Siarczysty mróz, padający deszcz czy zaspy śnieżne, nawet takie warunki pogodowe nie przeszkodzą wiernym prawosławnym z Mielnika w podtrzymywaniu starej tradycji wspólnego kolędowania pod oknami domów, w wigilię, 6 stycznia. Mimo, że w tym roku pogoda sprawiła, że święta były do świąt podobne, czyli białe, chór kolędniczy ruszył w trasę od „Zagóry”, na ulicy Duboisa kończąc.
Jak co roku, obowiązkowo dzieci zabrały z domu pokaźne reklamówki, a ci, którzy doszli do ostatniego domu, również z pokaźną zawartością reklamówek powrócili do domu. - Chłopcy, dużo już macie cukierków? – pytam kilkuletnich kolędników na początku kolędowania. - Ja nie mam jeszcze dużo, ale mój kolega ma więcej, bo on wcześniej przyszedł – odpowiada jeden z nich. W tym roku, na wspólne kolędowanie przyszło blisko pięćdziesiąt osób. W Mielniku zachowała się piękna tradycja, pięknie przez wiernych podtrzymywana. Miejmy nadzieje, że dzieci, które dzisiaj trzymają w rękach reklamówki na cukierkowe łupy, za kilka lat zamienią je na książeczki z kolędami, a tradycja kolędowania będzie dla nich czymś więcej niż tylko zebraniem słodyczy. Moris, fot. Moris (kolędniczka)
Komentarze