David Cohen przetłumaczył m.in. na angielski monografię Siemiatycz autorstwa Ignacego Gilewskiego. Gromadzi wszelkie materiały i zdjęcia by napisać coś w rodzaju historii siemiatyckich Żydów.
- Co sprawiło, że z drugiej półkuli zawędrował Pan aż do Siemiatycz?
- No cóż, urodziłem się w Siemiatyczach, ponad 60 lat temu. Kiedy zmarł mój ojciec, jako małego chłopca wysłano mnie do Anglii z bratem mego dziadka. Nie zobaczyłem więc już nigdy matki, rodzinnych Siemiatycz i reszty mojej rodziny. Od najmłodszych lat więc tkwi we mnie jakaś nostalgia za tym miejscem. Nie ważne, jak źle bywało, bo moja rodzina była bardzo biedna. Pamiętam, że zimą wysyłano nas do szkoły abyśmy tam przebywali, bo nie było czym ogrzać domu. Nie pamiętam czym zajmował się dziadek. Mieszkaliśmy przy ulicy Słowiczyńskiej. Wśród moich siemiatyckich przodków jest Dawid Rzeźnik, Izrael Rappaport, Szymon Koperszpit, który wytwarzał szprychy do rowerów, oraz Piekarz, który był… krawcem. Wiem, że jeden z moich kuzynów mieszkał przy ulicy Kahalnej.
- Można powiedzieć, że pochodzi Pan z dawnej siemiatyckiej rodziny.
- Wiem z przekazów rodzinnych, że moi przodkowie byli mieszkańcami Siemiatycz od początku istnienia tutaj społeczności żydowskiej, czyli od kilkuset lat. W rodzinnych przekazach zachowała się opowieść o mojej jakiejś bohaterskiej pra-, pra-, prababce, która podczas bitwy w Siemiatyczach w 1863 roku ocaliła wiele dzieci z miasta, wyprowadzając je podczas bitwy z płonącego miasta do lasu.
Wielu członków mojej rodziny jeszcze przed napaścią Niemców na Polskę wyemigrowało do Argentyny, USA i Kanady. Wielu jednak zostało jednak w Siemiatyczach i zginęło później w Treblince. Pamiętam jako dziecko, jak wujek mój pisywał z Anglii listy do mojej matki, do Jankiela Krawca i innych członków mojej rodziny. W roku 1939 listy nagle przestały dochodzić. O Siemiatyczach, mieście mego dzieciństwa, dowiedziałem się już później od rodziny, która przez Francję uciekła do USA. A wracając jeszcze od pańskiego pytania. Niedawno przed wyjazdem jeden ze znajomych zapytał mnie, dlaczego chcę tu jeszcze wrócić, tu gdzie cierpiałem nędzę, tu gdzie zginęła moja rodzina? Odpowiedziałem - Nie ważne jak ci bywało źle w tym czasie, przecież życie tych, którzy żyli tu przed tobą, było ustabilizowane i dostatnie. Dlatego chce też pozbierać wszelkie informacje, zrobić bilans, napisać prawdziwa historię siemiatyckich Żydów. Wybrać obiektywne fakty, odrzucić fałsz.
- Kiedy po raz pierwszy od tamtego czasu odwiedził Pan Siemiatycze? Jakie było to spotkanie z przeszłością?
- Dwa lata temu byłem pierwszy raz, teraz jestem po raz drugi. Niektórzy wracając tu po latach mówię, że to już nie jest to samo miasto. Ja natomiast, kiedy przyjechałem tu pierwszy raz, czułem się jakbym wrócił do domu. Nie potrzebowałem mapy, wiedziałem gdzie co jest, a raczej było. Czasem zachowywałem się może jak nienormalny człowiek. Biegałem z miejsca na miejsce, wyobrażałem sobie jak tymi ulicami chodził dziadek, ojciec, matka. Bardzo przeżywałem tę wizytę. Czułem się tu wśród ludzi prawie jak wśród swoich. Teraz podczas drugiej wizyty odwiedzam znajome ulice, chociaż czasem mają inne nazwy, są przecież te same!
Cieszy mnie, że widzę coraz wyższy poziom życia w Polsce. Od niedawna (od 1998 roku – przy.red) dla wielu z nas w Stanach Zjednoczonych, jedynym źródłem informacji o Siemiatyczach jest właśnie internetowe wydanie „Głosu Siemiatycz”. Ja i moi znajomi, rodzina, jesteśmy wdzięczni i pełni uznania i podziwu za tę inicjatywę. Zachęcam do dalszej pracy w tej dziedzinie, to jest potrzebne.
Jerzy Nowicki (rozmowa z roku 1999)
(na zdjęciu widok na ratusz w Siemiatyczach na początku XX wieku).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze