Dziennie to dziesiątki pojazdów, miesięcznie ponad tysiąc. I tak od maja do końca października. Od trzech lat, w trzech miejscach. Tyle kursów mają promy przez Bug w Drohiczynie, Niemirowie i Mielniku, kursujące dzięki unijnemu wsparciu i projektowi, którego liderem była gmina Drohiczyn.
Prom z Drohiczyna łączy to miasteczko z Bużyskami w gm. Korczew, tym z Niemirowa w gm. Mielnik dostaniemy się do Gnojna w gm. Sarnaki, a z Mielnika przeprawimy się do Zabuża w gm. Sarnaki.
Wszystkie zabierają dwa samochody osobowe jednocześnie lub jeden większy. Prom nie pływa sam. Rodzaj napędu - dolnolinowy, od naporu nurtu na burtę kadłuba. Zasadniczy wpływ na uzyskanie ruchu promu ma lina manewrowa, biegnąca wzdłuż kadłuba, umieszczona na rolkach, jak również przewoźnik, który ma specjalny przyrząd do ruszania, zaczepiany na tej linie.
O pracy na promie rozmawiamy ze Zbigniewem Mormolem, obsługującym prom w Mielniku, pracownikiem mielnickiego zakładu komunalnego.
- Przyszła jesień. Teraz mniej pływania?
- Mniej, ale porównując obecny okres do lata, różnica nie jest duża - mówi Zbigniew Mormol. - Nadal kursujemy pełną parą. Według rozkładu to 32 kursy dziennie.
- Były jakiś ciekawsze zdarzenia?
- Zdarzeń sensacyjnych raczej nie było, może poza wkroczeniem na prom policji i badaniem trzeźwości, w ubiegłym roku. Wtajemniczeni zapewne wiedzą o co chodzi. Najciekawsze to chyba są reakcje tych, którzy płyną pierwszy raz.
- Dziwią się czemuś? A może są zachwyceni?
- Dziwią się, że prom pływa praktycznie sam, przy pomocy siły i ludzkich mięśni. Jak jest bezwietrznie wystarczy ruszyć i mimo że nie płynie zgodnie z nurtem, lecz od brzegu do brzegu, to nurt go niesie. Nie mogą uwierzyć, że nie ma jakiegoś motorka. I że przeprawa jest bezpłatna.
- A narzekają na rozkład? Że muszą czekać?
- Jak to ludzie. Przez pierwszy rok prom kursował bez rozkładu, cały czas, kursów było więcej, przeprawionych samochodów i ludzi też. W zasadzie teraz, głównie latem, zapotrzebowanie na transport w obie strony rzeki jest dużo większy, niż wynika to z rozkładu, ale na szczęście miejscowi są wyrozumiali. Gorzej z tymi, którzy się spieszą, głównie przyjezdnymi. Popsioczą i przestaną. Czasami w takiej sytuacji przewoźnika w obronę bierze tubylec, jeśli też czeka lub płynie, znający realia i rozkład. W efekcie spieszący się poczeka. Woli poczekać, niż jechać przez most i robić 40 km. Rzadko zdarza się, żeby ktoś kogoś przepuścił. Rozkład to rozkład.
- Ciężko ciągnąć tę linę?
- Jedna osoba obsługująca prom przez cały dzień, nawet według rozkładu, czyli mniejszą liczbę połączeń, ma dość około południa. To naprawdę ciężkie zajęcie.
- Najbardziej nietypowy transport? Ładunek?
- Siedem koni z ułanami. Z Janowa Podlaskiego. Konkretnie pasjonatów - żołnierzy jazdy lekkiej, w mundurach i rynsztunku. Część koni nie chciała wejść na prom, ale ułanom jakoś udało się je przekonać. Stały spokojnie. Nie trzeba było po nich sprzątać. Początkowo do nietypowych transportów zaliczaliśmy też transporty rolnicze, np. przyczepy lub fury z belami słomy albo siana, traktory z pługami czy opryskiwaczami, ale to już normalność.
- Sytuacje zagrożenia?
- Przytrafiła mi się grupka wyrostków. Niektórzy byli podcięci. Za wolno im prom płynął. Rzucili w moją stronę kilka epitetów. Na szczęście tylko na tym się skończyło.
- Do promu zacumowana jest łódka. Trzeba było z niej korzystać?
- Tak. Przez linę jakimś cudem wywrócił się kajakarz. Latem. Był w kapoku, nic mu się nie stało. Poza tym latem do dna, nawet na środku rzeki, jest góra półtora metra, więc nawet ten kajakarz mógłby stanąć na nogach, ale wiadomo - emocje, woda, rzeka. Kapok utrzymywał go na powierzchni. Wskoczyłem do łódki, odcumowałem ją, podpłynąłem do rozbitka, pomogłem mu wejść na pokład, wzięliśmy na hol kajak, odwiozłem go na brzeg. Był cały i zdrowy, trochę tylko przestraszony. Zapewne sam też by sobie poradził. Zdarza się też, że na linie zatrzyma się konar i wtedy też trzeba podpływać łódką, by go odczepić.
- Czuje się pan kapitanem albo chociaż bosmanem?
- Co najmniej admirałem…
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze