Stowarzyszenie Agroturystyczne „Puszcza Mielnicka” pod wodzą Jerzego Śnieżko wciąż nie pozwala sporej grupie mieszkańców zapaść w słodkie „nicnieróbstwo” w domowych pieleszach – w tygodniu pomiędzy 23 a 28 lutego zorganizowało aż dwa szkolenia – wyrobów ozdobnych ze słomy oraz przyrządzania domowych wyrobów wędliniarskich i wypieków.
Przez kilka dni dwie grupy entuzjastów, liczące po 10 - 12 osób, spotykały się w świetlicy przy remizie strażackiej oraz na zapleczu kuchennym szkoły, aby poznawać tajniki produkcji ciekawych wyrobów pamiątkarskich z tak niedocenianego w naszym regionie materiału, jakim jest słoma, a także „zdobywać szlify” w trudnej, acz bardzo smakowitej kulinarnej specjalności. Ale o wszystkim po kolei… Grupa zainteresowana wykonywaniem ozdób ze słomy przez trzy dni, pod okiem Ewy Bilkiewicz z Ośrodka Edukacji Regionalnej z Hołowna w województwie lubelskim, uczyła się jak z tak prozaicznego materiału uzyskać elastyczne, płaskie tasiemki o różnych szerokościach i kolorach, z których z kolei można wyplatać niemal wszystko, co tylko podpowie fantazja. Pani Ewa, zapytana o to, skąd pojawiły się u niej takie zdolności, odpowiedziała, że sama nabyła ich podczas szkolenia na Białorusi. U siebie, w Hołownie, pilnie doskonaliła nabyte umiejętności do czasu, aż uznała, że może się już nimi podzielić z innymi, co między innymi uczyniła na szkoleniu w Mielniku. W jej opinii grupa mielnicka była jedną z najbardziej zainteresowanych i najpilniej chłonących sekrety tej sztuki, z jakimi miała do tej pory do czynienia, a największym dla niej zaskoczeniem był Paweł Białobrzeski, który nie tylko okazał się „prymusem”, ale i potrafił wykonać identyczne ozdoby zarówno ze słomy, jak i z cieniutkiej, barwnej wikliny, czym wprawił w zdumienie wszystkich uczestników szkolenia! Drugą grupę było dość łatwo zlokalizować, bo smakowite zapachy, jakie towarzyszyły ich szkoleniu, prowadziły do niej „jak po sznurku”. Ta grupa zainteresowana była wykonywaniem domowych produktów żywnościowych, a jej instruktorką była Zenobia Zienkiewicz, na co dzień zajmująca się zawodowo sprawami kulinarnymi. W chwili, gdy pisałem te słowa, uczestnicy szkolenia mogli już się pochwalić wykonaniem takich wyrobów, jak faszerowane roladki, peklowana golonka, wędzone żeberka, pasztetowa, salceson biały i czarny, kaszanka, a na wiązanie i wędzenie czekały szynki i kiełbaski. Oprócz wyrobów wędliniarskich grupa zdążyła też już upiec kilka ciast – strucle z makiem i marmoladą, domowe kruche ciasteczka, a na upieczenie czekał jeszcze „sernik naszej babci”! No, proszę państwa, trzeba przyznać, że to imponujący wynik, jak na kilka dni wspólnie spędzonych przez kursantów, a zestaw wyrobów – wprost palce lizać! Na zakończenie, w tajemnicy, zdradzę Czytelnikom, że to jeszcze nie koniec ciekawych przedsięwzięć, jakie przy solidnym wsparciu Fundacji Wspomagania Wsi przygotowało dla wszystkich chętnych Stowarzyszenie pod wodzą Jerzego Śnieżko.
Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. TS
Komentarze