Reklama

Koń musi chodzić w zaprzęgu - Augustynka

10/04/2007 15:27
"Szlag człowieka trafia, kiedy zajdzie do stajni, gdzie był koń, a stajnia jest pusta, bo koń już sprzedany, a był przez kilka lat".


          Pan Mirosław Stępniak z Augustynki jest miłośnikiem koni od urodzenia. Rozmawiamy z nim o jego pasji.
          - Panie Mirosławie, proszę na początku powiedzieć, od kiedy się to zaczęło?
          - Prawdę mówiąc z końmi mam do czynienia od dziecka. W naszym gospodarstwie praktycznie od zawsze były konie, więc praca z nimi nigdy nie była mi obca. Kiedy miałem 8 lat, to jeździłem już furą w zaprzęgu. Hodowlą na większą skalę zająłem się w 1991 r., kiedy otwarto u mnie w gospodarstwie punkt kopulacyjny, bo takiego brakowało w okolicy. Wtedy miałem trzy klacze i cztery ogiery. Jak na tamte czasy, była to spora ilość.
          - Czyli jest pan urodzonym miłośnikiem koni.
          - Jakbym tego nie lubił, to bym tym się nie zajmował. Można zatem powiedzieć, że urodziłem się już jako miłośnik koni. Nie wiem, czy mam rację, ale uważam, że miłości do koni nie da się nabyć. Z tym trzeba się urodzić. Szlag człowieka trafia, kiedy zajdzie się do stajni, gdzie był koń, a stajnia jest pusta, bo koń już sprzedany, a był przez kilka lat. Niestety, nie da się tak wszystkiego zorganizować, żeby cały czas wszystkie konie trzymać. Co jakiś czas trzeba jakiegoś sprzedać, bo przecież pieniądze są potrzebne. Gdyby to było możliwe, cały czas wszystkie konie bym trzymał.
          - Ile koni jednocześnie miał pan najwięcej?
          - Najwięcej to miałem dziesięć, razem ze źrebakami.
          - Przejdźmy do udziału w wystawach. Kto panu zaproponował udział w nich?
          - W pierwszej Związek Hodowców Koni. W kolejnych uczestniczyłem z własnej inicjatywy.
          - Wyróżnienia?
          - Już w pierwszej wystawie, w 2000 r. w Szepietowie, ogier "Egier" zdobył pierwsze miejsce i tytuł championa. Rok później, ogier o imieniu "Rokosz" otrzymał tytuł wicechampiona. W 2004 r. w Jasienówce "Szafir" zdobył championa, a w 2006 r. ten sam koń został sklasyfikowany na trzecim miejscu.
          - Podczas wystaw w Jasienówce, imię "Szafir" było wiele razy wymieniane przez organizatorów. Czy ma pan jeszcze tego ogiera?
          - Nie mam. Sprzedałem go dwa tygodnie temu. "Szafir" zdobył dla mnie najwięcej wyróżnień.
          - Jak pan dba o swoje konie?
          - Jeśli chodzi o czyszczenie koni i pielęgnację w tym zakresie, to nie przykładam do tego aż tak bardzo dużej wagi. Owszem, trzeba przy tym popracować, ale koń sam potrafi się wyczyścić. Nie sztuka konia wypaść i wypucować. Więcej uwagi na przykład przykładam do ruchów. Koń musi przecież chodzić w zaprzęgu. Musi być hodowany w kierunku, jaki od dawna jest jego przeznaczeniem. Dlatego i dzisiaj, na przykład do lasu, jadę koniem z furą.
          - A czy jeździ pan wierzchem?
          - Bardzo często. Mam siodło.
          - Imiona dla koni sam pan wymyśla?
          - Tak. Jest tylko jedna zasada - imię źrebaka musi zaczynać się na taką samą literę, od jakiej zaczyna się imię jego matki.
          - Pojawiają się nowe możliwości w zakresie dopłat dla hodowców koni.
          - Owszem, to atrakcyjna oferta, ale hodowcy z naszego terenu praktycznie nie mają koni, które podlegają pod te dopłaty. Brakuje u nas koni z rodzimej rasy sokólskiej.
          - A paszporty dla koni? To udogodnienie czy trudności?
          - Udogodnienie, bo teraz kupujący ma jasną i przejrzystą wiedzę o tym, co kupuje. W paszporcie jest bowiem o koniu wszystko.
          - Czy w tym roku weźmie pan udział w wystawie w Jasienówce?
          - Jeśli będę miał z czym pojechać, to na pewno na wystawę pojadę.
          - Ostatnie pytanie: czy koń to przeżytek?
          - Zdecydowanie nie. Przez długi jeszcze czas koń będzie miał rację bytu.
          - Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na ewentualnych wystawach.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama