rodzinami Kaśkiewiczów i Moczulskich. Dalej wybudowany w końcu XIX w. dom Szapiro, kupiony w 1920r. przez Józefa Nowickiego i zamieszkany przez jego rodzinę a potem syna Antoniego z rodziną. Na piętrze (a od 1958r. na parterze) był zakład fotograficzny „A. Nowicki” (przed II wojną światową, do wejścia Sowietów, sklep ze skórami Anny Nowickiej) a tuż za nim sklep papierniczy, jedyny wtedy w mieście, nie licząc księgarni po drugiej stronie rynku. Na piętrze mieszkali Purowie a potem Demianiukowie.

Reklama

     Za nim na parterze fryzjerzy, obok siebie, przez ścianę, jakby nie istniała konkurencja. Chyba się jakoś uzupełniali: Mazurkiewicz i Stosiak. Na górze mieszkali Kuzebscy znani z szycia czapek. Za przejściem do "ułeczki" stał przedwojenny dom Żółtaka, po wojnie kupiony przez Adamowiczów. Na tyłach tego domu był warsztat naprawy motocykli i samochodów Stanisława Adamowicza. Na parterze chyba jedyny wtedy sklep spółdzielczy obuwniczy tzw "u Żerego".   Z tyłu Radomscy i  Trojanowscy.

     W "ułeczce" w miejscu i na ruinach starego muru klasztornego  stały drewniane szopy, chlewy i "sławojki" oraz, tam gdzie było to możliwe, maleńkie ogródki. W tej uliczce między brukowanymi rynsztokami, można było spotkać kury, indyki, gęsi, a z chlewów odgłosy świń.

Reklama

     Dalej, na niezabudowanej podmurówce, w miejscu jednej z kamienic zburzonych przez Niemców  22 czerwca 1941r.,  stał przez lata pokaźny kiosk z nabiałem należący do Spółdzielni Mleczarskiej. Tam przez długi czas było miejsce, gdzie można było kupić lody, serwowane nawet w pucharku przy stoliczku. Ale głównie mleko luzem, zanim wprowadzono szklane butelki, sery z miejscowej mleczarni. Potem zmieniał wiele razy przeznaczenie. Przez podmurówkę też można było przedostać się do "ułeczki". 

    Obok był kiosk "Ruchu", w którym przez lata kupowaliśmy gazety i czasopisma. Takie w tamtych czasach okno na świat. 

Reklama

    Za tą pozostałością po nalotach stał kolejny pożydowski piętrowy budynek a na jego parterze pierwsza i jedyna w mieście pralnia chemiczna. Dalej po schodkach na górę wchodziło się do biur Polskich Zakładów Zbożowych. Jako małe dziecko wspinałem się tam parę razy z dziadkiem Józefem, który przez jakiś czas po wojnie pracował tam jako księgowy. Od strony uliczki mieszkali tam m.in. Kruhlińscy i Sudnikowie, Piotrowscy.  

     Obok z początkiem lata rozstawiała się tam pani Skirkowa z dużą drewnianą beczką, w której była umieszczona konwia pełna lodów z PSS. Do dzisiaj uważam, że najlepsze, nakładane łyżką na wafel.  Codziennie można było liczyć na te lody.

Reklama

     A dalej, za przejściem, XIX wieczny dom parterowy a w nim zwykle w chmurze papierosowego dymu poczekalnia PKS oraz sklep spożywczy PSS, który wszyscy nazywali bardziej swojsko „U Bartoszewiczowej”. Stamtąd, nie wiem dlaczego, zapamiętałem bloki marmolady w drewnianych skrzynkach i roje os, które się przy nich kręciły.

    Na górze, pod dachem, mieszkali Boguszewscy i Brzezińscy a od strony "ułeczki" - Skirkowie. Dalej był parterowy dom Jakubowskiego, a w nim sklepik "Ruchu:, sklep chemiczny a na samym rogu mały zakład fryzjerski (Buśko).        

Reklama

      Na przeciwległym rogu, na początku ulicy Armii Czerwonej (dziś 11 listopada) na rozległym placu po uprzątnięciu gruzów kilku domów spalonych w trakcie ataku Niemców siemiatyckie dzieci miały skromne - ale jednak - jedyne w Siemiatyczach małe „wesołe miasteczko”, głównie różne huśtawki. Plac ten służył również za miejsce takich imprez, jak kilkakrotnie przybywająca do Siemiatycz popularna w tamtych czasach  tzw. "beczka śmierci" (popisy motocyklistów pędzących po wewnętrznych ścianach specjalnie skonstruowanej w tym celu wysokiej na wiele metrów beczki). Raz w tym miejscu stanął nawet objazdowy cyrk.   

    Wspomnienia o zachodniej pierzei 

Reklama

    Na rogu Rynku i ulicy Drohiczyńskiej piętrowy dom, w którym mieścił się sklep tekstylny Markowskich. Obok, jedyna w owym czasie księgarnia (państwowy Dom Ksiązki), którą w owym czasie kierował pan Drabiuk. Dalej piekarnia Maksymiuka, znana m.in. ze słodkich rogali, bułek i chałek. Ich zapach i smak pozostaje w świadomości starszych Siemiatyczan do dzisiaj. Sąsiadowała z uliczką kiedyś nazywaną Jatkowską, która za PRL została przemianowana na ulicę imienia działaczki komunistycznej Hanki Sawickiej.

     Później jej wylot na Rynek został zamknięty wybudowanym w tym miejscu budynkiem mieszkalnym. Dalej był dom, w którym przed wojną mieściła się herbaciarnia " U Hany". W centrum pierzei zachodniej był - jak dzisiaj i od stuleci - wylot ulicy Wesołej. Po drugiej stronie na rogu, w byłej piwiarni Kramera (który prowadził tam również wytwórnię wód gazowanych i rozlewnię piwa) był bar Gminnej Spółdzielni nazywany  potocznie barem "na schodkach", ze względu na schodki prowadzące do głównego wejścia, które bywalcom "po kilku piwach" często sprawiały wiele problemów a zdarzało się, że z nich boleśnie spadali. Ten charakterystyczny budynek nie zachował się, został rozebrany w 1971r. Dalej stały nowe, powstałe stopniowo -  w latach 1950 - tych i 1960 - tych w miejsce zniszczonych podczas wojny - piętrowe budynki prywatne. W jednym z nich na parterze znalazł miejsce pierwszy w Siemiatyczach sklep z odbiornikami radiowymi i telewizyjnymi. Prowadziła go  sieć Zakładu Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych (później, w 1970r. został przeniesiony do nowego pawilonu na rogu ul. Armii Czerwonej (dziś: 11 Listopada) i Świętojańskiej).  Na rogu Rynku i ul. Kilińskiego (stara Kapustna) był komunalny dom mieszkalny. 

Reklama

     Prywatne notatki o północnej pierzei 

     Na rogu ul. Ciechanowieckiej znajdował się drewniany dom,  w którym państwo Pawłowscy prowadzili sklep odzieżowy, była tam też kwiaciarnia. W latach 1970. po wybudowaniu na Kamionce "małego zalewu"  budynek ten został  tam przeniesiony.  Dalej stało kilka domów ze sklepami na parterze.

     W centrum  nadal, jak w czasach przedwojennych królowała  restauracja oferująca poza "schodkami" główny wyszynk w mieście. Przed wojną prywatna, potem przejęta przez Gminną Spółdzielnię (nazwy to Jadłodajnia później Jubilatka)  Jej popularność wynikała nie tylko z usytuowania przy Rynku  ale również z faktu,  że innych lokali nie było.  Były więc trzy wyjścia: można było upić się w domu, na świeżym powietrzu  (np. "pod lipą" przy klasztorze), albo właśnie w knajpie lub barze przy Rynku.  

    Obok, w piętrowym domu należącym przed wojną do Lejzora Hammerschlaba po wojnie przez lata mieścił się na parterze sklep masarski PSS i zakład fryzjerski GS, a na piętrze biuro Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Został rozebrany w 1973r.  

      Na rogu placu Wyzwolenia i ul. 1 maja (dziś: 3 maja), obok klasztoru i kościoła, na parterze i piętrze mieściła się od lat 1950. Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna (przedwojenny dom Rubina Monczara i jego spółki" Skup zboża" Monczer  i Szuster). Wejście dla czytelników było od Rynku a pracownicy mieli również wejście  od tyłu po schodkach pozostałych po firmie przedwojennego właściciela.  W końcu lat 1960- tych biblioteka została przeniesiona na ulicę Świerczewskiego (dziś: Pałacowa) i tam działała przez kolejnych około dwadzieścia lat. 

    I strona południowa

     Przy Rynku, nieopodal wjazdu w ulicę Armii Czerwonej ( dziś: 11 Listopada) stała budka, w której przez lata sprzedawał swoje bułki i inne pieczywo pan Maj. Z tą budką sąsiadował kiosk spożywczy PSS. Dalej stał pomalowany na czarno drewniany budynek w miejscu przedwojennej księgarni Ludwika Rycerza  a za nim drewniany otynkowany budynek, w którym mieścił się warsztat szklarski Zarzeckich (został rozebrany w 1973r.). Na wschodnim rogu ulicy Pałacowej przez lata działał kiosk "Ruchu",  jeden z dwóch na Rynku.

     Na drugim rogu w zabytkowym XIX wiecznym budynku działała apteka. Od  1929r., do czasu upaństwowienia jej po wojnie przez władze komunistyczne,  jej właścicielem był  wykształcony w Kijowie farmaceuta z Drohiczyna mgr Zygmunt Wasilewski. Potem "pan Magister" pozostał jako jej kierownik.  Budynek apteki  zburzono w latach 70. i zbudowano na jego miejscu  hotel dla pielęgniarek a następnie  znalazł tam swoją siedzibę  urząd miasta i apteka Cefarmu.

     W pewnym miejscu tej pierzei. pod charakterystyczną bramą, znajdował się brukowany wjazd na podwórko na zapleczu domu Aszkiniewiczów, którzy zajmowali tam mieszkanie na piętrze. Sylwester Aszkiniewicz był postacią nietuzinkową, wraz z żoną spędził pewien czas w Ameryce, za czasów carskich dosyć długo był jubilerem w dalekiej Odessie nad morzem Czarnym. Obok nich  mieszkali państwo Niemyjscy a na parterze szewc Rokicki. Dalej był sklep z zegarkami a także sprzedaż lodów.  

     Na tyłach, na rogu ul. Krótkiej, w budynku przedwojennego żydowskiego kina, działała tzw. szmaciarnia a więc miejsce skupu makulatury i innych surowców wtórnych, który prowadził pan Sawczuk.

   MAN 

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/11/2024 23:59
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Krzysztof Wilczyński - niezalogowany 2024-11-21 11:34:20

    Super dokładny i ciekawy opis przywołujący wspomnienia.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    B.Głowacki - niezalogowany 2024-11-22 09:45:31

    Dziękuję Autorowi. Powróciłem do Siemiatycz mojego dzieciństwa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • B.Głowacki - niezalogowany 2024-11-29 14:40:59

    Witam, dziękuję za zachętę. Podejmę próbę. Pozdrawiam.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama