W tym roku mija 15 lat odkąd istnieje i prowadzi swoją działalność nurzecki zespół śpiewaczy „Tęcza”.
Jak mówią obecni członkowie „Tęczy”, w pierwszych latach swojej działalności to był zespół świecki. Do jego powstania przyczyniła się ówczesna dyrektor nurzeckiego ośrodka kultury, Regina Romaniuk. Pierwszy publiczny występ zespołu, wówczas czteroosobowego, miał miejsce 21 października 1994 roku na przeglądzie piosenki sakralnej w Zabłudowie. W skład zespołu wchodziły wówczas: Genowefa Korzeniecka, Taisa Kwasik, Danuta Tarasiuk, Alina Sito. Z czasem zespół się rozrastał, w 1995 roku doszli m.in. Zofia i Stanisław Hermanowicz. Dziś, oprócz czterech pań związanych z zespołem od początku, śpiewają w nim również: Barbara Skipska, Maria Jadczuk, Jadwiga Deoniziak. Kierownikiem i jednocześnie jedynym mężczyzną w zespole jest Krzysztof Wawrzyniak, organista w nurzeckim kościele. Poetycka nazwa - Oficjalnie nazwę „Tęcza” zespół nosi od roku 1996. Nazwa ta ma związek z tomikiem wierszy świętej pamięci pani Grabanowskiej, miejscowej poetki, który tak właśnie był zatytułowany. To za jej przyzwoleniem, a jednocześnie za jej sugestią tak zaczęliśmy się nazywać – wspominają członkinie zespołu. - Po śmierci pana Stasia Hermanowicza mieliśmy spotkanie z panem Olbrychskim w Drohiczynie. Bankiet był jak złoto. Potem dostaliśmy zaproszenie na benefis do Krakowa, ale cóż, wtedy nie było komu pomóc nam w zorganizowaniu wyjazdu. Pan Daniel zapamiętał nasz zespół i bardzo podobał się mu występ. Zaśpiewałyśmy mu wtedy piosenkę, dziś słynną, „Drohiczyn” jeszcze nie wiedząc, że przyjedzie Ojciec Święty i piosenka stanie się takim swoistego rodzaju hymnem tej wizyty. Wtedy jak ją śpiewałyśmy, ta piosenka miała zupełnie inny charakter i zupełnie inne słowa. Bardziej świecki – opowiada pani Korzeniecka. Dla przypomnienia członkinie śpiewają fragment starej wersji piosenki: „Pan Daniel myślami wraca, bo jego korzenie stąd. Tu jego rodziców praca, tu jego rodzinny dom”. Reaktywacja - Po śmierci pana Stanisława, który też przygrywał na akordeonie, zespół zaczynał upadać. Kiedy jednak do Nurca przyszedł obecny ksiądz proboszcz, zażyczył sobie, żeby w naszej parafii powstał chór kościelny, który zająłby się oprawą muzyczną mszy i wszelkich uroczystości religijnych. Zwrócił się do mnie, żebym zebrał chętnych. Ja w pierwszej kolejności zwróciłem się do pań, które śpiewały w zespole Tęcza, a one się oczywiście zgodziły – opowiada Krzysztof Wawrzyniak. - Pan Hermanowicz przygrywał nam czasem, ale większość naszych występów odbywała się bez akompaniamentu. Wówczas jeszcze z WOAK-u w Białymstoku przyjeżdżali instruktorzy, by nas trochę podszkolić, pokierować, przygotować przed niektórymi występami – mówi Taisa Kwasik. Tęczowo-kościelni Po tym, jak kierownictwo w zespole przejął miejscowy organista, zespół był postrzegany już jako typowy, mały chór kościelny. Lokalnej społeczności początkowo trudno było przyzwyczaić się do świeckich piosenek wykonywanych przez zespół, tym bardziej, kiedy były one lekkie, żartobliwe i frywolne. Dlatego w tym repertuarze zespół stara się być ostrożny, aczkolwiek stopniowo wprowadza nowości, także z piosenki świeckiej i biesiadnej. Zespół coraz częściej pokazuje się na różnego rodzaju przeglądach, imprezach plenerowych. - Staramy się tak dobierać repertuar, by pasować w zależności od okazji, miejsca występu, rodzaju okoliczności. Lubimy pieśni patriotyczne, narodowe, ale także coraz częściej sięgamy po biesiadne – dodaje Korzeniecka. W związku ze zróżnicowanym repertuarem i różnorodnością miejsc występów, początkowo pojawiały się problemy z identyfikacją zespołu. - Jak przysyłali zaproszenie, to nie do końca wiedzieli, czy to chór kościelny, czy jednak zespół świecki. Zapowiadający nas na imprezach najczęściej mieli problem z zaklasyfikowaniem naszego zespołu jednoznacznie. Pojawiały się takie śmieszne określenia jak zespół „tęczowo-kościelny” czy chór kościelny „Tęcza”. Panie mają dużo energii, bo w innych parafiach chór kościelny występuje raczej od wielkiego święta, a u nas w każdą niedzielę, a także i w tygodniu. Godzą występy na imprezach, są obowiązkowe – tłumaczy Wawrzyniak. Wiele zmian Przez 15 lat wiele zmieniło się w zespole. Od chóru kościelnego zespół rozwinął się do świeckiego zespołu śpiewaczego. Wzbogacił się repertuar, utwory są bardziej dopracowane. Zmienił się także wygląd zewnętrzny zespołu, ponieważ panie zaopatrzyły się w jednakowe stroje. Kiedyś występowały na czarno, teraz mają dwa komplety strojów w bardziej żywych kolorach. W tym roku nowością są występy przy tzw. podkładach mechanicznych. Jak podkreślają członkowie zespołu, „Tęcza” jest nadal otwarta na nowe osoby. Na pewno przydałoby się więcej męskich głosów, wtedy można by mówić o chórze z prawdziwego zdarzenia. - Uważam, że ze swoim wykształceniem jestem merytorycznie przygotowany do poprowadzenia takiego chóru, ale potrzebujemy więcej osób chętnych do śpiewania – wyjaśnia kierownik zespołu. Dlaczego „Tęcza” śpiewa? Bo lubi, bo traktuje to jak pewien rodzaj rozrywki, odskocznię od szarej rzeczywistości, odprężenie. – Człowiek wie, że musi o siebie zadbać, że musi wyjść, że spotka ludzi, których lubi. Ma trochę czasu wolnego, więc korzysta – zgodnie twierdzi zespół.
Zespół ma na swoim koncie wiele występów przy różnych okazjach lokalnych. Bywa także na przeglądzie piosenki sakralnej i pogrzebowej w Zabłudowie (tutaj w 1995 roku zdobył I miejsce), przeglądzie kolędniczym w Michałowie, przeglądzie folkloru w Narewce. Całemu zespołowi życzymy kolejnych, co najmniej 15, lat działalności.
Komentarze