Książka powstała na 100-lecie niepodległości, nie dziwi zatem, że to historia związana z Józefem Piłsudskim, ułanami czy powstańcami styczniowymi jest wysunięta na pierwszy plan. Perypetie Michałka i jego rodzeństwa stanowią jedynie tło dla postaci czy zdarzeń historycznych. Właściwa akcja powieści rozgrywa się w okolicach Siemiatycz w fikcyjnej leśniczówce w Żubrowicach, dla których pierwowzorem były Żurobice, a także w samych Siemiatyczach
Atutem książki jest to, że narodowo-wyzwoleńcza narracja nie przytłacza, a jest po prostu integralną częścią powieści. Ważniejsze fakty czy postaci wspomniane w fabule są wyjaśnione w przypisach. Jeśli książka trafi do dociekliwego małego czytelnika, może to być dobra zachęta do samodzielnego zgłębiania historii Polski. Donata Dominik-Stawicka w inteligentny sposób wykorzystuje też miejscowe legendy np. o duchu żołnierza z czasów potopu szwedzkiego. Wspomina o księżnej Annie Jabłonowskiej. Właściwie cały tekst powieści jest intertekstualny, znajdziemy w nim cytaty z „Pana Tadeusza” czy „Potopu”. Drzewo, w którym dzieci znajdują ukryty skarb nazywane jest Baublisem (ewidentne nawiązanie do Mickiewicza), a ulubionym strojem Michałka są jeansy i koszulka z napisem: „Sherlock Holmes”.
To bardzo sprawnie napisana powieść, gdzie głównym chwytem konstruowania tajemnicy jest pytanie o przeszłość, gdzie Michałek Wierzbicki, a właściwie Boruta-Wierzbicki poznaje przeszłość swoich pradziadów. Są tu też obecne zwroty akcji, np. w przypadku porwania siostry Michałka przez złodziei antyków i cennych przedmiotów. To Michałek wpada na trop porywaczy i podsuwa policjantom sposób uwolnienia dziesięciolatki.
Jednak wykorzystanie w książce tajemnicy przedmiotowo-sytuacyjnej, skupiającej się na pytaniach: co? gdzie? dlaczego? kiedy?, to najprostszy z możliwych sposobów pisania powieści kryminalnej. Nawet jeśli powieść ta skierowana jest do dzieci. Nie wymagający dużego wysiłku. Widać, że autorka pisząc książkę sugerowała się „Szatanem z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego czy „Nawiedzonym domem” Joanny Chmielewskiej. Zresztą obie te książki są wspomniane w powieści.
U Chmielewskiej zagadkę rozwiązuje dwójka rodzeństwa: Janeczka i Pawełek. U Dominik-Stawickiej mamy za to tróję rodzeństwa. Akcja „Nawiedzonego domu” rozpoczyna się, kiedy Janeczka pisze wypracowanie pt. „Jak spędziłam ostatnie dni wakacji”. Rodzeństwo Wierzbickich również nie może narzekać na wakacyjną nudę. Michałek nazywany jest w szkole Borutą, natomiast bohater powieści Makuszyńskiego, Adaś Cisowski, szatanem. Ponadto Michałek podobnie jak i Adaś swój skarb znajdują w pniu drzewa, a opisy sytuacji są bliźniaczo podobne:
/Michałek i skarb szwoleżerów/ „I nagle… jakby tknięty nagłym przeczuciem, Michałek zaczął usuwać warstwę mchu przy samej ziemi. Odchodził bez trudu, a spod niego ukazywało się zaklejone warstwą gliny wejście. (…) Powoli, delikatnie zdejmowali mech i odłupywali glinę. W końcu odsłoniła się ogromna dziupla tuż przy korzeniach, tak duża, że wszyscy mogli do niej swobodnie wejść. Chłopcy świecili latarkami, bo wnętrze drzewa mogło kryć wiele tajemnic, a może nawet pułapek. - Tam coś jest – Michałek wskazał Stefkowi usypany kopczyk.”
/Szatan z siódmej klasy/. „— To ja kazałam zamazać gliną — rzekła pani Gąsowska. — Był otwór w pniu. — Otwór w pniu? Więc pień jest albo zmurszały, albo go piorun wypalił. Staszek, masz nóż? Pożyteczne harcerskie narzędzie: fiński nóż, łatwo wykruszyło zaschłą na słońcu glinę. Adaś obnażył ramię i wetknął je w otwór. Grzebał długo palcami w rozkruszonym na miał miąższu drzewa. Przymknął oczy, jakby spojrzenie ich zagłębił w ciemną czeluść. — Jest! — wyrzekł zdławionym głosem.”
Inspiracji Makuszyńskim jest więcej, Cisowski znajduje pamiętnik ks. Jana Koszyczka, skąd dowiaduje się o francuskim oficerze armii napoleońskiej. Michałek również znajduje pamiętnik swojego przodka. W obu przypadkach poszukiwań skarbu pomocne okazują się listy żołnierzy.
Nie jest to zatem oryginalny sposób rozwiązania tajemnicy skarbu, a szkoda. O wiele więcej powieść zyskałaby, gdyby pisarka zgłębiła motyw lokalnych legend. Oczywiście wykorzystano tu wyżej wspomnianego ducha szwedzkiego żołnierza, ale przy bogactwie podlaskich podań i legend potencjał nie został w pełni wykorzystany. Dowiadujemy się np. o istnieniu świętej góry Grabarki, ale na czym polega jej wyjątkowość już nie…
Sama leśniczówka w Żubrowicach przedstawiona jest jako odosobnione, sielankowe miejsce. Tu nawet rzodkiewka smakuje lepiej niż w Krakowie, a mleka prosto od krowy dzieci nie piją, a „delektują się nim”, jeśli jajecznica, to wiadomo, że „pyszna”. Można powiedzieć oczywiście, że takie kalki językowe są oklepane, ale biorąc pod uwagę to, że adresatami utworu są dzieci, można przymknąć oko na drobne mankamenty.
Momentami bawi język, którym posługuje się Michałek. Mało to prawdopodobne, że 12-latek na co dzień używa zwrotu „zasięgniemy języka”, czy „dedukcja”. Nic to jednak w porównaniu z mało prawdopodobnymi reakcjami rodziców na wieść, że ich dziecko zostało porwane. Z pełnią spokoju matka całej trójki pyta teściową: „Coś złego się stało? Nic mama nie pisała”. Klaps, koniec wątku. Zero emocji, płynne sielankowe przejście do tego, że dzieci są „wspaniałe”.
Kiedy cała trójka żegna się z nowo poznanymi przyjaciółmi, pada słowo o tym, że będą pisali do siebie maile i porozumiewali się za pomocą GG. Cóż, wątpię, że współczesna młodzież, tym bardziej dzieci kojarzą jeszcze GG. Autorce umknęło, że Gadu-Gadu dawno zastąpił już Facebook. Może znikome to detale, podobnie jak te, że w samym mieście Siemiatycze nie mamy (niestety) stacji kolejowej, ani nawet skrytek na dworcu (a i autobusów kursuje coraz mniej), ale dzięki takim właśnie szczegółom czytelnikowi łatwiej utożsamić się z bohaterem i zaangażować w rozwój akcji.
Nieco odrealniona wizja Siemiatycz, a także sylwetki postaci, które można byłoby pogłębić, niewykorzystana do końca szansa, jaką dają podlaskie legendy, sprawiają, że „Michałek i skarb szwoleżerów” pozostawia w czytelniku duży niedosyt. Nie można powiedzieć, że to nudna książka, o nie. Jednak znajome schematy i rozwiązania sprawiają, że powieść traci na wyjątkowości. Daleko jej do serii sygnowanej nazwiskiem A. Hitchcocka „Przygody Trzech Detektywów”. Nie zmienia to jednak tego, że powieść tę czyta się po prostu dobrze, lekko. Ma też wymiar edukacyjny. Bardziej polecam ją jednak młodszym dzieciom, te starsze mogą być trochę rozczarowane skrótowością zdarzeń i zbyt oczywistym wyłożeniem fabuły od początku do końca.
Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
„Michałek i skarb szwoleżerów”, Donata Domink- Stawicka, wyd. Księgarnia Wydawnictwo Skrzat Stanisław Porębski, Kraków 2018.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze