Reklama

Kiedy koniec profanacji?

Perspektywa ewentualnej kolejnej inwestycji na terenie byłego PZMOT przy ul. Kościuszki powoduje, że wraca historia losów tego miejsca. Wszyscy mieszkańcy Siemiatycz powinni wiedzieć, a wielu na pewno wie, że w rejonie ulicy Polnej i Kościuszki od czasu, kiedy księżna Anna Jabłonowska siłą odebrała i zniszczyła stary cmentarz żydowski przy późniejszej ulicy Pałacowej, przez około 170 lat znajdował się nowy cmentarz.

      Po II wojnie światowej i holokauście, którego częścią był mord na kilkutysięcznej społeczności żydowskiej Siemiatycz i okolicznych miejscowości, teren ten był przedmiotem kolejnych profanacji bez najmniejszego szacunku dla pochowanych tam zmarłych i bez żadnej refleksji nad tym, w jaki sposób należałoby zareagować, gdyby podobnie ktoś postąpił z cmentarzem katolickim czy prawosławnym i znajdującymi się na nim grobami.

     Pierwsza i skandaliczna ingerencja w to święte dla Żydów miejsce miała miejsce, o ile pamięć mnie nie zawodzi, w drugiej połowie lat 60., kiedy budowano „Polmozbyt”. W czasach gomułkowskiego komunizmu nie spędzano sobie specjalnie snu z powiek takimi drobiazgami. Kości ze zbezczeszczonych grobów walały się aż do ulicy Kościuszki. Jeszcze jako nastolatek szedłem tamtędy w jakiś letni dzień, podczas wakacji. Zobaczyłem w koleinie przy placu budowy wystającą kość piszczelową. Przystanąłem osłupiały, zacząłem rozgrzebywać rękami ziemię, natrafiłem na szkielet człowieka, zmarłych chowano bowiem bardzo płytko, bez trumien, byli owinięci w całun. Poruszony tym odkryciem rozglądałem się dokoła i widziałem inne kości. To wspomnienie zostało we mnie na lata. Zrobiłem nawet wtedy kilka zdjęć, które zachowały się do dzisiaj. Zawsze, jak przyjeżdżam do Siemiatycz i idę obok tego miejsca do dworca autobusowego, widzę tam ciągle cmentarz żydowski. A warto dodać, że w tradycji żydowskiej nie istnieje pojęcie likwidacji takiego cmentarza. Zgodnie z nią ma on trwać w niezmienionej postaci do czasu nadejścia Mesjasza.

Reklama

      Legenda o księżnej i cmentarzu

      Warto przy tej okazji przypomnieć opowieść - będącą prawdopodobnie, przynajmniej częściowo, żyjącą w rodzinach żydowskich z pokolenia na pokolenie legendą - o odebraniu Żydom cmentarza przez księżnę Jabłonowską. Spisała ją dla potomnych Miriam Kuperhand w książce „Shadows of Treblinka” (Cienie Treblinki) wydanej w 1998r. w Chicago:

     „Tuż obok rozległej i bogatej posiadłości księżnej leżał cmentarz żydowski. Dobiegający do niej płacz i lamentacje żałobników podczas pogrzebów irytowały ją. Miała też plany poszerzenia swoich posiadłości, które obejmowały również te święte tereny. Księżna wezwała więc przywódców wspólnoty żydowskiej do swego pałacu i przedstawiła im rozmaite propozycje. W zamian za teren cmentarza miała dać Żydom duży i nowy, bliżej miasta. Poza tym zaproponowała, że zbuduje kilka kamienic handlowych na głównej ulicy Siemiatycz, które pomieściłyby wszystkie sklepy i interesy prowadzone przez Żydów. Zaoferowała wreszcie specjalne zezwolenie na swobodne korzystanie z drewna na opał z jej lasów. Ta dodatkowa zachęta warta była dla właścicieli domów i interesów duże sumy. Członkowie delegacji żydowskiej pokręcili jednak przecząco głowami i odmówili negocjacji. Cmentarz był bowiem miejscem wiecznego pochówku ich rodziców, małżonków i dzieci. Setki kwater były już zarezerwowane na doczesne szczątki kolejnych bliskich. Księżna nie zamierzała zaakceptować ich negatywnej reakcji. Do realizacji swoich planów usiłowała znaleźć wewnątrz wspólnoty żydowskiej kogoś, kto za pieniądze mógłby jej pomóc.

Reklama

      Takim renegatem okazał się niejaki Kadiszewicz, który zwrócił księżnej uwagę, że aby zmusić Żydów do opuszczenia cmentarza, należało ich sterroryzować. W rezultacie, nazajutrz  rano Żydzi zobaczyli, że wiele kamieni nagrobnych zostało rozbitych, a ciała zmarłych brutalnie wyrzucone z grobów. Pogrążyli się w głębokim bólu i oburzeniu. Nie skapitulowali jednak, ale wyznaczyli mężczyzn do dyżurów przy grobach przez całą dobę. Podnieśli głosy lamentacji i modlitwy z prośbą do tych, którzy odeszli, o wybaczenie, że dopuścili do takiej potworności. Księżna wysłała na cmentarz żołnierzy, aby ich stamtąd wyrzucić. Żydzi w proteście położyli się na ziemię, własnymi ciałami broniąc grobów. Rozwścieczona księżna poleciła użyć siły wobec stawiających opór. Było wiele ofiar. Cmentarz został w końcu oczyszczony z protestujących i rozpoczęło usuwaniu kamieni nagrobnych oraz urządzanie zagarniętych gruntów. Robotnicy nie napotykali już żadnego oporu. Trwało to jednak tylko do momentu, kiedy zbliżyli się do najbardziej poważanego i świętego dla całej społeczności żydowskiej grobu. Kiedy robotnicy przy użyciu liny i zaprzęgu koni próbowali podnieść duży głaz z grobu cadyka, padli wraz z końmi martwi. Znaleziono kolejnych robotników, ale ci też w niewytłumaczalny  sposób stracili życie. To z kolei wywołało przerażenie wśród Polaków. Księżna Jabłonowska zwróciła się do swojego żydowskiego doradcy, wspomnianego Kadiszewicza, który zasugerował jej, że można poradzić sobie z tym śmiertelnym zjawiskiem przez stworzenie specjalnej brygady robotników złożonej z mężczyzn będących pierworodnymi synami starych generacji. Tak też uczyniła i prace przy likwidacji cmentarza potoczyły się dalej.

      Były cmentarz został podzielony na dwie sekcje: po obu stronach szerokiego bulwaru – nazwanego (po latach – przyp. MAN) Aleją Legionową. Ulica iście monarsza, z rzędami drzew, kwiatów i krzewów, łączyła pałac księżnej z otaczającymi go willami i prowadziła do nowego centrum miasta. (…).

Reklama

 Zgodnie z przyrzeczeniem księżna wyznaczyła Żydom nowe miejsce pod cmentarz w innej części miasta (późniejsze„mogiłki”- przyp. MAN). Pierwszym kandydatem do pochówku okazał się nie kto inny, a nędzny Kadiszewicz, który zmarł wyklęty młodo i bezpotomnie. Panowała zgoda, że nikt mniej niż on nie zasługiwał na prawdziwy pogrzeb żydowski, komitet zgodził się jednak pochować go w pobliżu bramy cmentarnej. W jakiś sposób jego ciało znalazło się na powierzchni grobu i następnego dnia okazało się, że ptaki i inne zwierzęta urządziły sobie z jego ciała ucztę. Po tym, jak nagle i bez wyraźnego powodu zmarł pierworodny syn księżnej Jabłonowskiej, nawet ona uznała, że spotyka ją kara z niebios za grzechy wobec Żydów. Pełna strachu księżna zebrała starszyznę żydowską, błagając o wybaczenie. Jako zadośćuczynienie podjęła budowę wspaniałej synagogi. Wspólnota żydowska zwróciła się do najlepszych ówczesnych architektów, którzy ozdobili budynek w stylu orientalnym z pięknie barwionymi szybami w oknach, podłogami z marmuru i ławkami ze szlachetnego drewna i mosiądzu. Wymyślne ręczne wzory pokryły ściany i sufity a najbardziej utalentowani artyści centralnej Europy namalowali na ścianach dwanaście plemion Izraela i inne sceny biblijne.

      Wspólnota żydowska Siemiatycz bardzo powoli godziła się na akceptację tego szczodrego podarunku (…). Nie mogli zapomnieć ani  wybaczyć zbezczeszczenia świętych grobów ich przodków. W końcu jednak w każdy szabas zaczęli modlić się w swojej nowej synagodze za pomyślność księżnej i jej rodziny.(…)”.  

Reklama

      Tyle o historii. Teren cmentarza żydowskiego, który od lat był częściowo używany na inne cele, powinien być wreszcie porządnie zbadany przez archeologów a znajdujące się tam szczątki (których niewątpliwie jest wiele) przeniesione z należną czcią, w specjalnie na to przeznaczone miejsce na terenie bardzo okrojonego, wręcz tylko symbolicznego, cmentarza żydowskiego. Zadanie dla burmistrza, gminy żydowskiej i nowych właścicieli nieruchomości. Z szacunku dla zmarłych i nas samych.

     Księżna Jabłonowska, aby zadośćuczynić krzywdę zbudowała synagogę, a my?

Reklama

     Marek Antoni Nowicki (również tłum. z języka angielskiego), fot Jacek Wasilewski

 

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama