Na przydrożnej łące rozbity samochód osobowy. Przy drodze ciało przykryte czarną folią. Jeden z mieszkańców Sieniewic, wsi, w pobliżu której doszło do wypadku powiedział, że na pobliskim łuku drogi nie raz dochodziło do podobnych wydarzeń.
21 lipca około godz. 20.50 dyżurny policji w Siemiatyczach otrzymał informację, że na trasie Drohiczyn – Miłkowice Maćki doszło do wypadku. Najprawdopodobniej osobowy Volkswagen Passat po wyjechaniu z zakrętu nie dostosował prędkości do warunków drogowych. Stracił panowanie nad pojazdem. Zjechał na lewą stronę drogi, a następnie do przydrożnego rowu, gdzie uderzył kolejno w dwa drzewa. Zarówno pasażer jak i kierowca wypadli z pojazdu. Pasażer, 36-letni mieszkaniec wsi Miłkowice Paszki doznał urazu głowy, licznych ran ciętych i ogólnych potłuczeń. Kierowca, 33-letni siemiatyczanin poniósł śmierć na miejscu. Zwłoki zostały przewiezione do zakładu medycyny sądowej w Białymstoku. Obaj nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa. Policjanci wyjaśniają wszelkie okoliczności tej tragedii – powiedział rzecznik prasowy siemiatyckiej policji, Grzegorz Gilar. - Nasi strażacy zastali tam rozbity samochód w przydrożnym rowie oraz dwie osoby leżące na jezdni. Oprócz wozu JRG z Siemiatycz w zabezpieczaniu i przeszukiwaniu terenu oraz jego oświetleniu brały udział OSP z Drohiczyna i Sieniewic. Na miejscu wypadku były dwie karetki pogotowia oraz dwa auta policji. Strażacy nie musieli używać specjalistycznego sprzętu, ponieważ dwóch poszkodowanych, prawdopodobnie podczas uderzenia w drzewo, wypadło z auta Volkswagen Passat – dodał zastępca dowódcy JRG, aspirant sztabowy Cezary Leoniuk.
Jeden z mieszkańców Sieniewic powiedział, że na tej drodze auta jadące z nadmierną prędkością to częsty widok. Nikt nie wyciąga odpowiednich wniosków z tragedii tych, którzy skończyli swoją życiową jazdę na którymś kilometrze drogi.
Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze