Reklama

Kiedy winda jest koniecznością

20/02/2009 18:26
Sebastian Mierzwiński choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Porusza się na wózku elektrycznym, jak mówi - to daje mu poczucie wolności i niezależności. Mieszka w piętrowym domu, po którym przemieszczanie się, nawet elektrycznym wózkiem, było kłopotem. Od niedawna w domu Sebastiana jest winda. Do tej pory mieszkał w suterynie, dzięki windzie może korzystać ze wszystkich domowych pomieszczeń.

          - Chorujesz od urodzenia. Nie można było zaplanować windy wtedy, kiedy rodzice budowali dom?
          - W latach 80, projekty były narzucane odgórnie, tak zwane planowe budownictwo. Miałem wtedy 6 lat i byłem przenoszony na rękach. Mój brat, który choruje na taką samą chorobę, w tamtym czasie jeszcze jako tako chodził. Nikt wtedy nie myślał o tym, że taki „wieżowiec” z czasem stanie się kompletnie niepraktyczny, ważny był fakt, że dom w ogóle można było wybudować. Czas leciał, ustrój się zmieniał, my z bratem rośliśmy. Brat przestał wchodzić po schodach, ja stawałem się cięższy i przenoszenie mnie nie było już takie proste. Wtedy zapadła decyzja, że ja z bratem przenosimy się na dolne piętro. Nie pozostawało nam nic innego jak zaadaptowanie suteryny i zamieszkanie w dwóch pokojach po 8 m kw. każdy. W tym czasie reszta trzypiętrowego domu była praktycznie niewykorzystana.
          - I wtedy wymyśliłeś windę?
          - Tak. Oczywiście już wcześniej rodziły się pomysły na windę, lecz w tamtych czasach było to niemożliwe do zrealizowania. Około 2 lata temu na poważnie zacząłem szukać możliwości dostawania się na piętra. Przeszukałem Internet. Wykonałem kilkadziesiąt telefonów, wysłałem jeszcze więcej maili do różnych firm. Niestety, większość nie miała dla mnie interesujących ofert. Zazwyczaj były to próby sprzedania tego, co po prostu akurat było na stanie.
          Myślałem też nad platformą schodową, jaką widziałem na filmie „Gremliny”. Niestety, mój wózek wraz ze mną waży blisko 170 kg i, jak się okazało, nie było w moim domu technicznej możliwości do zamontowania platformy, która uniosłaby taki ciężar. Były propozycje dobudowania szybu na zewnątrz i umieszczenia tam windy pionowej, lecz to było daleko poza moimi możliwościami finansowymi. Już myślałem, że plany powiększenia przestrzeni do życia i zamieszkania na piętrach zlegną na niczym, ale odezwała się firma, która chciała obejrzeć miejsce potencjalnej inwestycji. Pan, który do mnie przyjechał wymierzył wszystko, jako jedyny dał pomysł na platformę pionową o konstrukcji samonośnej, która może być zamontowana wewnątrz i nie wymaga specjalnego szybu.
          - Długo trwała instalacja windy?
          - Prace przygotowawcze trwały 8 godzin, potem trzeba było odczekać kilka dni na wyschnięcia betonowej podbudowy i można było montować urządzenie.
          - Droga jest taka winda? Dostałeś jakieś dofinansowanie?
          - Wiedziałem, że będę miał możliwość wnioskowania o dofinansowanie z tzw. likwidacji barier. Dofinansowanie można dostać na 80 proc. wartości inwestycji, lecz kwota nie może być większa niż 15-krotność średniego wynagrodzenia w danym regionie. Jednak PCPR-y (Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie - AK) dostają mało pieniędzy, a potrzebujących jest bardzo dużo. Trzeba było swoje odczekać, kilkanaście miesięcy. Koszt zakupu samego urządzenia to 55 tysięcy zł. Do tego koszty prac przygotowawczych, zrobienia podbudowy, otworu w stropie, projektu i zezwoleń - łącznie ok. 4 tysięcy zł. Nie prowadziłem jakichś społecznych zbiórek pieniędzy. Mieszkam z rodzicami, a ci mogą mnie w tym czasie utrzymać, też sam odkładałem wszelkie zarobione pieniądze.
          - Po domu poruszasz się już bez przeszkód, a jak na zewnątrz?
          - Dużym ułatwieniem jest dla mnie wózek elektryczny. Ale kiedy jest mróz, wózek bardzo szybko się rozładowuje. Poza tym jest problem z pokonywaniem niektórych krawężników przy przejściach. Stan chodników też pozostawia wiele do życzenia. Czasami lepiej jest mi jechać ulicą niż chodnikiem, co też za specjalnie bezpieczne nie jest. Mam problem, by dostać się do niektórych instytucji, sklepów. Jest wiele podjazdów dla wózków, ale czasami np. drzwi otwierają się w tą stronę, z której podjeżdża wózek i nie mam możliwości żadnego manewru, trzeba czekać, aż ktoś otworzy drzwi. Albo jest podjazd na wózek, a zaraz za podjazdem jest stopień, którego wózek nie pokona. Do urzędu miasta są dwa wejścia. Żadnym z nich nie wjadę, przy każdym są schody. Swego czasu słyszałem o pomyśle instalacji podobnej windy w urzędzie miasta. A myślę, że nie tylko ja jeden bym z niej korzystał. W pewien sposób niepełnosprawne są matki z malutkimi dziećmi w wózkach. Taka pani nie zostawi niemowlęcia w wózku przy schodach prowadzących do urzędu miasta. Albo starsi mieszkańcy naszego miasta - dla niektórych też problemem jest pokonanie nawet jednego stopnia schodów. W telefonie mam książkę telefoniczną do wszystkich instytucji, które odwiedzam. Kiedy nie mogę gdzieś wjechać, dzwonię i proszę, by ktoś do mnie wyszedł. Trzeba przyznać, że urzędnicy wychodzą, ale najpierw muszę się trochę natłumaczyć, a poza tym - co by było, gdyby tak wszyscy, którzy nie mogą wejść po schodach zaczęli dzwonić? Trzeba by było przyjmować petentów na dworze.
          Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które pomogły w realizacji projektu. W szczególności paniom z PCPR w Siemiatyczach za pomoc w uzyskaniu dofinansowania, panu Stanisławowi Kocięba i jego firmie za szybkie i fachowe wykonanie prac przygotowawczych, panu Polgarowi Imre z firmy SwissEscaLift Sp. z o.o. (www.swissescalift.com) za dobrą radę i szybki montaż urządzenia oraz tym wszystkim, którzy mnie jakoś wspierali, a których trudno mi tutaj wymienić.
          Tak, jak mówi Sebastian - nie tylko ludzie na wózkach inwalidzkich są „niepełnosprawni” - problemy z dostaniem się do wielu sklepów czy instytucji w Siemiatyczach mają inni mieszkańcy. Zastanawiające - skoro taki „zwykły” mieszkaniec może ułatwić sobie życie za spore, jak na jedną rodzinę, pieniądze, to dlaczego nie może zrobić tego urząd miasta? Instytucja, która jest dla mieszkańców? I jak widać wcale nie trzeba zaczynać budowy budynku od początku. Zamiast nowego służbowego samochodu byłaby winda, z której skorzystaliby wszyscy, a nie jedna osoba.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama